piątek, 16 grudnia 2016

Listopadowe NAJ

Listopadowe NAJ



Dzień dobry,

Czas najwyższy podsumować miniony miesiąc. Listopad był bardzo udany pod względem nowości zakupowych. Udało mi się w końcu trafić na ceramikę z Tokyo Design Studio w bardzo przystępnej cenie. Przyznam, że poszalałam tym razem z ilością zakupionych miseczek, ale absolutnie tego nie żałuję. Odnowiłam także zapasy azjatyczkich produktów do gotowania, mogę więc szaleć w kuchni z japońskimi potrawami i serwować je jak należy.

Mam nadzieję, że dzisiejsze podsumowanie przypadnie Wam do gustu. Kto wie, być może wpadnie Wam coś w oko i zrobicie sobie prezent na Gwiazdkę 😉


Japońska ceramika

Obiecałam sobie, że nie będę już zaglądać do Tk Maxx. No ale niestety, tak się nie da, tym bardziej że Tk Maxx mamy po drodze, gdy jedziemy na cotygodniowe zakupy spożywcze. Byłam dzielna przez cały miesiąc i za każdym razem wychodziłam z pustymi rękami. I pewnie nie uległoby to zmianie, gdyby nie cudowna japońska ceramika z Tokyo Design Studio. Uwielbiam ich produkty! Do tego ceny były niczym marzenie. 


Miseczki i kubki tej marki kupicie w sklepach internetowych za 35-50 zł od sztuki, w zależności od wzoru i wielkości. Ja za całość (2 kubki i 7 miseczek, z czego dwie z innej japońskiej firmy) zapłaciłam niecałe 130 zł. Szczególnie podobają mi się ich dość nietypowe, jak na japońską ceramikę, kolory. 



Kubków mam zdecydowanie zbyt dużo, ale nie mogłam się oprzeć i wzięłam do kompletu także dwa. Płaciłam około 8 zł za sztukę. Zestaw takich kubków plus dobrej jakości zielona herbata to świetny pomysł na świąteczny prezent.


Nowe kwiaty w mieszkaniu

Oczywiście nie mogło zabraknąć nowych kwiatów. Po lewej Kalanchoe. Dacie wiarę, że to sukulent? Byłam mocno zdziwiona, gdy wyguglowałam sobie tę roślinkę. I już wiem, czemu do tej pory tak szybko mi opadała. Po prostu podlewałam ją co kilka dni, jak inne kwiaty. A kalanchoe nie lubi nadmiaru wody. Mam ją od miesiąca i przez ten czas podlałam ją tylko raz. Trzyma się świetnie, co bardzo mnie cieszy. Kupiłam ją za 3 zł na przecenach w Tesco. Z ciekawostek dodam, że ten kwiat pochodzi z Madagaskaru. 

Na środku Peperomia Happy Bean. Taki widok zastałam odsuwając firankę, gdy chciałam zrobić zdjęcie. Za radą babci Połówka przestawiłam ją na parapet i chyba jest jej tam zbyt jasno i zbyt zimno. Już ją przestawiłam w cieplejsze i bardziej zacienione miejsce. Mam nadzieję, że uda mi się ją podleczyć. 

Ostatni nabytek to ponownie roślinka z Madagaskaru, a jest to...Kalanchoe. Jak widzicie, oba kwiaty dość znacznie się od siebie różnią. Dokładnie jest to Kalanchoe Tubiflora. Spodobał mi się jej dość nietypowy wygląd. Podobno też może kwitnąć. Rośnie jak szalona, więc na wiosnę spróbuję ją rozmnożyć. 


Bullet Journal

W ubiegłym miesiącu pokazywałam Wam mój zeszyt do Bujo, który kupiłam w Tk Maxx. Mimo tego, że początkowo nie do końca odpowiadała mi jego wielkość, jestem obecnie z niego bardzo zadowolona i towarzyszy mi on na co dzień (zeszyt w kropki na kolażu po prawej stronie). Na zdjęciu wylądowały też śliczne stempelki śnieżki z Tigera. 

Mniej więcej w tym samym czasie zamówiłam sobie notatnik eksperymentalny (po lewej). To również notes w kropki (dla mnie wersja kropkowa najlepiej sprawdza się w Bujo), gruby (200 stron), z kartkami wykonanymi z papieru satynowego (gramatura 160), ręcznie szyty. Jest bardzo porządnie wykonany, a przez dobór papieru i ilość kartek troszkę ciężki, co nie każdemu może odpowiadać. Będę z niego korzystać, gdy skończę mój obecny zeszyt do Bujo. Na pewno dam Wam znać, jak się sprawdzi. Już wiem, że to kiepski wybór dla leworęcznych i miłośników pisania piórem.


Szmaragdowy planner od Projekt Planner

Mój system planowania od nowego roku zasili przecudowny planner od Projekt Planner. Chciałabym Wam pokazać, jak sobie na co dzień rozplanowuję wszystko i mam nadzieję, że w styczniu uda mi się przygotować dla Was wpis na ten temat. Po co mi dodatkowy planner, skoro mam już swoje Bujo? Powód jest banalnie prosty, kartki w zeszycie zapełniają się w niezwykle szybkim tempie i co kilka miesięcy trzeba przepisywać pewne rzeczy do kolejnego notatnika. Moje rozwiązanie jest banalnie proste. Długofalowe współprace, zlecenia, dalsze plany, rzeczy do ogarnięcia w przyszłości (np. lista filmów do obejrzenia, miejsc do odwiedzenia), sprawy związane z blogiem i social media będę od teraz zamieszczać w plannerze, dzięki czemu uniknę ciągłego przepisywania z zeszytu do zeszytu.


A czemu planner od Projekt Planner? Po pierwsze fantastyczny design i przecudowne kolory. Początkowo marzyłam o miętowym, ale gdy niedawno pojawiły się nowe kolory, po prostu zgłupiałam. Szczególnie spodobał mi się malinowy i szmaragdowy. Ostatecznie postawiłam na ten ostatni i absolutnie tego nie żałuję. Do wyboru są dwa rozmiary: A5 i A6. Oczywiście wybrałam ten większy.

Plusem plannera w formie segregatora jest możliwość dowolnego ułożenia stron, nie trzeba też niczego wyrywać, gdy zdarzy nam się wpadka w trakcie pisania. Wystarczy wypiąć kartkę i włożyć w to miejsce nową. A gdy zapiszemy już wszystkie strony, nie musimy kupować nowego plannera, a jedynie czyste wkłady.

Do plannera dołączony jest zestaw wkładów (planner dzienny, tygodniowy, finanse, notes, adresy). Ja planner dzienny podmieniłam na drugi tygodniowy i dodatkowo wzięłam wkład w kropki i na przepisy. Już nie mogę się doczekać, kiedy zacznę go uzupełniać 😄


Taśmy dekoracyjne, długopisy i spółka

Przyznaję, w listopadzie popłynęłam. Kupiłam sporo rzeczy, jednak większość w promocji lub na wyprzedaży. Na zdjęciu po lewej 6 taśm dekoracyjnych z Tesco (sprzedawane w komplecie po 3 sztuki za ok. 4,5 zł), dalej 10 taśm ozdobnych z Castoramy za jakieś 12 zł (tak, wiem, na zdjęciu jest ich tylko 9 😉). Do tego trzy nowe taśmy z japońskimi wzorami z Zanshin plus gruba srebrna taśma brokatowa z Tesco (w Bujo na dole).

Z prawej ponownie łupy z Tesco: zestaw cienkopisów za 10 zł, żelopisy za chyba 12 zł i mój hicior, czyli permanentne markery Sharpie komplet 3 sztuki za 12,5 zł (kolor srebra, złota i brązu).


Świąteczne naklejki

Z myślą o Bujo kupiłam całe mnóstwo naklejek świątecznych, głównie w Lidlu, Pepco i w osiedlowym papierniczym. 


Project Life

Powolutku zaczynam przygodę z Project Life. Co to takiego? To sposób na dokumentowanie wspomnień przy pomocy zdjęć, ozdobnych kart i różnej maści zapisków, które umieszcza się w specjalnym albumie. Ja swój album już zamówiłam (pokażę go Wam w nowym roku) razem z zapasem koszulek. Na kolażu powyżej papier do scrapbookingu i karty do PL (Project Life) kupione w Tk Maxx, które wykorzystam do ozdabiania mojego albumu oraz Bujo. 


Breloczki do kluczy w japońskim stylu

Nie mogło oczywiście zabraknąć czegoś kojarzącego się z Japonią. Mój pęk kluczy zdobią od niedawna brelok z mnichem oraz brelok z rolką sushi. Brelok sushi ma w środku coś w rodzaju piasku. 


Świecznik z kory

Jesienne wieczory umila mi świecznik z kory z Jyska. Kupiłam go w promocji za 10 zł. Podobne były w Kiku, lecz bardzo kiepsko wykonane. 


Wazon na kwiaty

Uwielbiam kwiaty nie tylko te doniczkowe, ale i cięte, dlatego dość często kupuję nowe wazony. Ten w geometryczny wzorek bardzo mi się spodobał.


Książki w listopadzie

W listopadzie w mojej biblioteczce pojawiło się kilka nowości, m.in. drugi tom kryminału kulinarnego T. Hillenbranda, "Zdrowe słodkości na każdą porę dnia" i poradnik "Jak nie umrzeć przedwcześnie".


Zakładka do książki Szczurek

Od niedawna w zapamiętaniu liczby przeczytanych stron w książce pomaga mi uroczy szczurek. Zamówiłam go u Mamy mojej przyjaciółki Pauliny (którą być może pamiętacie, to ona zrobiła dla Was planner posiłków do lunchboxów --->>> klik). Jeśli macie ochotę na oryginalną zakładkę lub cokolwiek innego, co Wam się zamarzy i można to zrobić na szydełku/drutach, to podbijajcie to Mamy Pauliny (namiary na zdolną Mamę macie tu). 


"Czerwone złoto" Tom Hillenbrand

W księgarniach pojawił się kolejny tom kryminału kulinarnego T. Hillenbranda. W "Czerwonym złocie" autor ponownie serwuje nam trupa, a zagadkę jego śmierci jak zwykle próbuje rozwiązać główny bohater Xavier Kieffer. Zgon ma miejsce na oficjalnej kolacji i przyczynia się do niego sushi, a konkretniej kawałek tuńczyka. Tytułowym czerwonym złotem jest właśnie tuńczyk. Autor określa go tak ze względu na jego walory smakowe i cenę. Akcja toczy się niespiesznie i przeplatana jest smakowitymi potrawami. 

Hillenbrand w "Czerwonym złocie" zwraca uwagę na nieszczęśliwą w skutkach działalność przemytników, która przyczynia się do stopniowego niszczenia środowiska naturalnego. Sprzeciwia się chciwości i pogoni za pieniądzem bez względu na skutki. Jeśli podobał się Wam "Diabelski owoc", to koniecznie sięgnijcie także po "Czerwone złoto". To lekka i przyjemna lektura w sam raz na jesienne i zimowe wieczory. 


"Jak nie umrzeć przedwcześnie" dr Michael H. Greger

Razem z Połówkiem chętnie kupujemy książki poruszające zagadnienia zdrowia i zdrowego odżywiania. Tym chętniej sięgnęliśmy po tomiszcze autorstwa dr Gregera. Książka podzielona jest na dwie części. W pierwszej autor opisuje najbardziej popularne choroby, wyjaśnia co może do nich prowadzić, a co nas przed nimi po części ochroni. Wszystko podpiera licznymi badaniami naukowymi (w książce znajduje się aż 112 stron z przypisami!). Druga część książki to opis sprzyjających zdrowiu produktów, witamin i godnych uwagi suplementów. 

Nie jestem wprawdzie zwolenniczką diety bezmięsnej (bo taką dietę promuje dr Greger), ale mimo to książkę uważam za ciekawą i wartą polecenia. Dowiecie się z niej, co warto jeść, czego unikać, dlaczego wskaźnik BMI jest nic nie wart, a witaminy takie jak B12 i D3, a także jod, tak ważne w codziennej diecie. Fajna pozycja na prezent dla mamy, cioci, babci lub każdej osoby interesującej się zdrowym odżywianiem.


"Zdrowe słodkości na każdą porę dnia" 
Katarzyna Maciejko-Zielińska

Moda na zdrowe słodkości trwa, co za tym idzie rośnie zapotrzebowanie na książki ze zdrowymi przepisami. W tym roku na półkach w księgarniach pojawiła się książka autorstwa Katarzyny Maciejko-Zielińskiej. Być może część z Was zna już jej przepisy z bloga Słodkie Fantazje. Kasia pokazuje, że można jeść zdrowo i jednocześnie sięgać po coś słodkiego. Część z przepisów jest bezglutenowa (autorka wykorzystuje głównie mąkę jaglaną i gryczaną). 

Zgodnie z tytułem, w książce znajdziecie przepisy na każdą porę dnia, czyli na śniadanie, drugie śniadanie, słodki obiad, podwieczorek, przekąskę i kolację. Kilka przepisów wpadło mi w oko, więc zapewne podzielę się z Wami nimi na blogu. 



Nauka języka japońskiego

Kilka miesięcy temu wspominałam Wam, że rozpoczęłam naukę języka japońskiego. Od kilku czytelniczek dostałam sporo materiałów do nauki, niestety większość w języku angielskim. Z czasem nabyłam kilka książek także w języku polskim. Wybrałam serię do nauki z wydawnictwa Edgard. Obecnie jestem w połowie kursu podstawowego "Japoński nie gryzie!". Książka podzielona jest na 12 rozdziałów i prezentuje podstawowe zagadnienia leksykalne i gramatyczne. Znajdują się w niej krótkie dialogi z tłumaczeniami, zestawy słówek i ćwiczenia. Pod koniec książki dołączono kilka kartek do pisania znaków. Od razu radzę sobie je skserować w ilości dość dużej i ćwiczyć pismo na kserówkach. By zapamiętać znaki, trzeba naprawdę wiele razy je powtórzyć na piśmie.

Jest to książka, od której możecie zacząć naukę jako totalni laicy. Uzbrójcie się w cierpliwość, bo nauka języka japońskiego nie należy do najłatwiejszych. Mnie w nauce japońskiego pomaga oczywiście moje Bujo.

Najsmaczniejsze w listopadzie

1) Sałatka do pracy 2) Zupa ogórkowa 3) Kurczak w naturalnej galarecie 4) Flaki wołowe 5) Góralska kwaśnica 6) Bulion wołowy


Najpopularniejsze na Instagramie: 
konto Filozofia Smaku

Zachęcam do bycia na bieżąco i śledzenia mnie na Instagramie.


Najpopularniejsze na Instagramie: 
konto Make bento not war!

Po więcej lunchboxowych zdjęć i inspiracji odsyłam Was na profil Make bento, not war!.



---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Co spodobało się Wam najbardziej? 
Koniecznie zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza pod wpisem. 

11 komentarzy :

  1. Breloczek pierwsza klasa _

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne te japońskie skorupki <3 i ten wazon <3
    Od grudnia zaczęłam zabawę z bujo - na razie w zwykłym zeszycie w kratkę, ponieważ dość szybko porzucam regularne czynności, a chciałam zobaczyć czy to w ogóle mi się będzie podobać i podoba! :D
    Co do Twojej roślinki Happy Beans - to to nie był zbyt szczęśliwy wybór :D przynajmniej mój z trzech sadzonek przeżyła jedna i one się nie rozkrzewiają tylko idą w górę :( więc w ostateczności są wiotkie mało atrakcyjne :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę w takim razie powodzenia w zabawie w bujo. Oby Cię wciągnęło, tak jak i mnie :)
      Do roślinek to ostatnio szczęścia nie mam. Najpierw uratowałam roślinkę z marketu budowlanego, która ciągle gubi mi liście i w końcu okazała się krzewem ogrodowym. A teraz ta nieszczęsna Happy Bean. A była taka śliczna, jak ją kupowałam :(

      Usuń
  3. Uwielbiam te japońskie miseczki :) też zawsze poluję na nie w tkmaxxie :)
    a podział w bujo mam taki sam - planowanie w notesie, kolekcji w planerze :) sprawdza się świetnie, będziesz zadowolona! :) pisałam o tym podziale u siebie dokładnie, to był strzał w dziesiątkę i wreszcie mam we wszystkim porządeczek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba własnie najlepsze wyjście, bo przepisywanie potem tabelek z wynikami badań i innych rzeczy, które chcę mieć w jednym miejscu jest zupełnie bez sensu. Lecę do Ciebie szukać artykułu :)

      Usuń
  4. Witam, chciałam zapytać gdzie można kupić takie szare doniczki.
    Pozdrawiam
    Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, one są czarne (ale nie jakoś intensywnie, jak widać). Kupowałam je w Jysk chyba po 10 zł.

      Usuń
  5. Bardzo dziękuję za odpowiedź.
    Pozdrawiam Iwona

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale ładne te rzeczy:) super ten breloczek sushi :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawione komentarze. Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoimi spostrzeżeniami na temat przepisów zamieszczonych na stronie.

.