czwartek, 19 września 2013

Moja Bajka, czyli o poszukiwaniu przedmiotów z duszą

Moja Bajka, czyli o poszukiwaniu przedmiotów z duszą


Dzisiejszy wpis będzie inny od dotychczasowych. Dziś będzie o pewnych przedmiotach. Chciałabym pokazać Wam odrobinę mojego świata, moją Filozofię Smaku od kuchni.
Stosy talerzyków, kubeczków, sosjerek i innych czasem przedziwnych przedmiotów można odnaleźć w każdym kącie mojego mieszkania. To pewna przypadłość, która dotyka co poniektóre blogerki kulinarne. Pozornie prosta sprawa. Można wybrać się do sklepu z akcesoriami kuchennymi, zostawić w nim kilkaset złotych i wrócić zadowolonym z nabytych „łupów”. Oczywiście i ja dwa razy do roku ląduję w kilku większych sklepach przy okazji trwających wyprzedaży. Ale to nie duże sieciówki lubię najbardziej.


Prawdziwe „perełki” odnajduję w malutkich sklepikach, głównie second handach, na targach staroci, na strychach i w piwnicach przyjaciół. Kiedy mam wolniejszy dzień, lubię wybrać się na dłuższy spacer po mieście. Na trasie mojej wędrówki znajduje się kilka miejsc, do których zawsze chętnie zaglądam. Gdy już jestem na miejscu przenoszę się do innego świata. Świata pełnego przedmiotów. Każdy z nich ma za sobą już przynajmniej jednego właściciela, każdy ma swoją historię. Odnalezienie tej jednej niepowtarzalnej rzeczy pośród stosu talerzyków i imbryczków nie jest tak prostym zadaniem. Szperając po wielkich pudłach odnajduję przeróżne rzeczy. Nie szukam tych idealnych. Czasem w oko wpadnie mi wyszczerbiony dzbanek, czasem filiżanka z obtłuczonym uszkiem, tak śliczna, że nie mam serca nie zabrać jej do domu. To świetnie obrazuje, jak bardzo w ciągu ponad trzech lat prowadzenia bloga, zmieniło się moje pojęcie estetyki. Dawniej nawet do głowy by mi nie przyszło, aby położyć potrawę na wyszczerbionym starym talerzu a obok ułożyć sztućce, na których czas zostawił już swój ślad. Teraz zupełnie się to zmieniło.



Mam jedno swoje ulubione miejsce. Niepozorny sklepik na niezbyt ciekawej dzielnicy. Ot, taka metalowa budka z kilkoma stolikami przed, na których piętrzą się stosy przeróżnych, głównie kuchennych przedmiotów. Właściciela razem z Połówkiem nazwaliśmy „Duńczykiem”. Nie tak młody już Pan Duńczyk postanowił związać się na starość z Polską, a konkretniej z pewną Polką. Często wraca w swoje rodzinne strony, skąd przywozi nowy towar. Pod jego nieobecność sklep prowadzi pewna miła dziewczyna. Lubię wsiąść w tramwaj i pojechać w to miejsce. Szczególnie wtedy, kiedy humor mi nie dopisuje i potrzebuję jakiegoś „pocieszacza”. Potrafię spędzić w tym miejscu nawet kilka godzin. Zaczynam od przeglądania zawartości wspomnianych stolików i pudeł znajdujących się pod nimi. Później wchodzę do metalowej budki. I tu czas staje w miejscu. Obskurna metalowa budka w środku wygląda tak, jakby była z innej bajki. Gdy tylko tam wchodzę, spoglądam, czy w rogu nadal stoi moja wymarzona maszyna do pisania. „Uff, nadal jest”, powtarzam za każdym razem. Przepiękna, z wystającymi guzikami. Czeka na mnie spokojnie od ponad dwóch miesięcy, aż w końcu odłożę wystarczającą kwotę pieniędzy i będzie mogła wrócić ze mną do domu. I następuje dalszy ciąg mojej wyprawy, szperanie w piętrzących się skrzynkach, pudłach, przeglądanie ciasnych półek. Ta niepozorna metalowa budka mieści tysiące drobiazgów, o których ich poprzedni właściciele już dawno zapomnieli. Odnajdywanie tych zapomnianych imbryczków, łyżeczek czy talerzyków sprawia mi tak wiele radości.


Po krótkiej chwili dzwoni z reguły telefon:

-„Kochanie, za ile będziesz?”
-„No, ale przecież dopiero co dojechałam…”
-„Wyszłaś z domu 4 godziny temu…”
-„(mój zdezorientowany głos w słuchawce)…Hm…To wiesz co, podjedź po mnie, bo chyba będę miała ciężkie siatki”

       Połówek, gdy dojeżdża na miejsce, patrzy kątem oka na wielkie torby. Po powrocie do domu wszystko rozpakowuję, raz jeszcze oglądam, myję, pucuję, układam na półkach. Tu najczęściej pada niezręczne pytanie ze strony Połówka, po co mi ta setna filiżanka bez ucha czy kolejna miseczka. Jak to po co, ona przecież zasługuje na to, aby dać jej nowe życie. A wyszukiwanie tych wyjątkowych przedmiotów to właśnie moja bajka. Zamiast kupować kolejny obrus z najnowszej kolekcji znanej marki, wolę wybrać się na spacer w ulubione miejsca i tam odnaleźć wyjątkowe przedmioty z duszą i historią.



44 komentarze :

  1. cudne te Twoje rzeczy. Zazdroszczę pasji. Czekam na więcej zdjęć.

    OdpowiedzUsuń
  2. oj taaak! To są najwspanialsze miejsca na poszukiwania:)
    Ja również cierpię na tę przypadłość;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba przypadłość blogerek kulinarnych :)

      Usuń
  3. Śliczne, też uwielbiam takie rzeczy. Wspaniałe. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przedmioty pokazane na zdjęciach są przepiękne:) Zazdroszczę ci sklepu "Pana Duńczyka". Ja odkąd zaczęłam prowadzić bloga (czyli niecałe pół roku), też zaczęłam doceniać stare przedmioty z duszą. Moja kolekcja jest na razie skromna, a i miejsc, gdzie mogę nabyć takie cudeńka w mojej okolicy na razie nie znam zbyt wiele. Dlatego uwielbiam takie wpisy, na których blogerzy dzielą się zdjęciami swoim kolekcji i informacjami, gdzie znajdują swoje przedmioty. Zatem dzięki za ten wpis:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zuzanno, dziękuję. Co do Duńczyka, to byłam u niego wczoraj i znów wyszukałam piękne przedmioty. Mogę w takich miejscach spędzać całe godziny.

      Usuń
  5. Prawdziwe skarby :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. uwielbiam takie przedmioty, a szczególną miłością darzę młynki do kawy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katerina Petrova, zupełnie zapomniałam o młynkach, a mam ich kilka. Są gdzieś na dnie szafy. Jeden ma dobrych kilkadziesiąt lat.

      Usuń
  7. Piękne pokazujesz nam tu rzeczy :) Kolekcja godna pozazdroszczenia :) Bardzo mi się podobają potem w Twoich kompozycjach na zdjęciach. Ja jeszcze zanim zaczęłam pisać bloga cierpiałam na manię zbieracza różnych kuchennych gadżetów. Największą kopalnią okazała się piwnica mojej babci, która bardzo niechętnie rozstawała się ze swoimi skarbami. Teraz biegam po bazarkach, zapomnianych sklepach i innych podejrzanych miejscach. I mam z tego mega frajdę. Jak każda z nas, kuchennych zbieraczek :)

    Pozdrawiam
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, to u mnie było tak ze strychem u Babci. Jeszcze nie odkryłam wszystkich tajemnic, jakie skrywa. A wyszukiwanie takich zapomnianych perełek, to rzeczywiście wielka frajda. Widzę, że nie tylko mnie dotyczy ta przypadłość :)

      Pozdrawiam ciepło,

      M.

      Usuń
  8. Kocham takie kuchenne przedmioty. Ostatnio moja babcia obdarowała mnie chyba 7 starymi pojedynczymi porcelanowymi talerzami.
    Uwielbiam chodzić po sklepach i patrzeć na takie perełki; D

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas nie ma takiej metalowej budki...;-( Piękne skarby wyszperałaś:-)

    OdpowiedzUsuń
  10. To mamy podobnie :) U nas, co miesiac, niedaleko mojego domu odbywa sie targ staroci. Jestem tam stalym bywalcem. Zawsze obchodze taki targ dwa razy (w razie czego gdyby mi cos umknelo ;) Poza tym przeciez trzeba tez poszperac w pudlach... :) Tydzien temu kupilam enty talerz (a raczej szesc talerzy:), porcelanowy czajnik na herbate (angielska porcelana) i urocze porcelanowe kieliszki do jajek. Wszystko praktycznie za grosze. Moje szafki pekaja w szwach a moi maz juz nawet sie nie odzywa, kiedy wracam z kolejnymi lupami do domu :) Za niecaly miesiac ogarnie mnie znow zakupowe szalenstwo :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Majka, uwielbiam angielską porcelanę. Kilka dni temu dopadłam piękną paterę z angielskimi talerzami za przysłowiowe grosze.

      Usuń
  11. Moje serce najbardziej podbijają stare sztućce. Piękne są.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pam., zgadzam się, mają mnóstwo uroku.

      Usuń
  12. Żałuję, że nie znam takich metalowych budek :( Też mam słabość do takich cudeniek!

    OdpowiedzUsuń
  13. Piekne! Ja takze uwielbiam wygrzebywac rozne cudenka, a tutejsza ilosc second handow i wielkiego, cotygodniowego ryneczku staroci tylko temu sprzyja, niestety nie sprzyja temu ograniczona pojemnosc szafek:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martynosia, znam ten ból. Mieszkam w kawalerce niespełna 20 m2, więc tym bardziej ciężko mi to wszystko pomieścić.

      Usuń
  14. Uwielbiam takie gadżety różne ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. U nas w Piotrkowie w każdą sobotę jest taki klamociarski targ. Zawartości strychów przylatują tam z całej Europy. Można kupić cuda i cudeńka, wyposażyć cały dom, raj dla wielbicielek decoupagu i zdjęć, cudo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opalanko, to musi być prawdziwy raj dla miłośników gadżetów :)

      Usuń
  16. Przepiękna opowieść i cudowne zbiory. Szczególnie brązowy i niebieski talerzyk. A właściwie wszystko ;) Chociaż wydaje mi się, największe perełki trzymasz jeszcze w ukryciu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko mały kawałek mojej kolekcji. Kiedyś podzielę się resztą.

      Usuń
  17. mam fioła na tym punkcie, ale brak miejsca w szafkach i zakaz wstępu do takich miejsc z używanymi skarbami. a szkoda, bo takie przedmioty mają jakąś historię, mają duszę, są wspaniałe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karmel-itko- u mnie ten brak miejsca w szafkach daje coraz bardziej o sobie znać. Chyba pora zakupić jakąś dodatkową komodę .

      Usuń
  18. Wspaniałe masz te swoje zbiory! Ja właśnie szykuję miejsce na moje znaleziska :) Wiem, że zbieractwo to choroba, ale z kuchennymi przedmiotami ciężko się rozstać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JustInka, to potrafi przerodzić się w prawdziwe uzależnienie. Ale zupełnie nie groźne ;)

      Usuń
  19. Malwina, przecudne te Twoje zbiory :)Ja też od kiedy prowadzę bloga zaczęłam gromadzić dziwne naczynia, obrusiki i inne takie duperele. jakis czas temu u mojej mamy w domu zrobiłam generalny porządek i wyrzuciliśmy wiele takich skarbów. Teraz tak żałuję! Jak piszesz, też mi się zmieniło podejście do estetyki i teraz bym wiele dała za taki obskrobany widelec :D Jakoś we Wroc nie mogę zlokalizować lumpów z takimi rzeczami, ale mam nadzieję że to się zmieni. Trzymam kciuki za maszynę do szycia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, maszynę dostałam dziś w prezencie od Teściowej. Wspomniałam jej o niej kilka dni temu i dziś zrobiła mi niespodziankę. Zapewne już niedługo zobaczysz ją w tle jakichś stylizacji na blogu :)

      Usuń
  20. Zdecydowanie to jest choroba blogerek kulinarnych. Im dłuzej jest prowadzony tym choroba się zaostrza. Od dłuższego czasu zabieram się za podobny wpis o moich "skorupach".
    Pozdrawiam
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, czekam w Takim razie na wpis u Ciebie :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  21. Ach... cudne te twoje zbiory. Ja się zawsze zachwycam u Ciebie Twoim zwykłym-niezwykłym widelczykiem z drewnianą rączką- nie mam pojęcia skąd go masz czy ze staroci czy z jest markowy ale dla mnie jest przepiękny.

    Cieszę się z jednego- że mam daleko do takich targów staroci, raptem 80 km :P Bo bym pewnie wykupiła wszystkie filiżanki- UWIELBIAM stare filiżanki z cieniutkimi ściankami takie w stylu jak ta Twoja na pierwszym zdjęciu.

    Czekam z niecierpliwością na kolejne Twoje zdjęcia zdobyczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, ten widelec trafił do mnie kilka lat temu (był używany). Tak, jak ktoś ma swój kubek, z którego zawsze pije, to właśnie ten widelec jest moim widelcem i nim je mi się najlepiej :) Co do filiżanek, to i ja je uwielbiam. Są delikatne i subtelne. A kolejny wpis pojawi się niedługo. W tym pokazałam tylko część moich zbiorów :)

      Usuń
    2. O dokładnie coś z tymi kubkami jest: ja rozpuszczalną wypiję w każdym kubku czy filiżance, natomiast do kawy sypanej naturalnej mam tylko jeden kubek i tylko ja mogę z niego pić. Natomiast zieloną herbatę wypiję tylko z filiżanki- no tak mi smakuje cóż zrobić ;P

      Usuń
    3. Kasiu, to ja z herbatą mam podobnie, zawsze jedna i ta sama filiżanka. Woda w tym samym kubku. Zastanawiam się teraz, po co mi aż tyle kubków, skoro tylko dwa są wykorzystywane a reszta stoi i się kurzy,

      Usuń
  22. Ja również "cierpię" na tą przypadłość ;) Najgorzej było podczas przeprowadzki, gdy nagle uświadomiłam sobie, że sporo tego mam ;) Polecam Ci giełdę samochodową oraz giełdę staroci w Krakowie co niedziele się odbywa od wczesnych godzin porannych. Można nabyć sporo cudeniek z różnych zakątków świata za bardzo przystępną cenę.
    Pozdrawiam,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  23. Każda z nas lubi skorupy:) ... jak to mój Mąz mówi:) .... piękne sa Twoje zdobycze:) pozdeawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Oj ja mam to samo .Wpadnij na moj blog pooglądać moje znaleziska .
    Pozdrawiam http://przedmiotydusza.blogspot.se/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawione komentarze. Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoimi spostrzeżeniami na temat przepisów zamieszczonych na stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

.