Kiedy trafiłam na ten przepis od razu zabrałam się do pracy. Pierwsze sambouseki (sambooseki) robiłam z farszem warzywnym (jak na złość nie mogę odnaleźć oryginalnego przepisu na farsz), kolejne były z kurczakiem, następne z mieloną wołowiną. W. zapałał wielką miłością do tych pierożków, w planach mam też słodkie sambouseki (śmiem powiedzieć, że obrzydliwie słodkie- jak na arabskie przystało). O nich dopiero w marcu.
Tym bardziej ucieszyłam się, że przepis na te pierożki spodobał się Usagi i podała go jako jedną z propozycji do swojej pierogarni. To niestety moja pierwsza realizacja propozycji Pierogarni, ale na pewno nie ostatnia. I tu żeby nie było- pierogi lubię lepić i to bardzo. Mam za to utrudnione zadanie- wałkuję na małej tacce (nie mam ani stolnicy ani kuchennego stołu) za pomocą ...słoika. Dawniej wałkowałam butelką po dużym Pysiu- niestety W. w trakcie napadu sprzątania wyrzucił mój "wałek" do kosza. Tym samym radzę sobie słoikiem po oliwkach. Poniżej podaję przepis na ciasto, farsz i libańską mieszankę 7 przypraw. Dodaję też moje zmiany i uwagi. Na zdjęciu widoczny jest nieszczęsny przekrojony pieróg z minimalną ilością farszu. Pozostałe były bardzo mocno zapakowane- nie chciałam jednak podkradać Lubemu jedzenia z talerza w trakcie obiadu.
Składniki na ciasto:
[oryginalny przepis TUTAJ]
- 420 g mąki pszennej (u mnie typ 650)
- łyżka cukru
- 1,5 łyżeczki soli
- 185 ml wody
- łyżka drożdży (około 25g) rozpuszczonych w 4 łyżkach ciepłej wody
- 4 łyżku oleju lub oliwy
- ewentualnie rozbełtane jajko do posmarowania
- ewentualnie ziarna sezamu do posypania
W misce łączymy mąkę, sól i cukier. Drożdże rozpuszczamy w ciepłej wodzie. Do mąki dodajemy olej i rozcieramy do uzyskania kruszonki. Dodajemy drożdże i stopniowo dolewamy resztę wody wyrabiając ciasto. Będzie ono gładkie i elastyczne (formuje się bez większych problemów- ja wodę wlewam od razu w całości, bo jej ilość jest idealnie dobrana). Przykrywamy ściereczką i odstawiamy na pół godziny.
Ciasto wałkujemy na grubość 3 mm, za pomocą szklanki wycinamy kółka, nakładamy łyżkę farszu i dokładnie sklejamy. Układamy na natłuszczonej blasze i odstawiamy w ciepłe miejsce na około 30 minut.
W oryginale podana jest temp. 250 stopni- ja zawsze sambouseki piekę w temp. 220 stopni. Czas pieczenia 13-15 minut, do momentu aż pierożki się zezłocą. Przed pieczeniem pierogi smaruję rozmąconym jajkiem i posypuję ziarnami sezamu. Podajemy gorące (równie smaczne są także na zimno).
Pierożki możemy też usmażyć w głębokim tłuszczu w temp. 190 stopni do zezłocenia (około 5 minut). Jeśli mamy zamiar smażyć je- nie dodajemy do ciasta drożdży, a olej zastępujemy 110 g miękkiego masła. Mąkę, sól i cukier mieszamy, dodajemy miękkie masło, robimy kruszonkę, następnie wlewamy wodę i wyrabiamy ciasto. Odstawiamy je na 30 minut, wałkujemy, wycinamy kółka, lepimy pierożki i od razu je smażymy.
Jeśli jednak pierożki do smażenia zrobimy z podanego ciasta na pierogi pieczone- wszystko na pewno się uda.
Z podanej ilości ciasta wychodzi około 24 pierogów wycinanych standardowej wielkości szklanką. Ja często pierogi wycinam wielką filiżanką o średnicy 10 cm. Farsz powinien spokojnie wystarczyć na tę ilość ciasta- chyba że będziemy robić mocno napakowane duże pierogi, wówczas możemy przygotować do troszkę więcej.
Składniki na farsz:
[oryginalny przepis TUTAJ]
- 500 g mielonej jagnięciny (użyłam mielonej wołowiny)
- 2 średnie cebule drobno posiekane
- 2 łyżki uprażonych orzeszków piniowych (dałam orzechy włoskie grubo posiekane)
- pół łyżeczki suszonej mięty
- 1/4 łyżeczki czarnego pieprzu
- 1 łyżeczka mieszanki arabskiej 7 przypraw (przepis poniżej)
- sól (w oryginale kostki bulionowe)
Na oliwie smażymy cebulę, kiedy się zeszkli dodajemy mięso. Smażymy je do momentu zbrązowienia. Dodajemy orzechy i przyprawy. Farsz studzimy. Do farszu możemy dodać łyżkę gęstego jogurtu (co polecam spróbować, choćby na odrobinie farszu).
Libańska mieszanka 7 przypraw:
[oryginalny przepis TUTAJ]
- 1/4 szklanki czarnego pieprzu
- 1/4 szklanki kuminu mielonego
- 1/4 szklanki papryki w proszku
- 1/8 szklanki mielonych goździków
- 1/8 szklanki mielonej kolendry
- 2 łyżeczki gałki muszkatołowej
- 2 łyżeczki cynamonu
- 1 łyżeczka mielonego kardamonu
Wszystkie składniki dokładnie łączymy, przesypujemy do pojemnika i zakręcamy. Przechowujemy w chłodnym i zacienionym miejscu. Przyprawy wychodzi stosunkowo dużo- ja robiłam ją w styczniu i teraz zostały mi jej małe ilości. Jeśli nie chcemy robić przyprawy możemy mięso dowolnie doprawić wszystkimi siedmioma przyprawami.