czwartek, 31 marca 2011

Ciasteczka z karmelem i orzechami


Dziś chciałabym Was poczęstować pysznymi ciasteczkami z karmelem i orzechami. Mają w sobie dużo uroku, są słodziutkie jak na ciastka przystało, świetnie się skomponują ze szklanką zimnego mleka. Jeśli boimy się że będą dla nas zbyt słodkie- możemy  zrezygnować z karmelu (bądź wykonać go mniej i przekonać się, czy w tym zestawieniu przypadną nam do gustu). Dzieci będą zachwycone takimi słodkościami. A może i ktoś z dorosłych się pokusi?


CIASTECZKA Z KARMELEM I ORZECHAMI

Składniki (na około 35 ciasteczek):
[przepis pochodzi z książki The All American Cookie Book]
  • 2 i 3/4 szklanki mąki
  • płaska łyżeczka sody
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 225 g miękkiego masła
  • 2 duże jajka
  • 1 i 1/3 szklanki jasnego brązowego cukru
  • 2/3 szklanki kwaśnej śmietany (użyłam jogurtu greckiego ponieważ nie miałam śmietany)
  • szklanka posiekanych orzechów (pekany, włoskie, laskowe lub inne)- opcjonalnie
Składniki na karmel:
  • 7 łyżek masła
  • 3/4 szklanki jasnego cukru brązowego
  • łyżka miodu (w oryginale syrop kukurydziany)
  • 1 i 2/3 szklanki cukru pudru
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii 
W misce łączymy ze sobą mąkę, sól i sodę.  W drugiej misce ubijamy masło z cukrem, następnie dodajemy jajka i dalej ubijamy. Wsypujemy połowę mąki, kolejno śmietanę i na końcu resztę mąki. Do masy wsypujemy posiekane orzechy (2/3 szklanki- pozostałą część zostawiamy do ozdobienia) i dokładnie mieszamy.
Blachę do pieczenia wykładamy papierem lub smarujemy tłuszczem. Za pomocą łyżeczki nakładamy porcje ciasta zachowując odstępy. Ja masę włożyłam do lodówki na pół godziny, a następnie formowałam ciastka dłońmi. Pieczemy w temp. 175 stopni przez 9-12 minut. Ciastka zostawiamy 1-2 minuty na blasze a następnie studzimy na kratce.
Przygotowujemy masę karmelową- w garnuszku rozpuszczamy masło i gotujemy je na wolnym ogniu (uważajmy by nie przypalić) od czasu do czasu mieszając, aż zacznie zmieniać kolor i intensywnie pachnieć. Wsypujemy brązowy cukier i gotujemy dalej aż się rozpuści. Następnie dodajemy 2 łyżki gorącej wody i miód. Gotujemy kolejną minutę. Wsypujemy cukier puder, dodajemy ekstrakt i gotujemy ciągle mieszając aż masa będzie gładka. Zdejmujemy z ognia. Odczekujemy 2-4 minuty i karmelem ozdabiamy ciastka (możemy je posypać posiekanymi orzechami). Jeśli karmel w trakcie ozdabiania zbyt bardzo zgęstnieje, dodajemy do niego łyżkę wrzącej wody i dokładnie mieszamy. Ciastka odstawiamy do lodówki, aby karmel zastygł (u mnie zastygł w ciągu 10 minut w temp. pokojowej). Ciasteczka przechowujemy do tygodnia czasu w puszce bądź w lodówce.


środa, 30 marca 2011

Pulpeciki drobiowe w sosie koperkowym


Dziś pochwała prostoty- pulpeciki w sosie koperkowym. Koperek kojarzy mi się zawsze bardzo wiosennie- najbardziej chyba z młodą kapustką z jego dodatkiem. Danie zna każdy- jest szybkie i proste, a do tego bardzo smakowite. W tajemnicy zdradzę Wam, że W. pierwszy raz w życiu jadł pulpety. Od dłuższego czasu chciałam mu je zrobić, ale skwitował, że nie lubi. Dopiero później zorientowałam się, że on pulpetów nie jadł nigdy. Zawsze serwowano mu klopsy. Zakochał się oczywiście od pierwszego gryźnięcia ;) Mam z nim długą drogę do przebycia, bo nie lubi wielu rzeczy, choćby nawet owoców morza- rzecz jasna nigdy nie jadł, ale założył, że nie są smaczne. Do niedawna mówił to samo o brokułach i szpinaku, za którymi obecnie przepada. Ech, ci mężczyźni ;-) A jak wygląda to u Was?

Przepis dodaję do akcji Karto_flanej- Ekspresowo w kuchni.

PULPECIKI DROBIOWE W SOSIE KOPERKOWYM

Składniki (na 3-4 porcje):
  • 500 g drobiowego mięsa mielonego (u mnie z indyka)
  • sól, pieprz, mielony kminek
  • 1 jajo
  • pół czerstwej bułki namoczonej w mleku
  • 100 ml śmietany 18%
  • 2-3 łyżki mąki
  • pęczek koperku drobno posiekany

Mięso przyprawiamy solą, pieprzem i mielonym kminkiem. Wbijamy jajko, dodajemy bułkę i dokładnie mieszamy. Jeśli masa jest zbyt rzadka możemy dosypać odrobinę bułki tartej. Formujemy małe klopsiki, obtaczamy je w mące. W garnku zagotowujemy wodę i solimy, kiedy zacznie wrzeć wrzucamy pulpeciki (możemy klopsiki ugotować na bulionie mięsnym bądź warzywnym- ja wybrałam bardziej delikatną wersję). Woda musi zakrywać mięsne kulki- jeśli jest jej zbyt dużo- odlewam ją za pomocą chochli, jeśli za mało- dolewam. Gotujemy 20-25 minut na małym ogniu. Śmietanę  mieszamy z mąką, dolewamy odrobinę gorącego wywaru, rozprowadzamy i dodajemy do garnka. Dokładnie mieszamy. Wrzucamy drobno posiekany koperek, doprawiamy solą i pieprzem. Pulpeciki podajemy wedle preferencji  z ziemniaczkami bądź kaszą. Ja podałam je z kaszą jęczmienną.
Jeśli sos jest zbyt rzadki odlewamy kawałek płynu, mieszamy dokładnie z mąką i dodajemy do garnka. Jeśli zbyt gęsty- rozrzedzamy go wodą.

wtorek, 29 marca 2011

Bułeczki razowe z płatkami owsianymi


Dziś chcę Wam zaproponować kolejne bułeczki z gatunku tych zdrowszych.Są to razowe bułeczki z płatkami owsianymi- na prawdę pyszne i idealne na śniadanie. Robię je stosunkowo często- świetnie smakują z wędlinką bądź sezonowymi warzywkami. Myślę, że i Wam przypadną do gustu. Ja z kolei witam wiosnę- sadzę ziółka w doniczkach, wciąż kontynuuję wiosenne porządki (jakoś mi za specjalnie nie wychodzą) i coraz bardziej marzę o choćby kilku dniach wolnych, by móc wyjechać gdzieś za miasto. 


BUŁECZKI RAZOWE Z PŁATKAMI OWSIANYMI


Składniki (na 12 bułeczek):
[przepis pochodzi od Dorotus]
  • pół szklanki płatków owsianych (u mnie błyskawiczne)
  • łyżka miodu
  • łyżka (17 g) masła
  • 3/4 łyżeczki soli
  • szklanka wrzącej wody
  • 14 g świeżych drożdży (lub 7 g suchych)
  • 3 łyżki letniej wody
  • 2 łyżki zmielonego siemienia lnianego (dałam 5 całego ziarna)
  • 1,5 szklanki mąki pszennej razowej
  • 3/4 szklanki maki pszennej (u mnie typ 650)
  • do posmarowania jajko roztrzepane z łyżką mleka
  • do posypania płatki owsiane
 W misce łączymy płatki,  miód, sól i masło. Zalewamy wrzącą wodą i dokładnie mieszamy. Odstawiamy do wystygnięcia. Drożdże rozpuszczamy w letniej wodzie. Odstawiamy na 15 minut. Dodajemy do płatków, wsypujemy siemię i dokładnie mieszamy. Dodajemy obie mąki, mieszamy i wyrabiamy ciasto (przez około 8 minut). Ciasto może delikatnie się kleić. Przekładamy do lekko natłuszczonej miseczki, przykrywamy ściereczką i odstawiamy do podwojenia objętości. Odgazowujemy uderzając ciasto pięścią. Zostawiamy na 5 minut by odpoczęło. Dzielimy na 12 części, z każdej formujemy okrągłe bułeczki i układamy na blasze. Pozostawiamy pod przykryciem na pół godziny do napuszenia. Ja ciasto podzieliłam na 6 części i piekłam duże bułeczki. Przed pieczeniem za pomocą pędzelka smarujemy bułki jajkiem wymieszanym z mlekiem, posypujemy płatkami. Pieczemy w temp. 200 stopni przez 15 minut. Studzimy na kratce.



poniedziałek, 28 marca 2011

Kurczak w sosie z czarnego pieprzu


Często zanim zacznę przygotowywać obiad, dzwonię do W. z zapytaniem- na co miałby ochotę. Z reguły wygląda to tak:
Ja: Kochanie co chcesz na obiad?
W: Obojętne. Zjem to, co mi zrobisz.
No i w tym momencie wracam do punktu wyjścia- bo nie mam pojęcia co ugotować. Wertuję więc książki, przeglądam strony internetowe i szukam jakiejś inspiracji. Najczęściej wygląda to tak, że znajduję z 5 przepisów, które mi się podobają i ślęczę nad tym, który by tu wybrać. Ostatnio wybór padł na kurczaka w sosie z czarnego pieprzu. Danie szybkie i proste- nie aż tak pikantne jak się spodziewałam (choć ostatnimi czasy kubki smakowe W. są dość wypaczone i mam czasem wrażenie że zjadłby 10 chilli z uśmiechem na buzi). Według przepisu jest to danie na 4 osoby. Ja zwiększyłam ilość mięsa o 100 g mimo to wyszły mi 2 porcje. Cóż, może Chińczycy mają małe brzuszki. 

Przepis dodaję do akcji Grumków- Z widelcem po Azji oraz akcji Ekspresowo w kuchni prowadzonej przez Karto_flaną. 



KURCZAK W SOSIE Z CZARNEGO PIEPRZU (CHINY)


Składniki (na 2 porcje):
[przepis pochodzi z książki Chinese Cooking]

  • pierś z kurczaka o wadze ok. 300g pokrojona w kostkę
  • marynata: 1 jajko, 2 łyżki mąki kukurydzianej, pół łyżeczki soli
  • sos- pół łyżeczki ziaren czarnego pieprzu, pół łyżeczki drobno posiekanego czosnku, pół łyżeczki startego świeżego imbiru, łyżeczka sosu sojowego, łyżeczka octu ryżowego, łyżeczka świeżo mielonego czarnego pieprzu, 1,5 szklanki wywaru z kurczaka lub wody, 4 łyżki mąki kukurydzianej 
  • zielona część z dymki do posypania
  • do podania- ryż lub chiński makaron jajeczny
Jajko roztrzepujemy widelcem, dodajemy sól i dokładnie mieszamy z mąką. Wkładamy kurczaka, obtaczamy w marynacie i odstawiamy na pół godziny. Mięso smażymy w głębokim oleju po 3 minuty z każdej strony. Uważamy by nie przypalić. Odkładamy na papierowy ręcznik. Na patelni rozgrzewamy 2 łyżki oleju, wrzucamy czosnek, imbir i ziarenka pieprzu. Smażymy 1-2 minuty ciągle mieszając. Dodajemy mielony pieprz, sos sojowy, ocet i kawałki kurczaka. Dokładnie mieszamy. Wlewamy wywar bądź wodę. Mąkę kukurydzianą mieszamy na gładką i gęstą pastę z kilkoma łyżkami wody. Dodajemy do sosu, mieszamy i gotujemy chwilkę do zgęstnienia. Jeśli sos jest zbyt rzadki dodajemy do niego łyżkę mąki kukurydzianej rozprowadzonej z wodą, jeśli zbyt gęsty, rozrzedzamy go wodą. Pod koniec doprawiamy do smaku solą (jeśli użyliśmy wody do sosu- doprawiamy sosem sojowym). Posypujemy posiekanym szczypiorem z dymki. Podajemy z makaronem bądź ryżem. 



sobota, 26 marca 2011

Filety drobiowe z sosem z porów i suszonych pomidorów (GP Australii)


Dziś chciałabym Wam zaprezentować pyszne danie rodem z Australii, które przygotowałam na akcję Adrijah- F1 od kuchni. Jest to niezwykle pomysłowa i oryginalna zabawa, tym bardziej chciałam przygotować coś wyjątkowego. Z kuchnią australijską niewiele miałam do tej pory wspólnego, tym bardziej ciekawa byłam jakie smaki może nam zaoferować. Padło na przepis na piersi z kurczaka w fenomenalnym sosie  z porów i suszonych pomidorów. Całość podana z grillowaną polentą- uwierzcie mi- danie warte grzechu. Tym samym w końcu przygotowałam też danie do akcji Flowerka- Pora na pora. 


Składniki (na 4 porcje):
[przepis pochodzi z książki B. Jakimowicz-Klein- Dania z mięsa i drobiu]

  • 4 niewielkie filety z kurczaka
  • sól, pieprz
  • 10 dag białej części pora - pokrojonego w cienkie talarki
  • 2 łyżki masła
  • 300 ml śmietany 30%
  • 3-4 łyżki puree z suszonych pomidorów *
  • 4-5 suszonych pomidorów
  • natka pietruszki
  • 150 g kaszy kukurydzianej (nie błyskawicznej)
  • 600 ml wywaru z kurczaka lub wody

W garnku gotujemy wywar z kurczaka bądź wodę z dodatkiem soli. Na wrzącą wodę wsypujemy stopniowo kaszkę mieszając drewnianą łyżką. Zmniejszamy ogień i gotujemy 15-20 minut od czasu do czasu mieszając. Uważamy by nie przypalić. Pod koniec dodajemy łyżkę masła, mieszamy i zestawiamy z ognia. Masę przekładamy do naczynia o wymiarach 26 na 13 cm, wyrównujemy i odstawiamy na minimum godzinę- do momentu aż stężeje i z łatwością da kroić się nożem. Kroimy na pół, a następnie każdy kwadrat po skosie. Powstałe 4 trójkąty lekko smarujemy tłuszczem i pieczemy w piekarniku (temp. 200 stopni około 15 minut, po 10 minutach przewracamy na drugą stronę) lub grillujemy na patelni. 
W tym czasie przygotowujemy sos i kurczaka. Każdy filet kroimy na 2-3 kawałki i lekko rozbijamy tłuczkiem (nie rozbijałam). Oprószamy solą i pieprzem i smażymy z obu stron na złoto. 
Na drugiej patelni rozgrzewamy łyżkę masła, smażymy przez kilka minut pora do momentu aż zmięknie. Dodajemy śmietanę i puree z suszonych pomidorów, gotujemy chwilkę aż sos zgęstnieje. Doprawiamy solą i świeżo mielonym pieprzem. 
Na talerzach rozkładamy trójkąty grillowanej polenty, na nich układamy kawałki mięsa, polewamy sosem, ozdabiamy kawałkami suszonych pomidorów i posypujemy natką pietruszki. 

* kilka pomidorów miksujemy za pomocą blendera z odrobiną oliwy z zalewy 


czwartek, 24 marca 2011

Bułki z siemieniem lnianym



Czy kiedy zmieniają się pory roku macie wrażenie, jakbyście rozpoczynali jakiś nowy etap w życiu? Jakbyście mieli coś zmienić, uporządkować, rozliczyć się z tym co było do tej pory? Wiosna z reguły kojarzy mi się ze zrzucaniem szarej skorupy, grubych kurtek, smutnych wyrazów twarzy. Pierwsze dni wiosny, to wiosenne porządki, mycie okien (przyznaję, umyłam tylko z jednej strony;D), wymiatanie kurzu, który do tej pory jakoś ukrywał się w mroku zimy. Dla niektórych to wiosenne postanowienia- schudnąć, zapisać się na nowy kurs, nauczyć się czegoś nowego. Ja wiosnę przywitałam małym balastem- o dziwo takim , który powstał właśnie w pierwsze dni wiosny. Jak Wam wspominałam, miałam fazę na placki ziemniaczane. Pięć dni, a może i sześć pod rząd, punktualnie o 22 (czasem z lekkim poślizgiem) pochłaniałam placki wykonane z około 1,5 kg ziemniaków. Nie powiem warto było. O balaście w postaci kilki kilogramów nie będę wspominać. Przyszła wiosna, więc idą i zmiany. W pogotowiu rowerek i kilka dziwnych przedmiotów do ćwiczeń. A dla Was z kolei pyszne bułeczki- z gatunku tych zdrowszych;) 

Składniki (na 16 bułeczek):
[przepis pochodzi od Dorotus z bloga Moje Wypieki]
  • 1/2-3/4 szklanki mleka
  • pół szklanki wody
  • 3 łyżki miodu
  • 1 duże jajo
  • 1,5 łyżki roztopionego masła
  • 2 i 1/4 szklanki mąki pszennej (u mnie 650)
  • 1 i 1.4 szklanki mąki pszennej razowej (typ 2000)
  • pół szklanki ziaren siemienia lnianego zmielonego- dałam w całości
  • łyżeczka soli
  • 10 g świeżych drożdży
  • do posmarowania- roztrzepane jajko
  • do posypania- sezam, siemię lniane
Drożdże rozpuszczamy w 1/3 szklanki ciepłego mleka, dodajemy 2 łyżki mąki, miód i dokładnie mieszamy. Odstawiamy na 15 minut. Do miski wsypujemy mąki, siemię lniane, ciepłą wodę, pozostałe mleko, sól, miksturę drożdżową i  jajko. Wyrabiamy gładkie ciasto pod koniec dodając tłuszcz (ciasto bardzo łatwo się wyrabia). Odstawiamy w ciepłe miejsce do podwojenia objętości.
Ciasto dzielimy na 16 części, formujemy bułki i układamy je na blasze do pieczenia wyłożonej papierem. Ja ciasto podzieliłam na 8 części formując duże bułeczki. Przykrywamy i zostawiamy do napuszenia na pół godziny. Smarujemy roztrzepanym jajkiem, posypujemy sezamem i siemieniem (możemy posypać także makiem lub innymi ulubionymi ziarnami).
Pieczemy 20 minut w temp. 180 stopni. Studzimy na kratce.


środa, 23 marca 2011

Kurczak w sosie sojowo-sezamowym po wietnamsku


Jak na wzrokowca przystało, przepis ten zachwycił mnie od razu estetyką podania. Z pozoru zwykłe pieczone  w piekarniku piersi z kurczaka doprawione jedynie solą i pieprzem. Sekretem tego mięska jest przesmażenie go przed upieczeniem- dzięki temu jest soczyste i niezwykle delikatne. Całości dopełnia fantastyczny sosik z dodatkiem papryczki chilli. Lekko, wiosennie i do tego bardzo smakowicie- czy ktoś się skusi? W oryginale użyto piersi z kaczki- W. jednak z kaczkami się zbytnio nie lubi, więc podmieniłam je na kurkę. 

Przepis dodaję do akcji- Z widelcem po Azji, prowadzonej przez Grumków. 


PS. Czy ktoś z Was wie co to jest linga?

Składniki (na 4 porcje):
[przepis pochodzi z książki Podróże kulinarne. Kuchnia wietnamska]
  • 4 piersi z kurczaka (w oryginale piersi z kaczki)
  • sól, pieprz
  • 6 liści sałaty lodowej (u mnie lollo bianco)
  • 3 dymki posiekane i przesmażone (zapomniałam je przesmażyć)
  • sos- 1 strąk czerwonego chilli drobno posiekany, 1 kawałek świeżego imbiru drobno startego (ok. 20g), 2 dymki drobno posiekane, 8 łyżek octu ryżowego, 6 łyżek jasnego sosu sojowego, 1 łyżka cukru, 2 łyżki oleju sezamowego (wszystkie składniki dokładnie ze sobą mieszamy i odstawiamy na 6 godzin do lodówki)
Piersi z kurczaka czyścimy, doprawiamy solą i pieprzem. Na patelni rozgrzewamy olej, przesmażamy mięso po 2 minuty z każdej strony, a następnie pieczemy około 15 minut w piekarniku w temp 180 stopni lub dłużej. Czas będzie uzależniony od wielkości filetów (równie dobrze mogą już być gotowe przed czasem). Mięso kroimy na plastry, układamy na kawałkach sałaty, obsypujemy przesmażoną dymką. Podajemy razem z sosem. Najlepiej sprawdzą się tutaj odmiany sałat o kruchych liściach.



niedziela, 20 marca 2011

Wieprzowina w sosie słodko-kwaśnym


Leniwy weekend powolutku dobiega końca. Nie był jednakże leniwy pod względem kulinarnym. Upłynął na pieczeniu chlebów ze Stefanem* w roli głównej, posiłkach w stylu azjatyckim i pochłanianiu przeze mnie ogromnej ilości ziemniaczanych placków (a co dziwne nadal mam na nie ochotę). A niedziela to dla nas standardowo czas oglądania filmów komediowych- ostatnio z gatunku tych totalnie odmóżdżających. Może ktoś z Was poleciłby nam jakąś dobrą komedię na kolejny weekend?

* reanimacja Stefana, o której już kiedyś Wam wspominałam zakończyła się tym, iż w rezultacie miałam ponad 2 kg zakwasu (!!!). Sukcesywnie zużyłam jego nadmiar piekąc Tatterowca kilkakrotnie.

Przepis dodaję do akcji Ireny i Andrzeja- Z widelcem po Azji. 



Składniki (na 3-4 porcje):
[przepis pochodzi ze strony http://monikucha.wordpress.com/]
  • pół kilograma wieprzowiny bez kości pokrojonej w paski
  • marynata- 4 łyżeczki sosu sojowego, 4 łyżeczki skrobi kukurydzianej, 2 łyżeczki startego świeżego imbiru, 2 łyżeczki wina Shaoxing lub wytrawnej sherry (dałam wódkę), 1/4 łyżeczki białego pieprzu, 4 ząbki czosnku posiekane
  • sos- szklanka wywaru z kurczaka, 4 łyżeczki skrobi kukurydzianej, 6 łyżeczek sosu sojowego, 2 łyżki brązowego cukru, 6 łyżek ketchupu (u mnie pikantny), 5 łyżek octu ryżowego, 5 łyżeczek pasty chilli (dałam sos chilli z czosnkiem), 1 łyżeczka pikantnej papryki w proszku, 2 łyżeczki oleju sezamowego
  • 2 łyżki oleju (u mnie ryżowy)
  • 2 cebule pokrojone w grubą kostkę
  • papryka zielona pokrojona w grubszą kostkę
  • papryka czerwona pokrojona w grubszą kostkę (dałam dwie czerwone papryki i pominęłam zieloną)
  • pół pęczka dymki posiekanego
  • pół puszki ananasa pokrojonego w kostkę
Wszystkie składniki marynaty dokładnie łączymy, dodajemy mięso i odstawiamy na 25 minut. W tym czasie w osobnym naczyniu mieszamy wszystkie składniki sosu. 
W woku rozgrzewamy łyżkę oleju, smażymy paprykę, cebulę,  i dymkę, cały czas mieszając przez około 4 minuty. Odkładamy na bok. Rozgrzewamy kolejną łyżkę oleju, wrzucamy mięso z marynatą, smażymy bez mieszania przez 1-2 minuty, a następnie 3-4 minuty mieszając, lub do momentu aż wieprzowina będzie gotowa. Dodajemy warzywa, ananasa, wlewamy sos. Zagotowujemy, gotujemy chwilkę aż sos zgęstnieje. Jeśli sos jest zbyt rzadki, możemy dodać odrobinę skrobi i ponownie zagotować sos. Podajemy  z ryżem bądź makaronem. 


sobota, 19 marca 2011

Soto Ayam- Indonezyjska zupa z kurczakiem


Zupy na moim stole pojawiają się bardzo rzadko. Od jakiegoś czasu postanowiłam, że będę je stopniowo wprowadzać do naszego menu. Tym samym staram się, by raz w tygodniu obiadkowi towarzyszyła zupa. Jakiś czas temu robiłam malezyjską (swoją drogą- mówi się malezyjską czy malajską?) zupę z kurczakiem. Na tyle posmakowała W. , że zdecydowałam się na kolejną zupę z dodatkiem drobiu i makaronu- mianowicie indonezyjską soto ayam. Ta zupa jest delikatniejsza w smaku i mniej pikantna, równie sycąca, z powodzeniem może stanowić pełen obiad. 

Przepis dodaję do akcji Grumków- Z widelcem po Azji, akcji PeliPrzedwiośnie ...i jaka zupa.  


Składniki (na 2-3 spore porcje):
[przepis pochodzi ze strony www.rasamalaysia.com]
  • 1 duża pierś z kurczaka (u mnie około 260 g)
  • puszka mleka kokosowego
  • 700 ml bulionu drobiowego
  • 1 płaska łyżeczka nasion kolendry
  • 1 płaska łyżeczka nasion kuminu
  • 4 szalotki posiekane
  • 3 ząbki czosnku posiekane
  • czubata łyżeczka kurkumy
  • 5-cm kawałek imbiru utartego na tartce bądź posiekanego
  • łyżka soku z cytryny
  • pół opakowania makaronu ryżowego
  • puszka kiełków fasoli mung
  • mini kolby kukurydzy (dałam od siebie)
  • posiekana dymka do posypania
  • 2 jajka ugotowane na twardo
  • czerwone chilli do posypania. 
Kolendrę, kumin, szalotki, czosnek, kurkumę, imbir ucieramy na pastę dodając sok z cytryny. W razie potrzeby dodajemy troszkę wody. W głębokim rondlu rozgrzewamy odrobinę oleju, wrzucamy pastę i smażymy 2 minuty mieszając. Wlewamy bulion, mleko kokosowe. Kiedy całość się zagotuje dodajemy kurczaka pokrojonego w kostkę. Zmniejszamy ogień, przykrywamy i gotujemy 30-40 minut. Doprawiamy do smaku solą (nie dodawałam soli). Makaron przygotowujemy zgodnie  z przepisem na opakowaniu. Do zupy dodajemy odsączone kiełki, makaron, całość przelewamy do miseczek, dekorujemy posiekaną dymką, chilli oraz kawałkami jajka. 


piątek, 18 marca 2011

Tatterowiec


Stefan ma się dobrze i ładnie nam się współpracuje. Ostatnio poczyniłam tatterowiec  z jego udziałem. Teraz już wiem, dlaczego wszyscy tak bardzo zachwycali się tym przepisem. Chleb jest po prostu rewelacyjny! Pięknie pachnie, ma cudownie chrupiącą skórkę, nie kruszy się, jest wilgotny i smakuje wyśmienicie. Zagości u nas na pewno o wiele częściej. 
Z wiadomości z ostatniej chwili- posiadam nowy odkurzacz z czego bardzo się cieszę, mam w końcu ciepłą wodę (tym bardziej się cieszę) i rozwaliłam znów tego samego palca (tu już brak entuzjazmu z mojej strony). Wczoraj przytrzasnęłam go lodówką i rana się otworzyła- w rezultacie dużo krzyku, dużo bólu, troszkę krwi i ponowna przyjemność noszenia opatrunku. Na dniach czeka mnie także ponowna wizyta u lekarza. 

Składniki :
[genialny przepis genialnej znawczyni wypieku pieczywa- Tatter]
  • 400 g zakwasu żytniego płynnego * (np. 150 % hydracji) - dałam zakwas o hydracji 100%
  • 150 g wody ** 
  • 100 g mąki żytnej lub pszennej razowej (dałam żytnią typ 2000)
  • 300 g mąki pszennej chlebowej (u mnie typ 650)
  • 1  łyżka soli morskiej
  • 1 łyżeczka demerary
* jeśli zakwas jest młody można dodać jedną łyżeczkę suszonych drożdży (ja dałam 1/4 łyżeczki)
** ilość użytej wody zależy od rodzaju użytych mąk oraz gęstości zakwasu 

Wszystkie składniki mieszamy- ciasto jest lepkie i luźne. Odstawiamy na godzinę by wyrosło. Znów krótko mieszamy, przekładamy do foremki wysmarowanej oliwą i wysypanej otrębami. Wierzch ciasta smarujemy oliwą, przykrywamy naoliwioną folią i odstawiamy do ponownego wyrośnięcia na kilka godzin. Ciasto ma rosnąć wolno, uważamy by nie przerosło. U mnie czas ten wyniósł około 3 godzin. Przed pieczeniem chleb posypujemy ulubionymi dodatkami- ja posypałam makiem. Wstawiamy do zimnego piekarnika, nastawiamy temperaturę na 200 stopni i pieczemy godzinę. Kiedy piekarnik osiągnie temp. 200 stopni, jego ścianki i chleb spryskujemy zimną wodą. Chleb możemy także dopiekać po godzinie bez formy. 


czwartek, 17 marca 2011

Sałatka kobieca



W ostatnim zaproszeniu barkowym Pela zaproponowała nam przygotowanie sałatki podając jedynie jej nazwę- miała to być Sałatka kobieca. Kobieca- czyli na pewno z jednej strony subtelna, z drugiej zaś z lekkim pazurkiem. I taka też jest sałatka, którą Wam dziś prezentuję- delikatne warzywa, którym charakteru nadaje grillowana pierś z dodatkiem czerwonej czubricy oraz pikantny sos musztardowy. 
Przy okazji dziś byłam na targu- pojawiają się już kuszące kolorowe warzywa. Nie mogę się doczekać kiedy wiosna zawita do nas już w pełni. 

Przepis dodaję do Barku Sałatkowego Peli, akcji Ekspresowo w kuchni oraz cudownej wiosennej akcji - Zielono mi organizowanej przez Pincake. 

Składniki ( na 4 małe porcje lub dwie mogące zastąpić lekką kolację):
  • 1 pierś z kurczaka około 220 g
  • sól, świeżo mielony kolorowy pieprz, czubrica czerwona
  • 2 średniej wielkości awokado
  • pół czerwonej papryki pokrojonej w mniejszą kostkę
  • 1 duży pomidor
  • 5 marynowanych mini kolb kukurydzy pokrojonych w plasterki
  • 2-3 łyżki posiekanej natki pietruszki
  • 3-4 łyżki posiekanych czarnych oliwek
  • świeżo wyciśnięty sok z limonki
  • sos- 6 łyżek oliwy, 2-3 łyżeczki pikantnej musztardy (u mnie dijon), 3 łyżki octu winnego, sól, świeżo mielony pieprz do smaku
Pierś z kurczaka przyprawiamy solą, pieprzem. Obficie posypujemy czubricą. Grillujemy na patelni z obu stron bądź pieczemy w piekarniku. Po przestudzeniu mięso kroimy w kostkę. Awokado przecinamy na pół, wyjmujemy pestki, wydrążamy miąższ i kroimy w kostkę (jeśli chcemy możemy pozostawić miseczki z awokado i w nich podać sałatkę). Kropimy sokiem z limonki. Z pomidora usuwamy pestki, miąższ kroimy w kostkę. W salaterce łączymy mięso, paprykę, kukurydzę, oliwki i pomidory. Całość posypujemy natką pietruszki i polewamy sosem.

wtorek, 15 marca 2011

Kurczak Generała Tso


Od jakiegoś czasu razem z Martą (Tu-tusią) z bloga Półka z przyprawami, zbierałyśmy się, by wspólnie pokucharzyć wirtualnie. Miało być azjatycko i mięsnie. Marta zaproponowała przepis na Kurczaka Generała Tso, który od razu mi się spodobał. A z racji, że kurczakowych pomysłów nigdy dosyć- postanowiłyśmy wspólnie tę potrawę przyrządzić. Zdecydowanie jest to potrawa dla tych, którzy lubią wyraziste smaki*. Całość robi się niezwykle szybko, danie idealnie sprawdzi się w zabiegany dzień. 
Ślicznie dziękuję Kochany Rudzielcu za wspólne pichcenie i do następnego mam nadzieje kuchennego spotkania;) I życzę przy okazji powrotu do zdrówka. 

Przepis dodaję do akcji Grumków - Z widelcem po Azji, oraz akcji Ekspresowo w kuchni. 


*danie jest bardzo pikantne i intensywnie słone 

Składniki (na 3-4 porcje):
[przepis pochodzi ze strony www.monikucha.wordpress.com]

  • pół kilograma piersi z kurczaka oczyszczonych i pokrojonych w kostkę
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • 1 łyżka oleju sezamowego
  • 1 jajko lekko ubite
  • 1 łyżeczka skrobi kukurydzianej
  • biały i czarny pieprz do smaku
  • sos: 2 łyżki ciemnego sosu sojowego, 1 łyżka octu ryżowego, 2 łyżki wina ryżowego lub wytrawnej sherry (dałam łyżkę wódki), 1 łyżka cukru ( u mnie brązowy), 3 łyżki wywaru z kurczaka lub wody, 1 łyżka startego imbiru, 2 łyżeczki zmiażdżonego czosnku, 2 łyżeczki skrobi kukurydzianej
  • 3 szczypiory od dymki
  • 5-10 małych suszonych papryczek chilli
  • sezam do posypania
  • olej do smażenia
W misce łączymy łyżkę sojowego, olej sezamowy, jajko i skrobię. Wkładamy kurczaka i odstawiamy na 10 minut. W tym czasie przygotowujemy sos mieszając wszystkie składniki oprócz skrobi. W woku rozgrzewamy olej i smażymy po 4-5 kawałków kurczaka. Odkładamy na papierowy ręcznik. Rozgrzewamy dwie łyżki oleju w woku, wrzucamy dymki i papryczki chilli, smażymy 30-45 sekund. Dodajemy kurczaka, zalewamy sosem, wszystko dokładnie mieszamy, dodajemy skrobię. Smażymy chwilkę aż sos zgęstnieje. Ja podałam kurczaka ze smażonym ryżem z marchewką, dymką i czosnkiem. 



niedziela, 13 marca 2011

Chocolate- Peanut-Raisin Chunkies

Ciasteczka, które Wam prezentuję robiłam jakiś czas temu. I to nie raz. Mocno czekoladowe, przyjemnie chrupiące, pełne dobroci- dla wymagających łasuchów. Do ich wykonania zakupiłam fistaszki w łupinach- idealny sposób na rozładowanie stresu- obieranie ich zajmuje jednak sporo czasu, więc polecam zakupienie już obranych niesolonych  orzeszków arachidowych. Słone w przypadku tych ciastek niestety się nie sprawdzą. Kiedy je zrobiłam, byłam przekonana, że są to ciastka idealne- ale odkryłam jeszcze smaczniejsze- o nich standardowo następnym razem. 

PS. Stefan daje oznaki życia;) Choć przy okazji...spaliłam suszarkę do włosów (razem z W. wymyśliliśmy taki mały sposób na delikatne ocieplanie). Siedzi sobie spokojnie w lekko podgrzanym kombiwarze i jeśli wszystko dobrze pójdzie jutro popełnię pyszny chlebek na zakwasie. 
Składniki (na 20-25 ciasteczek):
[przepis pochodzi z książki The All-American Cokkie Bock]
  • 1 i 1/4 szklanki rodzynków
  • 1 i 1/2 szklanki niesolonych orzechów ziemnych
  • szklanka czekoladowych groszków (nie miałam tyle i dałam tylko 100 g)
  • 56 g czekolady 
  • 58 g masła
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1/4 łyżeczki soli
  • łyżka miodu (w oryginale syrop kukurydziany)
  • 1 duże jajko
  • 1/4 szklanki mąki
Rodzynki zalewamy ciepłą wodą i odstawiamy na 5 minut. Odsączamy na durszlaku. W garnku roztapiamy masło i czekoladę (pamiętajmy by robić to na małym ogniu i ciągle mieszać masę-uważamy by nie przypalić). Odstawiamy by masa delikatnie przestygła. Miksujemy masę czekoladowo-maślaną z cukrem, następnie dodajemy sól i miód i dalej miksujemy.  Dodajemy jajko i dalej ucieramy. Wsypujemy mąkę, mieszamy, dodajemy rodzynki, orzechy i czekoladowe groszki.
Na wysmarowaną tłuszczem blachę nakładamy łyżką spore porcje masy zachowując odstępy. Ja przed pieczeniem drugiej partii włożyłam ciasto do lodówki- z powodzeniem dało się je później formować dłońmi. Pieczemy w temp. 180 stopni około 10 minut. Studzimy 5 minut na blasze, kolejno ciastka przenosimy na kratkę. Należy uważać by nie pozostawić je zbyt długo na blasze (możemy mieć później problem z ich ściągnięciem). Ciastka po upieczeniu są miękkie, szybko twardnieją w trakcie studzenia na blasze i bez problemów dają się umieścić na kratce.

Ciastka przechowujemy zamknięte w puszce do tygodnia czasu bądź zamrożone do okresu miesiąca.
Z podanej porcji wyszło mi około 25 ciastek o średnicy 5 cm. 


piątek, 11 marca 2011

Wiosenne sajgonki

Od dłuższego czasu miałam ochotę zrobić te sajgonki. Kusiły mnie swoją świeżością, mnóstwem pięknych kolorów i lekkością. Spodobała mi się także ich forma podania. Świetnie się sprawdzą jako lekka kolacja.
Kojarzą mi się z wiosną, ze słońcem i świeżymi warzywami. 
Ja z kolei mam jakieś zawirowania domowe- w ciągu miesiąca w płomieniach stanął odkurzacz, a przedwczoraj także znany wszystkim blender morderca. Żeby było weselej nie mam ciepłej wody, a spółdzielnia jakoś się tym nie przejmuje. Rzecz jasna z ogrzewaniem też problem, czasem jest a czasem nie ma (z naciskiem na nie ma). Stefan się pochorował z tego wszystkiego, już nie wiem czy karmić i reanimować, czy też ma to wszystko przeczekać w lodówce (która dziś zamroziła mi mleko i śmietanę- zdolna bestia). Do tego Stefan zaczął...hmmm...brzydko pachnieć. I nie wiem czy na słoiku nie będzie napisu R.I.P. Dlatego też czekam na zmiany, na powiem wiosennego wiatru i dużo słońca- a na pocieszenie optymistyczne sajgonki. 

Przepis dodaję do akcji- Z widelcem po Azji.


Składniki (na około 10 sajgonek):
[przepis pochodzi ze strony www.rasamaleysia.com]
  • 500 g piersi z kurczaka ( w oryginale mięso wieprzowe)
  • 2 ząbki czosnku drobno posiekane
  • 2 szalotki drobno posiekane
  • łyżka sosu rybnego
  • łyżeczka cukru
  • 2 łyżeczki świeżo mielonego pieprzu (lub mniej do smaku)
  • 1/4 szklanki oleju (u mnie ryżowy)
  • około 10 arkuszy papieru ryżowego
  • ogórek
  • sałata (u mnie lollo bianco) 
  • czerwona papryka 
  • ewentualnie szczypiorek do przewiązania sajgonek 
Mięso czyścimy i kroimy w podłużne paski. W miseczce łączymy czosnek, szalotki, sos rybny, cukier, pieprz i olej. Wkładamy do marynaty kurczaka i odkładamy do lodówki na 20 minut lub dłużej. Smażymy na patelni bądź pieczemy w piekarniku (piekłam w piekarniku w temp. 180 stopni przez około 18 minut). Możemy piec piersi w całości i dopiero później pokroić w paski. 
Przygotowujemy pozostałe składniki do farszu- warzywa myjemy- ogórki i paprykę kroimy w podłużne słupki. Papier ryżowy przygotowujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu (zanurzamy na chwilę w gorącej wodzie), układamy na nim sałatę, kawałki kurczaka i warzyw. Zwijamy. Podajemy z sosem hoisin. 

Sos hoisin:
[przepis znaleziony u Grumków, którzy zaczerpnęli go od Kabamaigi, a ta znalazła go na TEJ stronie]
  • 4 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki masła orzechowego lub pasty z czarnej fasoli
  • łyżka miodu lub melasy, brązowego cukru
  • 2 łyżeczki octu winnego
  • 1/8 łyżeczki czosnku granulowanego
  • 2 łyżeczki oleju sezamowego
  • 1/8 łyżeczki czarnego pieprzu
  • 20 kropli chińskiego ostrego sosu- habenero lub jalapeno (u mnie sos piri piri)
Wszystkie składniki dokładnie ze sobą łączymy. 


Festiwal kuchni arabskiej - PODSUMOWANIE


Festiwal Kuchni Arabskiej zakończył się jakiś czas temu- niestety nie miałam czasu dokończyć podsumowania. Starałam się wszystko dodawać na bieżąco- dziś okazało się, że nie zgadza mi się jeden przepis- mianowicie jednego brakuje. Tym samym po długich poszukiwaniach okazało się, że jest to Pilaw z bulgurem autorstwa Grumków. Jak widać uzbierała nam się spora ilość przepisów na różnej maści dania. Największą popularnością cieszyły się arabskie sałatki oraz dania z kurczaka. Znalazły się też przepisy na aromatyczne pasty i przyprawy. 
Raz jeszcze dziękuję wszystkim za udział w zabawie i zapraszam do zabawy w przyszłym roku. Jeśli kogoś pominęłam, bądź źle zlinkowałam- proszę o info- w końcu zawsze mogłam coś przeoczyć. 
I nie wiem jak Wam, ale mi bardzo miło było rozgrzać się tej zimy arabskimi daniami. 


Zupy:

Pieczywo:
Słodkości i desery:
Dania wegetariańskie:

Dania z drobiu:


Dania z wołowiny i jagnięciny:

Dania z owocami morza:


    Sałatki i przystawki:
    Mieszanki przypraw:

      czwartek, 10 marca 2011

      Chicken laksa- malezyjska pikantna zupa z kurczakiem



      Dziś Dzień Mężczyzny- nie będzie więc słodkości, ani innych łakoci. Jest zupa- no ale przecież faceci zup nie lubią. W. nawet bardzo nie lubi. Na przekór postawiłam na zupkę- byłam pewna, że tej się nie oprze. I tu się nie pomyliłam, bo ogromny garnek zupki został opróżniony w oka mgnieniu. Laksa to popularna w Malezji pikantna zupa z makaronem. Wikipedia podaje skomplikowany (bynajmniej jak dla mnie podział na przeróżne odmiany)- zainteresowanych odsyłam do lektury. Ze swojej strony dodam jedynie, że zupka obłędnie pachnie, obłędnie smakuje i obłędnie szybko znika z talerzy. 
      Korzystając z okazji  przedstawicielom płci przeciwnej życzę wszystkiego najlepszego i najsmaczniejszego;)
      Przepis dodaję do akcji Grumków- Z widelcem po Azji, akcji Peli- Przedwiośnie...i jaka zupa? oraz akcji Kartoflanej- Ekspresowo w kuchni.


      Składniki (na 4 porcje):
      [przepis z moimi zmianami pochodzi z książki The complete Book of hot spicy asian cooking]
      • 1,5 l wywaru z kurczaka
      • 500 ml mleka kokosowego
      • 1,5 łyżki oleju arachidowego (dałam olej ryżowy)
      • 220 g piersi z kurczaka (dałam 300 g)- pokrojonej w kostkę lub paseczki 
      • 2 łyżeczki sambal oelek lub pasty chilli
      • 3 ząbki czosnku posiekane
      • 5-centymetrowy kawałek imbiru starty na małych oczkach
      • łyżeczka mielonej kolendry
      • pół łyżeczki kurkumy
      • łyżeczka brązowego cukru
      • skórka otarta z jednej limonki
      • 60 ml soku z limonki
      • łyżka sosu rybnego
      • 250 g azjatyckiego makaronu jajecznego
      • 150 g kiełków fasoli mung
      • 3 szalotki posiekane do posypania
      • pół posiekanej czerwonej papryczki chilli do ozdobienia
      Olej rozgrzewamy na patelni, wrzucamy kurczaka i smażymy od czasu do czasu mieszając, aż lekko się zbrązowi. dodajemy pastę chilli, imbir, kolendrę, kurkumę, skórkę z limonki- smażymy 3-4 minuty, aż mięso będzie oblepione przyprawami. . Do gotującego się bulionu dodajemy zawartość patelni, wlewamy sok z limonki, sos rybny i mleko kokosowe. Gotujemy na wolnym ogniu przez 15 minut. W tym czasie przygotowujemy makaron zgodnie z opisem na opakowaniu. Do zupy dodajemy makaron, kiełki fasoli. Rozlewamy ją na płytkie talerze, posypujemy posiekaną dymką i chilli.
      W oryginale danie było robione w głębokiej patelni niestety nie posiadam takiej, która pomieściłaby tak dużą ilość płynu. 



      środa, 9 marca 2011

      Nasi Goreng


      Ostatnio wpadłam w zachwyt nad kuchnią indonezyjską i malezyjską. Moją przygodę z tymi kuchniami zaczęłam od przygotowania Nasi Goreng, czyli smażonego ryżu. Znalazłam wiele przepisów na to danie- zaczynając od najbardziej prostych składających się jedynie z  ryżu, cebuli i papryczek chilli, a skończywszy na bardzo obfitych wersjach z dodatkiem różnych rodzajów mięs i krewetek. Ostatecznie zdecydowałam się na wersję z kurczakiem. Od samego początku intrygowała mnie obecność w tym daniu jajka sadzonego. Całość jest bardzo ciekawa i apetyczna. W najbliższym czasie chcę zaopatrzyć się w słodki sos sojowy (póki co na półkach sklepowych go nie znalazłam) i pokusić się na zrobienie innych dań z kuchni indonezyjskiej, tj. bami goreng czy mie goreng. 


      Składniki (na 2 porcje):
      [danie inspirowane TYM przepisem]
      • pół szklanki ryżu (lub więcej wedle preferencji)
      • 2 czerwone papryczki chilli drobno posiekane (ja pozostawiłam pestki)
      • pół łyżeczki startego świeżego imbiru
      • 1-2 łyżki sosu sojowego
      • 1 łyżka ketchupu pomidorowego (dałam sambal oelek, możemy użyć także sosu chilli)
      • 1 duża pierś z kurczaka (350g) lub dwie małe
      • 2 jajka
      • 2 ząbki czosnku drobno posiekane
      • 5-centymetrowy kawałek pora pokrojony w cienkie talarki (biała część)
      • 3 cebule dymki grubo posiekane
      • do smaku- sól, pieprz
      • do podania- słupki ogórka, kawałki pomidora 
      Ryż gotujemy zalewamy wodą w proporcji 1:2, solimy i gotujemy do miękkości. Wsypujemy do miseczki i odstawiamy do lodówki na całą noc. Na patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy pokrojonego w kostkę kurczaka, czosnek, chilli i imbir. Smażymy od czasu do czasu mieszając przez około 8 minut. Dodajemy dymki, pora, smażymy dalej 3 minuty. Kolejno dokładamy sambal oelek, sos sojowy i rozdrobniony ryż. Smażymy ciągle mieszając 5-8 minut. Pod koniec możemy do smaku doprawić solą i pieprzem.
      Na drugiej patelni rozgrzewamy olej, smażymy jajka. Całość podajemy z kawałkami pomidora i ogórka.



        wtorek, 8 marca 2011

        Mocha-espresso wafers

        Nie mam najmniejszego zamiaru składać Wam kobietki życzeń z okazji Święta Kobiet. Nie mam zamiaru, ponieważ skrycie liczę, iż wszystkie takie życzenia już otrzymałyście od bliskich Waszym sercom osób. Za to mogę Was poczęstować ciasteczkiem- idealnym dla amatorów kawowych wypieków;) Proste i szybkie w wykonaniu, jak na ciasteczka przystało. Być może wyglądem nie urzekają, ale uwierzcie, że nadrabiają smakiem. 

        Przepis wędruje do akcji Tylko ze spiżarni.

        Składniki (na 45 ciastek):
        [przepis pochodzi z książki The All-American Cookies]
        • 1 i 2/3 szklanki mąki
        • 3 i pół łyżki kakao
        • 14 łyżeczki soli
        • 3/4 szklanki miękkiego masła (ok. 170 g)
        • pół szklanki cukru
        • 1/3 szklanki cukru pudru
        • 1 łyżka plus 2 i pół łyżeczki kawy rozpuszczalnej w granulkach (rozpuszczonej w 1 łyżce wrzącej wody)
        • łyżeczka ekstraktu z wanilii (nie aromatu!)
        • 2 łyżki zmielonej dokładnie kawy rozpuszczalnej (pokruszyłam ją na mąkę)
        • polewa- szklanka cukru pudru, 2 łyżki kakao
        Kawę rozpuszczamy w wodzie, odstawiamy do przestygnięcia.  W misce łączymy mąkę, kakao i sól. W drugiej ucieramy przy pomocy miksera masło z cukrami. Dodajemy ekstrakt z wanilii i kawę. Miksujemy dalej i dodajemy mąkę i kakao. Wyrabiamy dłońmi na gładką masę. Odkładamy ją do lodówki na około 45 minut (możemy ciasto podzielić na pół, uformować z niego dwa rulony, zawinąć w folię- nie lubię tej metody, ponieważ ciastka nigdy nie wychodzą mi zbyt kształtne).
        Masę wyjmujemy z lodówki, rozwałkowujemy cienko, za pomocą foremek lub szklanki wykrawamy ciastka. Układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia (ja posmarowałam blachę masłem) i pieczemy 5-8 minut w temp. 175 stopni.  Studzimy 2 minuty na blasze, a następnie na kratce.
        Cukier puder łączymy z kakao, dodajemy półtorej łyżki gorącej wody i ucieramy dokładnie. Za pomocą łyżeczki polewamy ciastka lukrem i odstawiamy do stwardnienia na około godzinę do lodówki (jak widać na zdjęciach talentu do zdobienia wypieków nie posiadam).
        Ciastka przechowujemy do tygodnia czasu w zamkniętej puszce lub zamrożone do miesiąca czasu.