wtorek, 22 kwietnia 2014

Filozofia Smaku od kuchni: Z wizytą u Pana Duńczyka

Filozofia Smaku od kuchni: Z wizytą u Pana Duńczyka




O Panu Duńczyku wspominałam Wam już kilkakrotnie. Przez kilka ostatnich miesięcy blaszana budka, w której trzyma swoje skarby troszkę się zmieniła. Odmalowano ją i ma jakąś nazwę, niestety nie mam zielonego pojęcia jak się nazywa i jaki ma kolor. Z jednej strony pamięć mam rewelacyjną, z drugiej pewnych szczegółów nie rejestruję. Przykładowo w ubiegłe wakacje spierałam się z Połówkiem, że jego Tata, czyli mój Teść, nie ma wąsów. Ba... Byłam tak pewna swego, że nawet się z nim założyłam. Okazało się, że Teściu ma wąsy odkąd tylko pamięta a ja przez ponad 5 lat nawet tego nie zauważyłam. 
Ale do rzeczy. Duńczyka nawiedzam średnio dwa razy w miesiącu. Czasem wiem, że nie miał dostawy, ale pomimo tego jadę do niego z nadzieją, że gdzieś na dnie jakiegoś pudła znajdę jakąś perełkę. Tym razem trafiłam do niego zaraz po dostawie i większość rzeczy nie została nawet wypakowana. 


Gdy zaczęłam przeglądać zawartość kartonowych pudełek, jedno od razu przykuło moją uwagę. W środku skrywało mnóstwo łyżek, chochelek i innych akcesoriów. Szczególnie spodobał mi się dziadek do orzechów i łopatka do sera. 


Nie mogło też zabraknąć angielskiej porcelany. Z tym samym wzorem mam już talerz obiadowy i deserowy, tym razem do kompletu udało mi się dokupić talerz głęboki. Cena, jak zawsze przyzwoita, 10 zł za sztukę (na targach staroci, szczególnie w większych miastach cena takich talerzy waha się od 20 do 30 zł). 


Nie mam zielonego pojęcia  czemu kupiłam te kieliszki. Być może kiedyś wykorzystam je jako element jakieś stylizacji. 


Do tego jeszcze dwie miseczki w śródziemnomorskim stylu, które kojarzą mi się (głównie przez swój kolor) z kuchnią grecką. W takich niewielkich miseczkach szczególnie dobrze prezentują się sałatki na bazie świeżych warzyw.



W oko wpadły mi także puszki. Jak widać, blogerka kulinarna myśli o tym, co przygotuje nawet z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Jest więc i puszka na pepparkakor, czyli popularne w Szwecji pierniczki. Puszkę ozdabiają postaci w strojach ludowych z historycznych prowincji szwedzkich. 


Skusiłam się także na wysoką puszkę na makaron spaghetti i mocno naznaczoną już czasem puszkę na herbatę. 

Wychodząc zauważyłam jeszcze metalowy talerz i ładnie zdobione sztućce. 


Skłamałabym, gdybym napisała, że mam gdzie trzymać te wszystkie rzeczy. Z miesiąca na miesiąc przedmiotów do stylizacji zdjęć przybywa, tym samym wolna przestrzeń wokół mnie w zastraszającym tempie kurczy się . Przy kolejnych porządkach postaram się sfotografować część mojej kolekcji i pokazać ją Wam. To, co na co dzień widzicie na moich zdjęciach to tylko mała kropla w morzu. 


17 komentarzy :

  1. Ale za to jakie to musi być piękne morze naczyń i innych 'rupieci'! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczne przedmioty:) Szczególnie spodobały mi się te puszki na pierniczki i makaron. Zazdroszczę Ci Pana Duńczyka:) U mnie w Piasecznie jest na bazarku mały antykwariat, na którym łowię swoje skarby do stylizacji, ale nie ma tam tak różnorodnych przedmiotów. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety przez moją nieuwagę wszystkie komentarze na blogu z okresu 22.04-28.04 zostały usunięte.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie miec takiego Pana z taką budką pełną skarbów:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Malwino gdzie znajdę owego Duńczyka? aż wstyd sie przyznać ale nigdy o nim nie słyszałam;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duńczykiem nazywamy pana, który ma sklep ze starociami. Pochodzi z Danii (a z tego, co kojarzę mieszka teraz w Szwecji), stąd nazwa. Nie mam jednak bladego pojęcia, jak nazywa się jego sklep. Znajduje się w Częstochowie. W ubiegłym roku przenieśli go na ul. Kiedrzyńską (za przejazdem).

      Usuń
    2. hmmm, kojarze tam jedynie rowerowy i smykatesy, nie moje rejony niestety;/

      Usuń
    3. Jak dobrze, że jest google maps :) To jest po tej samej stronie, co sklep z rowerami. Zaraz za sklepem z farbami. Ciężko tam trafić, bo rzadko wystawiają tabliczkę. Jak nie znajdziesz, to dopytaj w tym sklepie z farbami. Sama po ich przeprowadzce nie mogłam ich odnaleźć. Byłam tam wczoraj i była nowa dostawa, ale jeszcze niczego nie wypakowali. Najlepiej zajrzeć w piątek lub na początku kolejnego tygodnia, kiedy wszystko będzie już na półkach.

      Usuń
    4. na pewno tam kidyś zajrzę, dziękuję za informację :D

      Usuń
    5. to miejsce o którym mówicie to jest "Magazyn Lindego"

      Usuń

Dziękuję za pozostawione komentarze. Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoimi spostrzeżeniami na temat przepisów zamieszczonych na stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

.