poniedziałek, 28 lutego 2011

Saudyjskie ciasteczka pomarańczowo-migdałowe

Festiwal kuchni arabskiej zleciał bardzo szybko. Wspólnie przygotowaliśmy wiele na prawdę ciekawych potraw, które pomogły nam bliżej zapoznać się z tą odległą nam kuchnią. Na zakończenie Festiwalu proponuję coś słodkiego- migdałowo-pomarańczowe ciasteczka - na prawdę warte grzechu. Na słodko kończą też udział w Festiwalu- Eve, Maggie i Małgosia- zobaczcie jakie smakołyki przygotowały.
Od razu chciałabym podziękować wszystkim za tak liczny udział w zabawie, za liczne inspiracje i pomysły z Waszej strony. Mam nadzieję, że i za rok wybierzemy się powtórnie w taką kulinarną podróż.
Ja z kolei dziś pierwszy raz zaczęłam jogować od czasu Afery Falafelowej. Jest to troszkę utrudnione, ale mimo to czuję się o wiele lepiej- tego mi brakowało w codziennym grafiku. Na początek zaserwowałam sobie pół godzinny trening. Mam nadzieję, że wkrótce wrócę do dłuższych sesji.

Przepis dodaję do akcji Grumków - Z widelcem po Azji oraz akcji Pauliny- Tylko ze spiżarni

Składniki (na około 45 sztuk):
  • 200 g masła posiekanego (u mnie miękkie)
  • 1 łyżka drobno startej skórki z pomarańczy
  • 160 g cukru pudru
  • 2 łyżeczki wody z kwiatów pomarańczy (dałam świeżo wyciśnięty sok)
  • 2 jajka lekko roztrzepane
  • 300 g mąki
  • 310 g mielonych migdałów
  • 40 g migdałów zblanszowanych i przepołowionych

    Masło, skórkę z pomarańczy, przesiany cukier puder i wodę z kwiatów pomarańczy ubijamy mikserem na puszystą masę. Dodajemy po jednym jajku i miksujemy aż dobrze się połączą z pozostałymi składnikami. Dodajemy stopniowo mąkę i dokładni mieszamy, by uzyskać miękkie ciasto. Zawijamy je w folię aluminiową i odkładamy do lodówki na około 30 minut by stwardniało.
    Z ciasta formujemy kulki, spłaszczamy je delikatnie, w środek wciskamy połówkę migdała i układamy na blasze zachowując odstępy. Pieczemy około 15 minut w średnio nagrzanym piekarniku (u mnie w temp. 175 stopni). Studzimy nie zdejmując z blachy (ja chwilę studziłam na blasze, potem przeniosłam ciastka na kratkę).
    Ciasteczka przechowujemy do tygodnia czasu w zamkniętej puszce. 

    niedziela, 27 lutego 2011

    Pilaw z kurczaka z morelami

    Dziś kolejne danie z gatunku ekspresowych i jednogarnkowych- czyli takich jak najbardziej lubię ostatnio (staram się oszczędzać palec jeśli chodzi o zmywanie i pracę w kuchni). Ostro zabrałam się za porządki w szafkach- odnalazłam suszone morele, które nawet nie wiem kiedy i w jakim celu zakupiłam. Szybko wylądowały w tym pełnym dobroci daniu. Powędrowały też do pysznych ciasteczek- ale jak zwykle o tym już innym razem.
    Co do Stefana- strasznie markotny się zrobił- karmię ale już sama nie wiem, czy mu za zimno, czy mu za mało... Będę jeszcze próbować go cucić- upatrzyłam sobie bowiem fajny chlebek. Jeśli ma ktoś z Was jakieś pomysły bądź rady w sprawie reanimacji zakwasu- chętnie skorzystam. Tym czasem wracam do pieczenia razowych bułeczek i zapraszam Was na porcję pilawu z kurczakiem.

    Przepis dodaję do akcji karto_flanej Ekspresowo w kuchni, akcji Paulinki Tylko ze spiżarni oraz akcji Grumków- Z widelcem po Azji. Oczywiście wędruje też do Festiwalu kuchni arabskiej.

      Składniki (na 2-3 porcje):
      [oryginalny przepis pochodzi z książki Podróże kulinarne. Kuchnia arabska]
      • pół kg filetów z piersi z kurczaka
      • jedna cebula pokrojona w plasterki
      • 1 ząbek czosnku posiekany
      • pół łyżeczki kuminu
      • pół łyżeczki mielonej kolendry
      • 1/3 szklanki suszonych moreli, pokrojonych w plasterki
      • szklanka ryżu
      • 2 szklanki bulionu z kurczaka
      • 1/4 szklanki mrożonego groszku
      • 1/4 szklanki uprażonych migdałów lub orzeszków piniowych
      Mięso myjemy, czyścimy i kroimy w grubszą kostkę. Przyprawiamy delikatnie solą i pieprzem. W głębokiej patelni rozgrzewamy olej, smażymy kurczaka aż  się przyrumieni i będzie miękki. Odsączamy na papierowym ręczniku. Na taj samej patelni smażymy cebulę, czosnek i przyprawy, do momentu aż cebula będzie miękka. Dodajemy morele i ryż, mieszamy i smażymy 2 minuty, aż cebula z przyprawami oblepi ryż. Wlewamy bulion, przykrywamy pokrywką i gotujemy 15 minut. Zdejmujemy patelnię z ognia, dokładamy kurczaka, przykrywamy i odstawiamy na 15 minut, Dodajemy zielony groszek i migdały. Posypujemy natką pietruszki lub świeżą kolendrą.


      Sałatka z pomarańczy i czarnych oliwek w sosie z kuminem

      Macie czasem tak, że widzicie jakiś przepis i od razu wiecie, że będzie to strzał w dziesiątkę? Ja właśnie tak miałam z tą sałatką. Spojrzałam na składniki i wiedziałam, że to jest właśnie TO, co mi obłędnie posmakuje. I wcale się nie pomyliłam. Połączenie słodkich pomarańczy, czerwonej cebuli i oliwek- a wszystko zalane sosem z dodatkiem kuminu. Sałatkę tę jadłam w ubiegłym tygodniu trzykrotnie- na prawdę uzależnia. Co dziwne- nie jadam i nie lubię owoców- a w tym przypadku ich obecność nie przeszkadzała mi. Przy okazji wykorzystałam słoik oliwek (mam w zapasie chyba jeszcze z 10) i pomarańcze, które leżały od jakiegoś czasu w koszu z owocami i nikt nie miał ochoty ich spożytkować. Przepis dodaję do akcji- Ekspresowo w kuchni prowadzonej przez Karto_flaną oraz do akcji Tylko ze spiżarni prowadzonej przez Paulinkę. Oczywiście sałatka zasila też bazę Festiwalu kuchni arabskiej, z racji iż przepis pochodzi z kuchni egipskiej.

      Składniki (na 2-3 porcje):
      [przepis znaleziony na TEJ stronie]
      • 4 średniej wielkości pomarańcze (odmiana słodka i bez pestek)
      • 1 czerwona cebula posiekana w cienkie piórka bądź drobną kostkę
      • pół szklanki posiekanych czarnych oliwek
      • sos- 1 łyżka oliwy, sok z jednej cytryny, 1/4-1/2 łyżeczki mielonego kuminu, sól,świeżo mielony czarny pieprz


      sobota, 26 lutego 2011

      Marokańskie kofty z pikantnym sosem pomidorowym

      Festiwal kuchni arabskiej małymi krokami zbliża się ku końcowi. Raz kolejny w jego ramach spotkałam się wirtualnie ze wspaniałymi kucharkami-  Eve, Maggie, Małgosią i Shinju. Postanowiłyśmy przygotować mięsne kofty z pikantnym sosem pomidorowym. Była to miła odmiana dla mojego kurczakożercy. Jagnięcinę zastąpiłam mięsem wołowym (ze względu na koszty- życie studenta rządzi się swoimi prawami- i na dostępność- sama nie wiem, gdzie mogłabym ją zakupić w moim mieście). Kofty łatwo się formują- nie potrzeba tutaj ani jajek ani bułki, aby masa była zwarta. Do ich przygotowania użyłam chudej wołowinki, którą sama przekręciłam przez maszynkę (sporą nieufnością darzę gotowe do zakupu tacki z mięsem mielonym- chyba, że jakaś miła pani w sklepie mięsko to przy mnie przemieli). 
      Serdecznie dziękuję wspaniałym kucharkom za wspólne pichcenie ;-) I do następnego razu.

      PS. W końcu zakupiłam mąkę w ogromnej ilości- Stefan już wyciągnięty z lodówki i wieczorkiem otrzyma solidną kolację. 

      Składniki (na 8 sztuk):
      [przepis oryginalny znajduje się TUTAJ]
      • 500 g mielonego mięsa z jagnięciny (użyłam wołowiny)
      • łyżeczka mielonej kolendry 
      • łyżka świeżej posiekanej mięty (dałam łyżeczkę suszonej)
      • sól, pieprz do smaku
      • mała czerwona cebula drobno posiekana
      • łyżka świeżej posiekanej natki pietruszki- dałam od siebie
      • puszka pomidorów bez skórki
      • 1 ząbek czosnku posiekany (dałam jeden ale bardzo spory)
      • 2 łyżki przecieru pomidorowego (można pominąć)
      • pół łyżeczki cukru
      • 2 łyżeczki pasty harissa (dałam 2 łyżki)
      • sól, pieprz do doprawienia sosu
      • jogurt naturalny lub śmietana do podania
      • 8 patyczków do szaszłyków
      • 2 łyżki uprażonych orzeszków piniowych (zapomniałam o nich)
      Patyczki do szaszłyków moczymy w zimnej wodzie przez 20-30 minut. Wyjmujemy je i osuszamy.
      W misce dokładnie łączymy mięso, cebulę, miętę, natkę pietruszki, mieloną kolendrę. Całość doprawiamy solą i pieprzem. Formujemy podłużne kofty i nadziewamy je na patyczki od szaszłyków. Smażymy na patelni do grilla ze wszystkich stron bądź pieczemy w piekarniku na ruszcie (temp. 180 stopni przez około 20-25 minut w zależności od wielkości koft).
      Na patelni rozgrzewamy oliwę, smażymy czosnek przez około minutę. Dodajemy pomidory z puszki, harissę, przecier pomidorowy i cukier. Gotujemy przez 15-20 minut do zgęstnienia sosu. Pod koniec doprawiamy solą i pieprzem.
      Kofty podajemy na sosie pomidorowym ozdobionym kleksami z jogurtu posypane uprażonymi orzeszkami piniowymi. Do koft świetnie pasuje kasza kuskus bądź chlebek pita.


        piątek, 25 lutego 2011

        Grillowany kurczak w ziołowej marynacie po marokańsku

        Dziś kolejna propozycja dla wielbicieli kurczaka. Mięso z tego przepisu wychodzi niesamowicie soczyste i aromatyczne. Wszystko to za sprawą sporej ilości ziół. Robiłam je już kilkakrotnie, ponieważ przepis ten szybko znalazł się w dziesiątce ulubionych dań kurczakowych W. 
        Ostro zabrałam się też do realizacji sałatkowych propozycji do Barku Peli. Serdecznie zapraszam do zabawy i Was (a sporo tam smakowitych propozycji). Postanowiłam przy okazji ,że najbliższy miesiąc będzie okresem pozbywania się zalegających w szafkach zapasów różnej maści sosów, puszek, przypraw, makaronów etc. Będzie to też doskonała okazja by troszkę zaoszczędzić i zrobić porządki zanim nadejdzie wiosna. 


        Składniki (na 4 porcje):
        [przepis znaleziony TUTAJ]
        • 4 piersi z kurczaka (łącznie o wadze około 500-600g)
        • 5 łyżek oliwy 
        • 1/4 szklanki posiekanej drobno cebulki
        • 1/4 szklanki posiekanej kolendry
        • 1/4 szklanki posiekanej natki pietruszki
        • łyżka mielonego czosnku
        • 2 łyżeczki słodkiej papryki w proszku
        • 2 łyżeczki mielonego kuminu
        • łyżeczka soli
        • 1/4 łyżeczki kurkumy
        • 1/4 łyżeczki mielonego chilli
        Mięso myjemy i czyścimy. W miseczce łączymy dokładnie przyprawy, dodajemy oliwę i świeże zioła. Dokładnie mieszamy (możemy zmiksować blenderem na gładką masę- ja po prostu wszystko drobno wcześniej posiekałam). Mięso wkładamy do powstałej marynaty i odkładamy do lodówki na 30 minut. Radzę potrzymać mięso w marynacie dłużej około 3 godziny lub pozostawić je na całą noc. 
        Mięso pieczemy w piekarniku w temp. 180 stopni około 20-25 minut (ja piekę na ruszcie, jeśli pieczemy na blasze w trakcie przewracamy mięso na drugą stronę). Możemy je także usmażyć na patelni grillowej.
        Podajemy z ulubionymi dodatkami.

        czwartek, 24 lutego 2011

        Marchewka po marokańsku


        Marchewka ma wielu swoich wielbicieli.Takiego też wielbiciela mam w domu. Z każdego dania, które jem potrafi mi podkradać marchewkę. Ale żeby nie było - wszystko w słusznej intencji, bo ja:
        a) nienawidzę smaku marchewki 
        b) jestem na nią uczulona. 
        I tu od razu chcielibyście zapytać- czemu dodaję marchewkę do potraw skoro jej nie lubię i jeść nie mogę. Odpowiedź jest prosta- w okresie zimowym lubię sobie raz w miesiącu podjeść warzywka na patelnie firmy F. (co byśmy tu niczego nie reklamowali). Ale wracając do marchewki, którą Wam prezentuję- W. jadł ją już niejednokrotnie- innej już jeść nie chce (ewentualnie marchewkę z chilli ale to już inna historia). Serdecznie polecam wypróbować przepis- próbowała już pewna niewiasta Ewlinka i również była zachwycona ( z resztą zobaczcie jak ta marchewa u niej bossskooo wygląda - sama mimo marchewkowstrętu bym się na nią pokusiła;)

        Składniki (na 2-3 porcje):
        • 400 g marchewki (możemy użyć marchewki mrożonej, wówczas potrawa będzie szybciej gotowa)
        • sok z jednej pomarańczy
        • 2 łyżeczki mielonej kolendry*
        • łyżeczka mielonego kuminu*
        • 2 łyżeczki miodu
        • 2 łyżki oliwy z oliwek
        • 1 średnia cebula drobno posiekana
        • łyżka posiekanej świeżej kolendry (u mnie natka pietruszki)
        • świeża kolendra lub natka pietruszki do przybrania

          Na patelni rozgrzewamy łyżkę oliwy, smażymy cebulę do momentu aż będzie miękka. Dodajemy obrane marchewki posiekane w kostkę, smażymy około 10 minut od czasu do czasu mieszając (jeśli chcemy by marchewki były bardziej chrupiące, smażymy krócej- czas smażenia będzie uzależniony od tego czy używamy młodej czy starej marchewki. Używając marchewki mrożonej smażymy około 5 minut). Wlewamy sok z pomarańczy, zmniejszamy ogień i smażymy dalej do momentu kiedy sok wyparuje. Dodajemy przyprawy zmieszane z miodem, łyżką oliwy i posiekaną kolendrą ( ewentualnie natką pietruszki). Podajemy na ciepło (choć na zimno też świetnie smakuje).

          * jeśli używamy nasion kolendry i kuminu- wcześniej prażymy je na suchej patelni przez około 1-2 minuty, stale mieszając. Ja mimo, iż użyłam mielonych przypraw, również chwilkę podprażyłam je na patelni.


          środa, 23 lutego 2011

          Grillowany kurczak w libańskiej marynacie

          Skoro wczoraj prezentowałam Wam arabskie smaki wegetariańskie, a wręcz wegańskie- dziś przyszła pora na małą porcyjkę mięska. Oczywiście w roli głównej - Pan Kurczak. Pan Kurczak dziś występuje w asyście pełnej aromatów marynaty- cytryna, czosnek i tymianek - czy nie brzmi kusząco? I do tego tak jak lubimy-szybko, prosto i smacznie. Do tego wszystkie składniki zapewne znajdziecie w swojej kuchni. 
          Dziś zaliczyłam ostatni egzamin, łapka powoli dochodzi do siebie (choć wyglądam jak dziewczyna Frankensteina - rzecz jasna bez urazy dla W. ;-) ). Pominę przygody w gabinecie zabiegowym- chyba każdy z nas wie, jak miewa się polska służba zdrowia - choć to co zobaczyłam przerosło moje wyobrażenia.

          Przepis dodaję do akcji- Z widelcem po Azji prowadzonej przez Grumków.



          Składniki (na 2 porcje):
          [przepis znaleziony TUTAJ]
          • 2 piersi z kurczaka (każda po około 180 g)
          • sok z jednej cytryny
          • 2-3 ząbki czosnku drobno posiekane
          • łyżeczka suszonego tymianku
          • pół łyżeczki papryki w proszku
          • pół łyżeczki soli
          • 1/4 łyżeczki pieprzu cayenne
          • 1/4 łyżeczki świeżo zmielonego czarnego pieprzu
          • 4-5 łyżek oliwy
          Mięso myjemy i dokładnie czyścimy (możemy piec w całości lub jeśli zależy nam na czasie każdą pierś przekrawamy na pół). Wszystkie pozostałe składniki dokładnie ze sobą mieszamy. Powstałą marynatą zalewamy kurczaka i odstawiamy do lodówki na 6 godzin (radzę odstawić mięso na całą noc- będzie bardziej aromatyczne i soczyste). Piersi wyjmujemy z marynaty, grillujemy na patelni bądź pieczemy w piekarniku (najlepiej na ruszcie- jeśli pieczemy na blasze,  w połowie pieczenia mięso przewracamy je na drugą stronę) przez około 25 minut w temp. 175 stopni (lub dłużej- do momentu aż mięso będzie upieczone). W trakcie grillowania lub pieczenia podlewamy mięso pozostałą marynatą. Mięso podałam z sałatką z czarnych oliwek, papryczek chilli i rukoli (całość zalana sosem na bazie octu winnego, oliwy i kuminu). 


          wtorek, 22 lutego 2011

          Megadarra

          Megadarra (Mujaddara/Mudardara) to przystawka pochodząca z kuchni arabskiej, szczególnie popularna w Syrii, Libanie i Jordanii. Z powodzeniem może zastąpić pełen posiłek. Często podawana jest z dodatkiem jogurtu. Smaczna zarówno na ciepło jak i na zimno. Określana jest mianem pilawu z soczewicy. Spotkałam wiele przepisów na Megadarrę- zasadniczo różniły się proporcjami ryżu i soczewicy (mi zdecydowanie najbardziej odpowiada wersja, w której soczewica jest składnikiem dominującym) oraz użytymi przyprawami. W najprostszych wersjach przyprawia się ją jedynie solą i pieprzem. U mnie dodatkowo pojawiła się mielona kolendra i kumin.  W niektórych przepisach zamiast ryżu pojawił się burgul. Całość jest szybka i prosta w wykonaniu

          Przepis dodaję do akcji Z widelcem po Azji prowadzonej przez Irenę i Andrzeja.

          Składniki (na 2 solidne porcje):
          [oryginalny przepis pochodzi z książki Podróże kulinarne. Kuchnia arabska]
          • 100 g brązowej lub zielonej soczewicy
          • 600 ml wody
          • 50 g białego długoziarnistego ryżu (1/4 szklanki)
          • pół łyżeczki mielonego ziela angielskiego
          • pół łyżeczki mielonego kuminu
          • pół łyżeczki mielonej kolendry
          • pół łyżeczki soli (lub mniej wedle preferencji)
          • pół łyżeczki czarnego pieprzu 
          • 3 średniej wielkości cebule (około 350 g) posiekanej w piórka
          • 2 płaskie łyżki cukru
          • łyżka octu balsamicznego
          • 90 ml wody
          Soczewicę zalewamy  połową wody (300 ml) gotujemy na wolnym ogniu pod przykryciem przez około 20-25 minut. W tym czasie przygotowujemy karmelizowaną cebulę.
          Na patelni rozgrzewamy oliwę, przez około 5 minut smażymy cebulę, dodajemy cukier i smażymy kolejne 5 minut mieszając. Wlewamy ocet i wodę, smażymy aż płyn wyparuje.
          Do soczewicy dodajemy opłukany ryż, pozostałą wodę, przyprawy, połowę karmelizowanej cebuli. Doprowadzamy do wrzenia mieszając. Zmniejszamy ogień i gotujemy pod przykryciem około 15-20 minut od czasu do czasu mieszając (lub do momentu kiedy ryż będzie miękki). Podajemy na ciepło lub na zimno z dodatkiem pozostałej karmelizowanej cebuli.


          poniedziałek, 21 lutego 2011

          Sambousek- libańskie pieczone pierogi

          Kiedy trafiłam na ten przepis od razu zabrałam się do pracy. Pierwsze sambouseki (sambooseki) robiłam z farszem warzywnym (jak na złość nie mogę odnaleźć oryginalnego przepisu na farsz), kolejne były z kurczakiem, następne z mieloną wołowiną. W. zapałał wielką miłością do tych pierożków, w planach mam też słodkie sambouseki (śmiem powiedzieć, że obrzydliwie słodkie- jak na arabskie przystało). O nich dopiero w marcu. 
          Tym bardziej ucieszyłam się, że przepis na te pierożki spodobał się Usagi i podała go jako jedną z propozycji do swojej pierogarni. To niestety moja pierwsza realizacja propozycji Pierogarni, ale na pewno nie ostatnia. I tu żeby nie było- pierogi lubię lepić i to bardzo. Mam za to utrudnione zadanie- wałkuję na małej tacce (nie mam ani stolnicy ani kuchennego stołu) za pomocą ...słoika. Dawniej wałkowałam butelką po dużym Pysiu- niestety W. w trakcie napadu sprzątania wyrzucił mój "wałek" do kosza. Tym samym radzę sobie słoikiem po oliwkach.
          Poniżej podaję przepis na ciasto, farsz i libańską mieszankę 7 przypraw. Dodaję też moje zmiany i uwagi. Na zdjęciu widoczny jest nieszczęsny przekrojony pieróg z minimalną ilością farszu. Pozostałe były bardzo mocno zapakowane- nie chciałam jednak podkradać Lubemu jedzenia z talerza w trakcie obiadu.

          Przepis wędruje do Pierogarni Usagi, akcji z Widelcem po Azji prowadzonej przez Grumków oraz Festiwalu kuchni arabskiej.

          Składniki na ciasto:
          [oryginalny przepis TUTAJ]
          • 420 g mąki pszennej (u mnie typ 650)
          • łyżka cukru
          • 1,5 łyżeczki soli
          • 185 ml wody
          • łyżka drożdży (około 25g) rozpuszczonych w 4 łyżkach ciepłej wody
          • 4 łyżku oleju lub oliwy
          • ewentualnie rozbełtane jajko do posmarowania
          • ewentualnie ziarna sezamu do posypania
          W misce łączymy mąkę, sól i cukier. Drożdże rozpuszczamy w ciepłej wodzie. Do mąki dodajemy olej i rozcieramy do uzyskania kruszonki.  Dodajemy drożdże i stopniowo dolewamy resztę wody wyrabiając ciasto. Będzie ono gładkie i elastyczne (formuje się bez większych problemów- ja wodę wlewam od razu w całości, bo jej ilość jest idealnie dobrana). Przykrywamy ściereczką i odstawiamy na pół godziny. 
          Ciasto wałkujemy na grubość 3 mm, za pomocą szklanki wycinamy kółka, nakładamy łyżkę farszu i dokładnie sklejamy. Układamy na natłuszczonej blasze i odstawiamy w ciepłe miejsce na około 30 minut. 
          W oryginale podana jest temp. 250 stopni- ja zawsze sambouseki piekę w temp. 220 stopni. Czas pieczenia 13-15 minut, do momentu aż pierożki się zezłocą. Przed pieczeniem pierogi smaruję rozmąconym jajkiem i posypuję ziarnami sezamu. Podajemy gorące (równie smaczne są także na zimno). 
          Pierożki możemy też usmażyć w głębokim tłuszczu w temp. 190 stopni do zezłocenia (około 5 minut).  Jeśli mamy zamiar smażyć je- nie dodajemy do ciasta drożdży, a olej zastępujemy 110 g miękkiego masła. Mąkę, sól i cukier mieszamy, dodajemy miękkie masło, robimy kruszonkę, następnie wlewamy wodę i wyrabiamy ciasto. Odstawiamy je na 30 minut, wałkujemy, wycinamy kółka, lepimy pierożki i od razu je smażymy. 
          Jeśli jednak pierożki do smażenia zrobimy z podanego ciasta na pierogi pieczone- wszystko na pewno się uda. 
          Z podanej ilości ciasta wychodzi około 24 pierogów wycinanych standardowej wielkości szklanką. Ja często pierogi wycinam wielką filiżanką o średnicy 10 cm. Farsz powinien spokojnie wystarczyć na tę ilość ciasta- chyba że będziemy robić mocno napakowane duże pierogi, wówczas możemy przygotować do troszkę więcej.


          Składniki na farsz:
          [oryginalny przepis TUTAJ]
          •  500 g mielonej jagnięciny (użyłam mielonej wołowiny)
          • 2 średnie cebule drobno posiekane
          • 2 łyżki uprażonych orzeszków piniowych (dałam orzechy włoskie grubo posiekane)
          • pół łyżeczki suszonej mięty
          • 1/4 łyżeczki czarnego pieprzu
          • 1 łyżeczka mieszanki arabskiej 7 przypraw (przepis poniżej)
          • sól (w oryginale kostki bulionowe)
          Na oliwie smażymy cebulę, kiedy się zeszkli dodajemy mięso. Smażymy je do momentu zbrązowienia. Dodajemy orzechy i przyprawy. Farsz studzimy. Do farszu możemy dodać łyżkę gęstego jogurtu (co polecam spróbować, choćby na odrobinie farszu).

          Libańska mieszanka 7 przypraw:
          [oryginalny przepis TUTAJ]
          • 1/4 szklanki czarnego pieprzu
          • 1/4 szklanki kuminu mielonego
          • 1/4 szklanki papryki w proszku
          • 1/8 szklanki mielonych goździków
          • 1/8 szklanki mielonej kolendry
          • 2 łyżeczki gałki muszkatołowej
          • 2 łyżeczki cynamonu
          • 1 łyżeczka mielonego kardamonu
           Wszystkie składniki dokładnie łączymy, przesypujemy do pojemnika i zakręcamy. Przechowujemy w chłodnym i zacienionym miejscu. Przyprawy wychodzi stosunkowo dużo- ja robiłam ją w styczniu i teraz zostały mi jej małe ilości. Jeśli nie chcemy robić przyprawy możemy mięso dowolnie doprawić wszystkimi siedmioma przyprawami.


          niedziela, 20 lutego 2011

          Kurczak z oliwkami po marokańsku

           Dziś post z gatunku "śpieszę się". Kolejna wariacja na temat kurczaka. Rzecz jasna w stylu arabskim. Dziś poczyniłam (a w sumie to nadal czynię), najsmaczniejsze ciastka z możliwych- na nie zapraszam Was za jakiś czas. Tym czasem musicie zadowolić się tym skromnym wpisem i tą skromną kurką w asyście oliwek i zieleninki. 
          PS. Od kilku dni walczę o to, by ktoś zdjął mi szwy- póki co z mizernym skutkiem- jutro kolejna próba w przychodni- oby tylko się nie wrosły.

          Składniki (na 2 porcje):
          [przepis znalazłem TUTAJ]
          • 2 piersi z kurczaka- każda po około 150 g
          • 2 ząbki czosnku drobno posiekane
          • 1 średnia cebula pokrojona w piórka
          • pół łyżeczki mielonego imbiru
          • pół łyżeczki kurkumy
          • pół łyżeczki słodkiej papryki w proszku
          • sól i pieprz do smaku
          • puszka pomidorów posiekanych bez skórki
          • 1 łyżka posiekanej świeżej natki pietruszki
          • 1 łyżka posiekanej świeżej kolendry
          • sok z połowy cytryny
          • pół szklanki posiekanych oliwek
          Mięso myjemy i czyścimy, kroimy w większą kostkę. Oprószamy solą i pieprzem, smażymy na łyżce oliwy około 5 minut. Zdejmujemy z patelni i osuszamy papierowym ręcznikiem z nadmiaru tłuszczu. Na patelnię wylewamy łyżkę oliwy, wrzucamy cebulę, czosnek, imbir, kurkumę i paprykę. Smażymy mieszając około 5 minut lub do momentu kiedy cebula będzie miękka. Na patelnię wrzucamy kurczaka dodajemy pomidory, sok z cytryny, natkę pietruszki, kolendrę. Gotujemy około 20 minut. Dodajemy oliwki, podgrzewamy 5 minut. Doprawiamy wedle preferencji solą i pieprzem. Danie podajemy z kaszą kuskus bądź brązowym ryżem.

          sobota, 19 lutego 2011

          Sahlab- egipski słodki napój

          Muszę się przyznać, że ostatnio zaczęłam marnować jedzenie. Zaczęło się od mleka (i na mleku poprzestałam). Potrzebowałam aż 2 łyżki i dla takiej odrobinki otworzyłam karton mleka. Po kilku dniach wylądował w koszu (nie mam pojęcia czy mleko było już zepsute- mój test na węch okazał się w przypadku tego białego płynu nieskuteczny). Jak się okazało w dniu kiedy je wyrzuciłam potrzebowałam pół szklanki do ciasta na bułki. Czyli kolejny otworzony karton zalegający w lodówce. I dziś postanowiłam je zużyć w szybki i smaczny sposób. Rzecz jasna na nutę arabską. Padło na sahlab, który miałam zrobić już jakiś czas temu. Jest to popularny w krajach arabskich, szczególnie w Egipcie słodki napój. Podaję za wiki- napój, przyrządzany ze sproszkowanych bulw storczyka męskiego. Nazwa pochodzi od arabskiego określenia ḥasyu al-tha`lab, oznaczającego lisie jądra - od charakterystycznego kształtu bulw storczyka. Co za tym idzie- wierzy się, że wzmaga popęd płciowy. Mój sahleb- przyrządziłam używając mąki kukurydzianej (większość stron europejskich podaje ją w przepisach). Znalazłam wiele wariacji na temat tego napoju- z dodatkiem wody z kwiatów pomarańczy, czy wody różanej, z posypką z wiórków kokosowych. Ja postawiłam na piękny aromat wanilii- i to był strzał w dziesiątkę;)


          Składniki (na 4-6 porcji):
          [przepis TUTAJ]
          • 4 szklanki mleka
          • pół szklanki mąki kukurydzianej
          • cukier do smaku
          • łyżeczka ekstraktu z wanilii (jeśli nie mamy możemy użyć zamiast zwykłego cukru, cukier wanilinowy, bądź do mleka dodać ziarenka z laski wanilii)
          • do posypania- cynamon, siekane migdały, niesolone pistacje
          Mąkę kukurydzianą dokładnie mieszamy z kilkoma łyżkami mleka. Pozostałe mleko wlewamy do garnka i gotujemy na wolnym ogniu. Zanim mleko zacznie się gotować dodajemy do niego miksturę z mąki kukurydzianej i dokładnie mieszamy. Po zagotowaniu dodajemy cukier i wanilię. Gotujemy mieszając kilka minut do uzyskania lekko gęstego płynu. Przelewamy do naczyń, posypujemy cynamonem i siekanymi orzechami. Podajemy gorące. Sahlab świetnie smakuje też na zimno.
          Ja stworzyłam wersję mocno waniliową- użyłam ekstraktu, a połowę cukru zastąpiłam cukrem wanilinowym.

          piątek, 18 lutego 2011

          Afkhad Dajaj Meshwiyeh- grillowany kurczak w pysznej marynacie

          Afkhad Dajaj Meshwiyeh to nic innego jak grillowane części kurczaka. Ja do przygotowania dania użyłam filetów z piersi, ale jestem przekonana, że o wiele lepszy efekt uzyskamy używając podudzi z kurczaka- i to obowiązkowo ze skórką. Przepis na pewno będę wykorzystywać w okresie letnim, kiedy rozpocznie się sezon na grillowanie. Dla W. marynata i tak była mało pikantna (to chyba efekt sporej ilości ostatnimi czasy dań z dodatkiem ostrych przypraw). Ważne jest aby mięso marynować długo, najlepiej całą noc w lodówce lub jeszcze dłużej. 

          Przepis dodaję do akcji Ireny i Andrzeja- Z widelcem po Azji. 

          Składniki (na marynatę na kilogram części z kurczaka):
          [oryginalny przepis na stronie www.orangeblossomwater.net]
          • 1/4 szklanki koncentratu pomidorowego
          • łyżka musztardy Dijon
          • 4 łyżeczki przyprawy syryjskiej (przepis poniżej)
          • łyżeczka mielonego czosnku
          • łyżeczka mielonej słodkiej papryki
          • 2 łyżki octu balsamicznego
          • 2 i pół łyżki soku z cytryny
          • 4 łyżki oliwy
          • sól
          • do podania- chleb pita, sałatka fattoush
          Wszystkie składniki marynaty dokładnie łączymy- wedle preferencji dodajemy soli. Mięso wkładamy do marynaty i odkładamy do lodówki na 12 godzin (nie krócej). Kolejnego dnia mięso grillujemy lub pieczemy w piekarniku (u mnie temp. 175 stopni). Czas pieczenia będzie zależał od wielkości elementów- piersi pieką się około 20 minut, większe części tj. udka będą wymagały więcej czasu- około pół godziny lub dłużej.

          Składniki na mieszankę syryjską:
          [przepis oryginalny TUTAJ]
          • 2 łyżeczki  węgierskiej papryki w proszku
          • łyżeczka ostrej węgierskiej papryki w proszku (możemy zastąpić inną ostrą papryką, np. suszoną papryczką peperoncini, lub użyć chilli w proszku lub pieprzu cayenne- wtedy warto zwiększyć ilość użytej przyprawy)
          • łyżeczka świeżo mielonego czarnego pieprzu
          • 1/4 łyżeczki mielonego cynamonu
          • 1/2 łyżeczki mielonego ziela angielskiego
          • 1/4 łyżeczki mielonej kolendry
          • 1/4 łyżeczki mielonych goździków
          • 1/4 łyżeczki mielonego kuminu
          • 1/4 łyżeczki soli
           Wszystkie składniki mieszamy, przechowujemy w szczelnie zamkniętym pojemniku. Podane proporcje wystarczą na przygotowanie 2 łyżek przyprawy.


          czwartek, 17 lutego 2011

          Orzeźwiająca sałatka z ciecierzycą i czarnymi oliwkami

          Przepis ten upatrzyłam już jakiś czas temu. Z racji, iż zakochana jestem od niedawna w czarnych oliwkach, od razu wiedziałam, że prędzej czy później przygotuję tę sałatkę. Jest to sałatka z gatunku minimalistycznych- a takie właśnie lubię najbardziej i szczerze mówiąc nie dodałabym do niej nic oprócz tego co wymaga przepis. Mocno cytrynowy dressing nadaje świetnego smaku ciecierzycy. Zachęcam do wypróbowania w wolnej chwili.
          Przepis wędruje do akcji Festiwal kuchni arabskiej, a z racji iż pochodzi z Jordanii- dodaję go również do akcji Grumków - Z widelcem po Azji.

          Składniki (na 4 spore porcje):
          [przepis pochodzi ze strony www.ummah.net]
          • szklanka ugotowanej ciecierzycy
          • 1/2 szklanki posiekanych czarnych oliwek
          • 1/4 szklanki posiekanej dymki
          • 2 łyżki posiekanej kolendry (zastąpiłam natką z pietruszki)
          • sos- 4 łyżki soku z cytryny, 2 łyżki oliwy, 2 ząbki czosnku drobno posiekane, 1/4 łyżeczki chilli w proszku, 3/4 łyżeczki papryki w proszku, sól do smaku
          W misce łączymy odsączoną ciecierzycę, posiekane oliwki, dymkę i kolendrę. W miseczce ucieramy sok z cytryny z oliwą, dodajemy czosnek i przyprawy, dokładnie mieszamy. Sos odstawiamy na 15 minut. Po tym czasie sałatkę zalewamy sosem. Podajemy od razu po przyrządzeniu.  Dressing jest mocno cytrusowy i orzeźwiający. Możemy dodać do niego łyżeczkę miodu by złagodzić jego smak lub dowolnie przyprawić.

          środa, 16 lutego 2011

          Pikantna soczewica po marokańsku


          Przepis ten znalazłam jakiś czas temu przygotowując się do Festiwalu kuchni arabskiej. Robiłam już go kilkakrotnie i z czystym sercem mogę go polecić nie tylko wegetarianom czy weganom. Danie jest niezwykle sycące i pełne aromatycznych przypraw.
          Dziś robiłam małe blogowe porządki, z niezbyt pozytywnym skutkiem. Niektóre z zakładek obrazkowego spisu treści odsyłają do kolejnych obrazkowych spisów (możecie to sprawdzić klikając na przykład w obrazek Domowe pieczywo).  Co o tym sądzicie? Czy jest to dla Was ułatwienie, czy wolelibyście aby posty wyświetlały się od razu z całą treścią (jak jest to widoczne jeszcze przy daniach z drobiu). Za wszelkie sugestię z góry Wam dziękuję.


          Składniki (na 3-4 porcje):
          [przepis z moimi zmianami- oryginał TUTAJ]
          • 1 średnia cebula posiekana w kostkę
          • pół łyżeczki startego świeżego imbiru
          • łyżeczka czosnku granulowanego (dałam dwa ząbki czosnku drobno posiekane)
          • pół łyżeczki kurkumy
          • pół łyżeczki garam masala
          • łyżeczka mielonego kardamonu
          • 2-3 łodyki selera naciowego posiekane
          • 1/4 łyżeczki cayenne
          • pół łyżeczki kuminu
          • 3/4 szklanki czerwonej soczewicy
          • pół szklanki ciecierzycy
          • 3/4 puszki pomidorów
          • wywar warzywny lub woda- około 400 ml
          • brązowy ryż do podania
           Na patelni rozgrzewamy oliwę, dodajemy cebulę, imbir, czosnek, kurkumę, smażymy często mieszając do momentu aż cebula będzie miękka (około 5 minut). Dodajemy seler, garam masalę, kardamon, chilli i kumin, smażymy dalej około 3-4 minuty. Wrzucamy soczewicę, cieciorkę, pomidory i podlewamy bulionem lub wodą (ja podlewam wodą, a pod koniec danie dosalam). Doprowadzamy do wrzenia, następnie gotujemy na wolnym ogniu około 30-40 minut od czasu do czasu mieszając. Jeśli wolimy by ziarenka soczewicy były bardziej twarde- gotujemy krócej- około 20 minut. Ilość dodanej wody można zwiększyć lub zmniejszyć wedle własnych preferencji. Jeśli użyjemy soczewicy zielonej, czas przygotowania potrawy wydłuży się.  Danie podajemy z brązowym ryżem.

          wtorek, 15 lutego 2011

          Shawarma

          Dziś raz kolejny z cudownymi kucharkami odkrywamy tajemnice kuchni libańskiej. Prezentujemy Wam danie dobrze Wam znane- mianowicie shawarmę z kurczaka. I tu możecie uwierzyć mi na słowo, że jeśli spróbujecie tej- już nigdy nie pokusicie się o zakup tego dania w jakimś lokalu. Wyrzućcie z szafek jakieś gotowe i drogie mieszanki naładowane glutaminianem sodu. Wystarczy Wam kilka przypraw (i to łatwo dostępnych) aby wyczarować sobie w domu shawarmę i przenieść się w kilka chwil w zmysłowy świat arabskich smaków.
          Do shawarmy proponuję libańską sałatkę z cytrynowym dressingiem. Wszystko idealnie skomponuje się z chlebkiem pita domowego wypieku.

          A moim cudownym towarzyszkom - Eve, Maggie i Małgosi dziękuję za kolejną odsłonę wspólnego kucharzenia. 
          Przepis dodaję także do akcji Z widelcem po Azji prowadzonej przez Irene i Andrzeja.

          Składniki (na 4 porcje):
           [przepis znaleziony TUTAJ]
          • 750 g piersi z kurczaka
          • 3 łyżki posiekanej świeżej natki pietruszki
          • 3/4 łyżeczki soli
          • 1 łyżeczka pieprzu cayenne
          • 1/2 łyżeczki mielonego imbiru
          • 1/2 łyżeczki mielonego kuminu
          • 1/4 łyżeczki mielonej kolendry
          • 7 łyżek jogurtu greckiego
          • 2 łyżki soku z cytryny
          • 4 ząbki czosnku drobno posiekane
          • na sałatkę- ogórek, garść rukoli lub innej sałaty, 2 pomidory pokrojone w kostkę (lub garść pomidorków koktajlowych), cytrynowy vinaigrette (przepis pochodzi z TEJ strony)- 4 łyżki oliwy z oliwek, 4 łyżki soku z cytryny, 3 ząbki czosnku drobno posiekane, sól, pieprz do smaku.

            Mięso myjemy, czyścimy, kroimy w paseczki. Łączymy przyprawy, dodajemy jogurt, sok z cytryny i czosnek. Dokładnie mieszamy. Mięso wkładamy do marynaty i odstawiamy do lodówki na całą noc. Na patelni rozgrzewamy oliwę, mięso wyjmujemy z marynaty i smażymy około 10 minut lub dłużej do miękkości.
            W misce łączymy sałatę, posiekanego ogórka, pomidorki. Przygotowujemy sos dokładnie łącząc składniki. Sałatkę polewamy sosem. Tak przygotowana shawarma wraz z sałatką stanowi idealne nadzienie do chlebka pita.

            poniedziałek, 14 lutego 2011

            Walentynkowe bułeczki z egipskim dżemem kokosowym


            Dziś Walentynki- święto, którego praktycznie z W. nie obchodzimy, ale w tym całym różowym zgiełku lubimy odnaleźć siebie i spędzić wyjątkowo ten wieczór. Choć jakby nie patrzeć staramy się aby każdy dzień spędzony razem był niezapomniany. Bo miłość to nie tylko jeden dzień w roku, kiedy mamy okazywać swoje uczucia. Miłość to całe życie spędzone razem- z uśmiechem i sercem na dłoni. A z racji walentynek- pyszne słodkie bułeczki na deser, o których już Wam pisałam. Rzecz jasna na nutkę arabską, bo nadziane pysznym dżemikiem rodem z Egiptu. Dżem ten ma niewiele wspólnego z konsystencją dżemów które znamy. Przepis delikatnie zmodyfikowałam dodając do niego odrobinę więcej wody. Jest na prawdę smaczny i rozkosznie słodki. 
            Przepis dodaję do akcji Walentynki 14.02.2011- Czym TO się je


            Składniki na dżem kokosowy:
            [przepis oryginalny TUTAJ]
            • 220 g wiórków kokosowych
            • 2 łyżki wody z kwiatów pomarańczy
            • 10 łyżek zimnej wody (dałam więcej- około 13)
            • 2 łyżki soku z cytryny (dałam 3)
            • szklanka cukru (o objętości 200 ml)
            • 1/4 szklanki mielonych migdałów
            Wiórki zalewamy 4 łyżkami zimnej wody i 2 łyżkami wody z kwiatów pomarańczy (nie miałam w rezultacie wiórki zalałam 6 łyżkami zimnej wody). Ugniatamy za pomocą dłoni i odstawiamy na całą noc. 
            W garnuszku z grubym dnem podgrzewamy cukier wymieszamy z sokiem z cytryny i 9 łyżkami wody. Gotujemy kilka minut do uzyskania syropu (uważamy by nie przypalić). Ja dodałam 2-3 krople aromatu pomarańczowego. Zdejmujemy z ognia, dodajemy wiórki i dokładnie mieszamy. Ponownie stawiamy garnek na palniku i gotujemy chwilkę. Masę studzimy i mieszamy ją dokładnie ze zmielonymi migdałami. Przechowujemy w lodówce przez kilka tygodni.


            Składniki na 8 dużych bułeczek:
            [ wykorzystałam przepis na drożdżowe choinki od Dorotus]
            • 300 g mąki pszennej chlebowej (u mnie bułeczkowa typ 650)
            • 150 ml mleka
            • 40 g roztopionego masła
            • 1 białko
            • 8 g cukru wanilinowego (pół opakowania)
            • 2 łyżki cukru
            • 15 g świeżych drożdży
            • do posmarowania- żółtko wymieszane z 2 łyżkami mleka
            • ewentualnie czekolada do ozdobienia
            Drożdże kruszymy, zasypujemy łyżką cukru i dokładnie mieszamy z 5 łyżkami ciepłego mleka (ciepłego - nie gorącego). Odstawiamy na 15 minut. Drożdże wlewamy do mąki, dodajemy pozostałą łyżkę cukru i cukier wanilinowy, roztopione i przestudzone masło, resztą mleka i białko. Wyrabiamy gładkie i lśniące ciasto (bardzo łatwo się wyrabia, w razie potrzeby możemy delikatnie podsypać ciasto mąką). Przekładamy je do miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 1,5 godziny do podwojenia objętości. Po tym czasie ciasto krótko wyrabiamy i dzielimy na 8 części. Z każdej formujemy kulę, wałkujemy ją na placek (niezbyt gruby , ciasto mocno rośnie), na środku układamy sporą ilość kokosowego dżemu i sklejamu (ja sklejam jak pierogi i układam złączeniem na dół). Ostawiamy do napuszenia na około 20 minut. Bułki smarujemy żółtkiem wymieszanym z mlekiem, pieczemy 15 minut w temp. 175 stopni (ja piekłam około 17 minut- wszystko zależy od piekarnika). Bułeczki studzimy na kratce, po ostudzeniu ozdabiamy czekoladą roztopioną w kąpieli wodnej.


            niedziela, 13 lutego 2011

            Pikantna marokańska zupa marchewkowa


            Dziś prezentuję Wam moją kolejną propozycję na walentynki. Tym razem jest to rozpalająca zmysły, pikantna zupa marchewkowa z dodatkiem pasty harissa. W starożytności marchewka służyła powszechnie do sporządzania eliksirów miłosnych. W czasach elżbietańskich nazywano ją wielkim sprzymierzeńcem Wenus, jej rozkoszą i radością. Jej właściwości wiązano z jej erotycznym kształtem. Dziś wiadomo, że tajemnica pomarańczowego korzenia tkwi w witaminach E i C, selenie oraz beta-karotenie. 
            Z kolei czosnek zawarty w zupie ceniony był już w Starożytnym Rzymie, gdzie sporządzano z niego miłosny napój z dodatkiem kolendry. Arabski podróżnik Ibn Battuta twierdził, że dzięki czosnkowi miał cztery prawowite żony i każdego dnia był w gotowości dla każdej z nich. To magiczne warzywo dodaje energii życiowej, reguluje ciśnienie krwi i podsyca ogień miłości. Warunkiem jest jednak wspólne spożywanie potraw zawierających czosnek. By zapach czosnku nie był zbyt wyczuwalny, warto go przed zjedzeniem skropić sokiem z cytryny. Na szczęście w zupce, którą Wam prezentuję, nie jest on wyczuwalny w zapachu.
            Przepis dodaję do akcji- Walentynki 14.02.2011-czym TO się je.  A już jutro zapraszam Was na odrobinę słodkości.


            Składniki (na 3-4 porcje):
            [przepis z moimi zmianami, oryginał TUTAJ]
            • pół dużej cebuli posiekanej w kostkę
            • 3-4 ząbki czosnku posiekane
            • 1 marchewka ok. 200 g (obrana i pokrojona w talarki)
            • pół dużej czerwonej papryki
            • 3 szklanki wywaru warzywnego
            • pół szklanki przecieru pomidorowego
            • półtorej łyżeczki pasty harissa
            • sól, pieprz świeżo mielony, tymianek suszony
            Na oliwie w głębokim rondlu smażymy cebulę, czosnek i paprykę około 5 minut. Dodajemy marchew, smażymy 3-4 minuty. Wlewamy wywar, dodajemy przecier, harissę i około pół łyżeczki suszonego tymianku (świeżego około łyżeczkę). Gotujemy około pół godziny, do momentu aż marchewka będzie miękka. Przyprawiamy solą i pieprzem, miksujemy na gładką masę. Podajemy z kleksem kwaśnej śmietany.
            Jeśli nie mam głębokiego rondla, warzywa możemy podsmażyć na patelni a potem wrzucić do gorącego wywaru. Wywar zawsze przygotowuję sama w większej ilości gotując go z .świeżych warzyw z dodatkiem ziół (zawsze robię go w większej ilości, ponieważ wykorzystuję go praktycznie codziennie). 

            sobota, 12 lutego 2011

            Marokański kurczak z suszonymi śliwkami


            Kiedy tylko zobaczyłam ten przepis u lejdi-of-the-house, od razu wiedziałam, że muszę zrobić tego kurczaka. I to tego samego dnia. Nie miałam niestety w domu pasty harissa- poradziłam sobie  przygotowując własną (traf chciał, iż jakiś czas temu kupiłam w promocji sporą ilość czerwonej papryczki chilli, którą ususzyłam). Przepis jest na prawdę świetny i godny polecenia. Danie to jest na tyle wyjątkowe, że zagości na moim stole 14 lutego- z tego też powodu przepis dodaję do akcji Walentynki 14.02.2011- czym TO się je- prowadzonej właśnie przez Lejdi ;-) Jutro i pojutrze przedstawię Wam też rozpalającą zmysły zupę oraz coś słodkiego na deser- rzecz jasna wszystkie przepisy będą pochodziły z kuchni arabskiej.  
            A ja mimo wszystko staram się działać w kuchni- wczoraj jako jednoręki bandyta zrobiłam pizze, dziś poczyniłam egipski dżem kokosowy- w planach mam też bułeczki z jego dodatkiem. Bo jakby nie patrzeć- jak się tylko chce- to mimo wszelkich przeszkód - dokonamy tego czego pragniemy. 


            Składniki (na 3-4 porcje):
            [przepis pochodzi od Lejdi of the house]
            • 30 g masła- dałam łyżkę oliwy
            • 1,5 łyżeczki harissy (przepis poniżej)
            • 4 piersi z kurczaka każda po 175g (u mnie 3 po około 200 g)
            • 1 cebula pokrojona w cienkie plasterki
            • 250 ml wywaru z kurczaka
            • 150 g suszonych śliwek bez pestek
            • 3 łyżeczki miodu
            • 3 łyżeczki soku z cytryny
            • 3 łyżeczki wody różanej
            • kuskus do podania

              Na patelni rozgrzać tłuszcz, dodać harissę i wymieszać na małym ogniu. Dodajemy oczyszczone piersi z kurczaka, zwiększamy ogień i smażymy po 1 minucie z każdej strony, uważając by przyprawy nie przypaliły się. Przekładamy kurczaka na talerz. Na patelnię wrzucamy cebulę, smażymy 5 minut do momentu aż będzie miękka. Wlewamy wywar, dodajemy śliwki, miód, sok z cytryny, wodę różaną. Przykrywamy i zostawiamy na małym ogniu na 10 minut. Wkładamy kurczaka z powrotem na patelnię i gotujemy 15 minut lub do momentu aż kurczak będzie miękki. Kurczaka kroimy na kawałki, podajemy razem z sosem ze śliwek i kaszką kuskus.
              Ja kurczaka od razy pokroiłam- każdą pierś ukośnie na 3 kawałki. W ten sposób danie było szybciej gotowe i miałam pewność, że mięso w środku będzie dobre.

              Domowa harissa:
              [przepis znalazłam TUTAJ]
              • 10-12 suszonych czerwonych papryczek chilli
              • 3 ząbki czosnku
              • pół łyżeczki soli
              • 2 łyżki oliwy
              • łyżeczka mielonej kolendry
              • łyżeczka mielonego kminu rzymskiego
              • pół łyżeczki kminku (opcjonalnie- z reguły nie dodaję go)
              Papryczki moczymy w gorącej wodzie przez 30 minut. Osuszamy, usuwamy łodyżki i nasiona.  Miksujemy chilli, czosnek, sól i oliwę. Dodajemy pozostałe przyprawy i miksujemy dalej na gładką pastę. Przekładamy do słoiczka, na wierzch dajemy kilka kropel oliwy, by pasta była dłużej świeża i nie wysychała. Przechowujemy w lodówce do miesiąca czasu.
              Z moich doświadczeń wynika, że pastę można przechowywać o wiele dłużej. Ważne, by co jakiś czas ją przemieszać i skropić oliwą. 


              piątek, 11 lutego 2011

              Fattoush

              Niedawno przy okazji wspólnego pichcenia z Maggie, Eve i Shinju, prezentowałyśmy Wam przepis na domową pitę. Dziś z kolei pomysł na wykorzystanie jej- a mianowicie sałatka fattoush. Jeśli  jej jeszcze nie znacie, tym bardziej polecam- będzie to miłość od pierwszego kęsa. Chrupiące kawałki chlebka pita, kolorowe warzywa, niebanalny sos- czy Wam też zapachniało wiosną? Po raz kolejny do wspólnego kucharzenia dołączyła Małgosia
              Kochane kobietki- dziękuję za wspólne kuchenne wojaże i do następnego razu;) Bo w końcu i do tej pity pasowałoby coś dobrego zapakować;-)

              Przepis wędruje także do akcji Grumków- Z widelcem po Azji. 


              Składniki (na 2 porcje):
              [przepis pochodzi z książki Podróże kulinarne. Kuchnia arabska]
              • duży chlebek pita
              • łyżka oliwy
              • ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę
              • pół długiego ogórka libańskiego pokrojonego w plastry
              • dwa podłużne pomidory- u mnie garść koktajlowych (każdy przekrojony na pół)
              • pół czerwonej papryki pokrojonej w kostkę (dałam żółtą, by było bardziej kolorowo)
              • 3 cebule dymki drobno posiekane (dałam małą białą cebulkę oraz posiekany szczypiorek)
              • łyżka drobno posiekanej natki pietruszki
              • łyżeczka posiekanej świeżej mięty
              • sos- 40 ml soku z cytryny, 30 ml oliwy, mały ząbek czosnku drobno posiekany, pół łyżeczki kuminu mielonego, pół łyżeczki mielonej słodkiej papryki, 1/8 łyżeczki czarnego pieprzu, sól do smaku
              Czosnek mieszamy z oliwą, smarujemy nim pitę, pieczemy w średnio nagrzanym piekarniku (u mnie 175 stopni) przez 15 minut do momentu aż chlebek będzie chrupiący. Odkładamy go do przestygnięcia, po czym rwiemy na kawałki na "jeden kęs". W misce umieszczamy wszystkie składniki, mieszamy i zalewamy sosem.
              Jeśli nie mamy pity możemy ją zastąpić zwykłym pieczywem (najlepiej razowym wczorajszym), wówczas postępujemy identycznie- kromki chleba nacieramy oliwą z czosnkiem i pieczemy do momentu aż będą chrupiące.
              Jeśli chcemy zrobić większą ilość sałatki- po prostu podwajamy ilość składników. Istnieje wiele rodzajów fattoush- wszelkie dodatki różnią się w zależności od tego z jakiego kraju pochodzi przepis- w niektórych znajdziemy dodatek sałaty, grillowanego kurczaka, często pojawiają się tez wersje z dodatkiem rzodkiewki.