poniedziałek, 30 września 2013

Kuchnia i kino, czyli moja bajka

Kuchnia i kino, czyli moja bajka


Część z Was zapewne zauważyła, że od czasu do czasu wspominam w postach o wieczorkach filmowych z kuchnią w tle. Pomysł na te spotkania zrodził się ponad rok temu, kiedy spontanicznie postanowiłam przeprowadzić się do mieszkania w bloku vis a vis. W trakcie przenoszenia pudeł rzuciłam hasło spotkań filmowych. Panna W. zapytała, czy nie ugotowałabym czegoś dobrego na takie spotkanie. I tak, po nitce do kłębka, powstała idea wieczorków filmowych z kuchnią w tle. Zamysł był prosty. Wybieramy konkretny kraj, ja gotuję trzy dania pochodzące z kuchni tego rejonu i relaksujemy się we wspólnym gronie, oglądając filmy związane z konkretnym krajem. Spotykamy się zawsze w czwórkę- ja, Połówek, Panna W. i Pan D. Niezwykle lubię nasze wspólne spotkania i ubolewam, że ostatnio, odbywają się tak rzadko.

      Kraj najczęściej ustalamy wspólnie w czwórkę. Cała reszta pozostaje już w moich rękach. No, może nie do końca w moich, mam bowiem tendencję do wypożyczania najbardziej tandetnych i totalnie beznadziejnych filmów. Po mojej kolejnej wpadce z fatalnym wyborem filmu, panowie doszli do wniosku, że to oni przejmą kwestię doboru repertuaru. Więc pozostało mi to, co tak naprawdę lubię najbardziej, czyli ułożenie menu i przygotowanie wszystkich potraw.
            Niby najprostszą sprawą wydaje się być wybór potraw. Ale uwierzcie mi, tak wcale nie jest. Każda osoba ma jakąś listę produktów, za którymi nie przepada lub unika na co dzień w kuchni. Niby Panna W. na początku zarzekała się, że je wszystko oprócz szkła i bakłażanów. W trakcie spotkań okazało się jednak, iż jest kilka składników, których nie lubi. Pan D. stara się dbać o linię i jada raczej lekkie potrawy. No i nie znosi soczewicy i kminu rzymskiego. Przekonał się o tym zapewne po tajskim wieczorku, na którym serwowałam zupę z soczewicą i prażonymi nasionami kuminu. Z kolei Połówek szerokim łukiem omija ryby i brukselkę. I mogłabym tak jeszcze długo wyliczać. Pomijając już wszystkie osobiste preferencje zostaje jeszcze jedna kwestia. Wszystkie potrawy muszą być smaczne po podgrzaniu. W końcu te wieczorki mamy spędzać wspólnie i nie chciałabym „zalegać” wtedy w kuchni.

            Obmyślanie menu zaczynam od przeglądu mojej kulinarnej biblioteczki. Zaparzam sobie zieloną herbatę (lub ukochaną miętę z lukrecją) i rozpoczynam wertowanie książek kartka po kartce. Często ten proces znacznie się wydłuża. Lubię przeglądać książki kucharskie, podziwiać piękne fotografie, zapoznawać się z nieznanymi mi recepturami, czytać o historii konkretnych potraw, poznawać kuchnię odległych krajów.
             Kiedy już ustalę, co na dane spotkanie przygotuję, wówczas pozostaje mi już tylko przygotowanie wszystkich potraw, czyli przystawki, dania głównego i deseru. Połówek z reguły jest zmuszony udać się na zakupy, bo raz kolejny zapomniałam o kupieniu kilku składników, które będą mi potrzebne w trakcie gotowania. A ja w zaciszu kuchni, spokojnie sobie siekam, odmierzam, przesiewam, ubijam. Po prostu gotuję, czyli robię to, co tak naprawdę lubię najbardziej.

Potrawy z wieczorku francuskiego 

W przeciągu ponad roku naszych wspólnych spotkań przygotowałam kilkadziesiąt potraw wywodzących się z kuchni bliskich i dalszych zakątków świata. Sama nauczyłam się bardzo wiele i poznałam mnóstwo nowych smaków. Po roku okazało się, że i dla Panny W. bakłażan nie jest już taki straszny, bo ze smakiem zajada się caponatą. Pan D. w dalszym ciągu szerokim łukiem omija kmin rzymski. Pominę już to, że uwielbia moje domowe nachosy obficie doprawione kuminem. Ale chyba lepiej, by żył w tej błogiej nieświadomości.


Dania z wieczorku włoskiego

Potrawy z wieczorku greckiego, zajadane przy oglądaniu "300"

      

Gotowanie dla kogoś ma zupełnie inny wymiar, aniżeli przygotowywanie posiłków dla samego siebie. Uwielbiam gotować dla bliskich mi osób, zaskakiwać ich nowymi smakami, zapoznawać z potrawami, których do tej pory jeszcze nie znali. Dlatego tak bardzo lubię nasze wspólne spotkania. Chwila, w której mieszają się te wszystkie obrazy, smaki oraz zapachy to moja bajka.   

23 komentarze :

  1. Strasznie żałuję że nie mieszkam po sądziedzku z Tobą. Wtedy przygotowywałybyśmy takie wieczorku na zmianę. Byłoby miło!
    FAJNA TA TWOJA BAJKA!

    POZDRAWIAM,

    AGATA Bo(ro)n Appétit

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agato, może kiedyś uda nam się zorganizować taki wspólny wieczór. Kto wie :)

      Usuń
  2. Bardzo lubię zaglądać po inspiracje z Twoich wieczorków :0 Zawsze tak wszystko pięknie podane i jeszcze ten kinowy klimat sobie wyobrażam. Chyba sama zacznę wprowadzać jakieś tematyczne wieczorki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pomysł z wieczorkami kulinarno-filmowymi to bardzo fajna sprawa i zazdroszczę, że masz osoby obok Ciebie, które chcą w tym uczestniczyć. O i zauważyłam że chyba w końcu udało Ci się kupić maszynę do pisania o której wspominałaś przy okazji postu o zakupach przedmiotów z duszą :) Ta maszyna na pewno ma piękna duszę i interesującą historię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Josiu, tak, to właśnie ta maszyna, o której wspominałam ostatnio. W końcu dostałam ją w prezencie od Teściowej :)

      Usuń
  4. Ciekawa historia. :-) U mnie też bywały takie wieczorki. Zgodze się, że gotowanie dla kilku osób ma zupełnie inny wymiar niż dla siebie. Lubię u siebie spotkania w kinfolkowym stylu.
    Pozdrawiam
    A.

    OdpowiedzUsuń
  5. a ja mam pytania natury praktycznej: czy zjadaliście te potrawy przed seansem czy po, a moze w trakcie, choć mnie to by dekoncentrowało podcza oglądania filmu? poza tym jesli takie wieczorki kulinarno-kinowe odbywały sie u Ciebie to czy zawsze płaciłas z własnej kieszeni za wszystkie produkty czy składaliscie się po połowie z tą druga parą? czy oni nigdy się Wam nie zrewanzowali i nie zaprosili do siebie??? a może ja źle zrozumiałam ???? ja własnie też uwielbiam gotowac dla pary naszych przyjaciół i jesli tylko kupimy projektor to zamierzam równiez urządzac takie filmowo-kulinarne seanse, ale pomysł, zeby łaczyć film z danego kraju z kuchnia regionalna jest genialny!!!! dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jedzeniem bywa różnie. Najczęściej przystawki lądują na stole przed włączeniem filmu. Te nasze wieczorki trwają dość długo (czasem do bardzo późnej nocy), więc reszta jest jedzona w trakcie oglądania. Dwie pozostałe osoby nie są parą, to nasi przyjaciele ze studiów. Wieczorki z przyczyn praktycznych są zawsze u nas (mieszkamy sami w przeciwieństwie do nich). Co do finansów, to po prostu się składamy.

      Usuń
    2. dzięki za odpowiedź :)

      Usuń
  6. Pan D. Już wie o oszustwie i przy następnym spotkaniu się policzymy kochana :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam, takie małe zatajenie informacji :)

      Usuń
  7. Uwielbiam takie rzeczy! niestety nie mam dla kogo teraz gotowac :( ale jezeli zadomowie sie gdzies na dluzej, na pewno bede zapraszac znajomych na takie wieczorki :)
    Swoja droga, czy ta seria ksiazek kulinarnych ktora tutaj umiejscilas - czy CI sie pdobaja? Kiedys mialam takie (zostawilam komus...) z wydawnictwa Pascal i w sumie wcale nie byly takie ciekawe, bo ciezko bylo wyluskac z masy teorii jak zrobic jakis przepis. Oplaca sie je kupic ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joasiu, mam całą serię tych książeczek. Kiedy pierwszy raz miałam z nimi styczność, nie zainteresowały mnie. Dopiero później, po zakupie jednej z nich, zaczęłam kupować pozostałe z serii. Są ciekawe. Sama przygotowałam z nich bardzo wiele przepisów. Zdarzają się w nich błędy, ale dość rzadko (kuchnia polska niestety ma ich wiele). I kmin rzymski często tłumaczony jest jako kminek. Teraz można je kupić za kilka zł w marketach (nawet ostatnio moja Mama kupiła chińską bodajże za 4 zł).

      Usuń
  8. U mnie na razie były tematyczne wieczorki kulinarne, ale bez filmów w tle - a to dobry pomysł. Miałam już marokański i skandynawski u siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My skandynawski zostawiamy na okres zimy. Będę wtedy wyszukiwać przepisów u Ciebie :)

      Usuń
  9. Super to wszystko! Ja też uwielbiam układać menu i obmyślać plan pichcenia :) Szkoda, że nie mam takich wieczorków filmowych, jednak ja z kolei co tydzień w poniedziałki częstuję w pracy znajomych różnymi potrawami przyrządzonymi w weekend :) Szkoda, że nie mieszkamy gdzieś w pobliżu, bo chętnie bym do takich wieczorków dołączyła. A te książki, wyglądają na bardzo ciekawe, muszę ich koniecznie poszukać! Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  10. genialne te wieczorki sobie organizujecie, chciałabym mieć taką sąsiadkę! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Też bym chciała uczestniczyć w takich wieczorkach:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenko, gdy zawitasz kiedyś do świętego miasta, to zapraszam :)

      Usuń
  12. Jak przeczytałam cały post (jupi, w końcu się udało) nasunęły mi się następujące refleksje:
    1. Pomysł świetny, ale o tym już wspominałam. Chętnie sama go wykorzystam jeśli nadarzy się okazja.
    2. Jeszcze chętniej przeniosę pomysł filmowy na książki. Lubię czytać książki z różnych zakątków świata, fajnie więc byłoby nawiązać kulinarnie do tematu książki.
    3. Ten ostatni akapit uzmysłowił mi że faktycznie coś w tym jest. Większą przyjemność mam z przygotowania posiłków komuś niż sobie. Pewnie dlatego w każdy weekend mamy gości a sobota zaczyna się pytaniem MMK: Mamo kto dzisiaj do nas przyjdzie? :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kupiłam jedną książkę z tej serii podróże kulinarne :) Bardzo mi się podoba, będę polować na kolejne! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawione komentarze. Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoimi spostrzeżeniami na temat przepisów zamieszczonych na stronie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

.