Wyszczególnione wpisy

Wpisy

środa, 21 marca 2018

Foodbook #7

Foodbook
Dzień dobry,

Spóźniony Foodbook, który miał wskoczyć na blog w minioną środę. Mocno resztkowy, ale tak właśnie ostatnio od kilku miesięcy wygląda moje gotowanie. Na pewno o tym moim resztkowym gotowaniu napiszę coś więcej już wkrótce, jestem bowiem zdania, że całkiem nieźle ogarniam temat niemarnowania jedzenia i oszczędnego gotowania (po prawie 5 latach bentowania mam już spore doświadczenie w tym temacie).

A co w nowym Foodbooku? Całość wyszła bardzo kolorowa i iście wiosenna. Najbardziej smakowało mi śniadanie, ale to zapewne przez obecność bobu w sałatce, który uwielbiam. Mam jeszcze kilkadziesiąt paczuszek w zamrażarce, dlatego zapewne już niedługo w moim bento pojawią się ulubione burgery z bobu i wiele innych smacznych potraw.

Fot. W. S. 

Na dzień dobry

Standardowo dzień zaczynam od mięty z lukrecją. Póki co, nadal mi się ona nie nudzi. Poranna herbata to już taki mój mały rytuał. Pierwszy kubek zawsze wypijam jeszcze w łóżku. Jeśli mam troszkę czasu, to spędzam kilkanaście minut z książka w dłoni. 


Śniadanie

To się nazywa śniadanie na wypasie. Na talerzu tofu teriyaki (90 g), kasza jaglana (50 g- waga przed ugotowaniem) z koperkiem szczypiorkiem, bobem, rzodkiewką, pomidorkami i oliwkami zmieniającymi kolor (nie jesteście odosobnionym przypadkiem, też o nich pierwszy raz słyszę). 

Kaszę doprawiłam spora ilością soku z cytryny i wymieszałam z 1 łyżeczką oliwy z chili i czosnkiem. Do tego sól i pieprz do smaku, oraz troszkę ajvaru i sosu czosnkowego na silken tofu. Ten ogromny talerz pełen dobrych rzeczy ma 570 kcal, w tym 29 g białka. Jak dla mnie bomba. Gdybym jeszcze to śniadanie zjadła o 7 rano, a nie o 11, to byłoby zdecydowanie lepiej. Przy poniedziałku myślę najpierw o pracy, a dopiero potem o jedzeniu.


Zioła

Dziennie wypijam łącznie ponad 3 litry płynów.  Poza wspomnianą miętą z lukrecją, piję białą i zieloną herbatę oraz zioła. Akurat w weekend byliśmy u Pani Ziółko. Kupiłam u niej m.in. owoc głogu, owoc czarnego bzu, ruszczyk kolczasty, owoc róży. Większość ziół z myślą o naczynkach krwionośnych, z którymi mam problem, odkąd tylko pamiętam. Chcę je wzmocnić i zapobiec kolejnym teleangiektazjom. W tym roku mam też w planach zamknięcie naczynek laserem (jeśli macie jakieś doświadczenia w tym temacie, piszcie koniecznie).

Co z ziół tego dnia wypiłam? Trzy kubki skrzypu z pokrzywą, małą filiżankę naparu z głogu i kubek naparu z czarnego bzu. Zioła piję wymiennie, staram się nie przesadzać z ich ilością, co jakiś czas robię też przerwy w piciu niektórych naparów i odwarów. Grunt to umiar i niepopadanie w skrajności. 


Po treningu

Od jakiegoś czasu stałym punktem mojej diety jest szklanka soku. Absolutnie nie ma to nic wspólnego z dostarczeniem organizmowi witamin. Sok piję po treningu od poniedziałku do piątku. Podbijam sobie w ten sposób delikatnie kalorie. Gdy pojawią się sezonowe truskawki, maliny i in., zapewne sok podmienię na małą porcję mniej dojrzałych owoców. Tu 250 ml soku z klementynek. Był jak dla  mnie zdecydowanie zbyt słodki i raczej już go nie kupię. 



Obiad

Na obiad talerz obfitości. Porcja placków z cukinii z koperkiem. Do tego ogórek, rzodkiewka, kawałek awokado z sezamem. Jeden karczoch, który siedział samotnie w słoiczku. I resztka ajvaru, i sosu na silken tofu. Bardzo przyjemne sprzątanie lodówki. 


Kolacja

Jedno z dań, które uwielbiam. Robi się je ekspresowo i smakuje wyśmienicie. To soba z dodatkiem warzyw. U mnie na talerzu z dodatkiem wędzonego tofu (65 g) i bez nerkowców. To danie lubię jeść także na zimno, zapewne część z Was już nie raz widziała je w moim bento. Moja wersja ma sporo warzyw i mniej makaronu (40 g). Taka soba idealnie sprawdza się do opróżniania lodówki z warzywnych resztek.

Razem: 1481 kcal, w tym 67 g B, 153 g W i 65 g T. 

15 komentarzy:

  1. Same pyszności :) A Twoje śniadanie zjadłabym chętnie na dzisiejszy obiad - moje resztki na dziś niestety tak smakowicie nie wyglądają i w weekend muszę w końcu porządnie uzupełnić niedobory lodówkowe (przynajmniej kasz i innych dodatków węglowodanowych mi nie brakuje :D).

    OdpowiedzUsuń
  2. Śniadanie takie kolorowe... wiosna na talerzu mimo iż za oknem zima :)

    OdpowiedzUsuń
  3. bób i tofu... ale mam teraz "smaka" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Śniadanie jest naprawdę na wypasie. Wszystkie posiłki wyglądają jak pełnoprawne obiady :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie soki zazwyczaj są zbyt słodkie - w ogóle rzadko je piję, bo dla mnie to zbyt skoncentrowane źródło węglowodanów i szybko podnoszą mi cukier. A uwielbiam pomarańczowy, multiwitaminę i tłoczony z jabłek - choć zawsze je rozcieńczam :)
    Wszystkie dania z chęcią bym zjadła :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pysznie prezentuje się to śniadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z tego co przeczytałam i zobaczyłam to obiad byłby moim ulubionym posiłkiem, ze względu na placuchy z cukinii które uwielbiam :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Śniadanie rzeczywiście na bogato :D Bardzo chętnie bym zjadła taki talerzy :) Na makaron soba z warzywami również bym się skusiła - uwielbiam takie połączenie i azjatyckie smaki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale bogactwo witamin i kolorów na talerzach! A wypicie 3 litrów płynów w ciągu dnia to dla mnie nie lada wyczyn:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nic trudnego, trzeba w sobie tylko wyrobić odpowiedni nawyk. A warto. W końcu od prawidłowego nawodnienia organizmu zależy całe mnóstwo rzeczy.

      Usuń
  10. Muszę dziś kupić cukinię i wziąć się za placki :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Takie dania to ja mogę jeść!!! Pyszności!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Faktycznie kolory robią wrażenie :) Każdy posiłek świetnie wpasowałby się nam w czas obiadowy. Śniadanie u nas wygląda totalnie inaczej :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzięki Twoim przepisom nauczyłam się jeść kaszę jaglaną i jest częstym dodatkiem do obiadów czy kolacji :) piękne pokazane propozycje ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale fajne potrawy. Szczególnie śniadanie mnie ciekawi. :)

    OdpowiedzUsuń

TOP !-- Galeria 9 -->