niedziela, 30 stycznia 2011

Ciasteczka z musli

Żeby nie było, nie mam najmniejszego zamiaru zamęczać Was ciasteczkami. Nazbierało się jednak kilka przepisów na nie (wynik stresu związanego z egzaminami). Te zniknęły w przerażająco szybkim tempie. W. mimo, iż na diecie pozwolił sobie na małe ciasteczkowe szaleństwo- ale nie popadajmy przecież w paranoję, nawet na diecie dozwolone są pewne odstępstwa, inaczej człowiek by chyba zwariował. Na pewno zagości u mnie więcej przepisów na ciastka z płatkami owsianymi i bakaliami. To na prawdę świetne połączenie. Tymczasem ja przygotowuję się do akcji arabskiej i mam zamiar w najbliższym czasie zarazić Was moją miłością do tej kuchni. Będą i dania mięsne, i wegańskie, będą  i słodkości. Dziś za to zapraszam na pyszne ciasteczka ;)


Składniki (na około 30 ciasteczek):
[przepis pochodzi ze strony Moje Wypieki]
  • 185 g roztopionego masła
  • 1 szklanka musli (130 g- dałam 85 g bakalii- rodzynki, posiekane suszone morele, orzechy włoskie, laskowe i wymieszałam z 45 g płatków owsianych)
  • 1 szklanka (90 g) wiórków kokosowych
  • 1 szklanka płatków owsianych (90 g)
  • 1/2 szklanki mąki (75 g)
  • 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/4 szklanki nasion sezamu (35 g)
  • 1 łyżka miodu (dałam 1,5)
  • 1 roztrzepane jajko

Wszystkie składniki dokładnie mieszamy. Formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego, kładziemy na blasze zachowując spore odstępy, spłaszczamy łyżką. Pieczemy w temp. 170 stopni 13-15 minut. Studzimy na blaszce (są miękkie), gdy stwardnieją na kratce.


czwartek, 27 stycznia 2011

Bułeczki razowe


Chciałabym Was wszystkich przeprosić za to, że wizerunek bloga co chwilę w dniu dzisiejszym ulega zmianom. Próbuję stworzyć nowy szablon, bardziej przejrzyste kategorie. I tu chciałabym Was prosić o radę- jakie Waszym zdaniem kolory byłyby odpowiednie, jaki układ jeśli chodzi o menu. Za wszelkie sugestie byłabym bardzo wdzięczna. Póki co w dniu dzisiejszym przy poprawianiu kategorii postów mózg zaczął mi parować. Ale jutro też będzie dzień, tymczasem...oglądam mój ukochany film, w końcu zawsze będziemy mieć Paryż;)

* we wstępie nadmieniłam dwa filmy, może wie ktoś jakie?

 
Składniki (na 8 bułek):
[przepis od Dorotus z Moich Wypieków]
  • 225 g mąki chlebowej razowej
  • łyżeczka soli 
  • 25 g miękkiego masła
  • 6 g suchych drożdży
  • łyżeczka cukru
  • ok. 150 ml ciepłego mleka
Mąkę mieszamy z solą, dodajemy masło, następnie drożdże i cukier. Na środku robimy wgłębienie, wlewamy mleko. Na powierzchni oprószonej mąką razową wyrabiamy gładkie i elastyczne ciasto (bardzo łatwo się wyrabia). Formujemy kulę, wkładamy do miski i odstawiamy do podwojenia objętości (u mnie trwało to około 1,5 godziny).
Po wyrośnięciu chwilę zagniatamy, dzielimy na  8 części. Z każdej formujemy bułeczkę, układamy na blasze w pewnej odległości od siebie, przykrywamy i ponownie odstawiamy do napuszenia na około 30 minut.
Przed upieczeniem lekko oprószamy je mąką, możemy zrobić za pomocą końca drewnianej łyżki przedziałek (robiąc wgłębienie aż do blachy- ja używam noża niezbyt ostrego). Pieczemy w temp. 220 stopni 15-20 minut (u mnie trwało to około 17 minut). Studzimy na kratce.
Bułeczki są bardzo smaczne, ostatnio wypróbowałam trzy przepisy na mące pszennej razowej i te zdecydowanie są najlepsze. Ich minusem jest niestety ich wielkość. Ale zawsze można ciasto podzielić na mniej części i formować większe bułeczki.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Ciasteczka czekoladowe

Dziękuję Wam wszystkim za trzymanie za mnie kciuków i wspieranie. Dwa przedmioty, które wydawały mi się jak góra nie do przebycia- są już za mną (z bardzo pozytywnym wynikiem). Jutro jeszcze egzamin, też nie najłatwiejszy, jednak mobilizuję siły do nauki i jutro staję do walki ;-)
A na osłodę wszelkich stresów związanych, czy to ze szkołą, pracą, czy życiem codziennym- pyszne czekoladowe ciasteczka. Należą do tego rodzaju słodkości, które znikają w oka mgnieniu. Powędrowały w rączki pewnej panny I.  

* muszę przyznać, że z racji przygotowań na zaliczenia i egzaminy poczyniłam jednocześnie sporą ilość ciasteczkowych wypieków. Nie wiem co ma w sobie ich pieczenie, ale mnie bardzo relaksuje.

Składniki (na około 25 ciasteczek):
[przepis od Dorotus]
  • 3/4 szklanki mąki
  • 1/4 szklanki kakao
  • 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 80 g masła ( u mnie miękkie w temp. pokojowej)
  • pół szklanki drobnego cukru
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii 
  • szczypta soli
  • 100 g suszonych wiśni- pominęłam
  • 3/4 szklanki chipsów czekoladowych lub posiekanej czekolady (dałam 100 g groszków czekoladowych)
Wszystkie składniki oprócz groszków i wiśni wyrobić na gładkie, klejące ciasto. Dodać chipsy i wiśnie, wymieszać.  Z ciasta formować kulki wielkości orzecha włoskiego (nie podsypywać mąką) i kłaść na blasze wyłożonej papierem do pieczenia zachowując spore odstępy (ja położyłam na natłuszczonej masłem blasze). Ciastka spłaszczałam łyżką. Pieczemy 10-12 minut w temp. 175 stopni. Czekamy 5 minut przed zdjęciem z blachy, studzimy na kratce.



niedziela, 23 stycznia 2011

Czanna or simla mircz



Dziś mam lenia większego niż kiedykolwiek. Ale nie raz już o tym pisałam- tak wszechświat już urządzono- kiedy musimy (nienawidzę tego słowa!) coś zrobić, to robimy wszystko inne, nawet to czego nie znosimy. Więc z racji, iż MUSZĘ jutro olśnić swoją wiedzą niejednego doktora, a chęci na naukę nie mam- postanowiłam wstać o godzinie 2ej nocnej i zacząć się uczyć ( wiem, wiem...z reguły o tej się budzę mniej więcej, jednak już to wypróbowałam- kiedy wstać nie muszę- budzę się o 3ej- a kiedy muszę - ledwo o 7ej potrafię się zwlec z łóżka). Więc trzymajcie za mnie kciuki, a tym czasem kolejne danie z kuchni indyjskiej (już mniej paćkowate, ale warzywne więc wedle kolejnego prawa wszechświata to paćka).

Składniki (na 2 porcje):
[przepis z moimi zmianami pochodzi z książki Kuchnia Kryszny]
  • 120 g ciecierzycy
  • łyżeczka kuminu
  • 1 świeże chilli pozbawione pestek i drobno posiekane
  • pół łyżeczki startego świeżego imbiru
  • 1/4 łyżeczki kurkumy
  • 1/4 łyżeczki asafetidy (pominęłam)
  • pół zielonej papryki pokrojonej w kostkę (dałam czerwoną)
  • 1 pomidor pozbawiony skórki drobno pokrojony (około 200-250 g)
Ciecierzycę moczymy przez noc w dużej ilości wody. Wodę odlewamy, dodajemy świeżą, solimy i gotujemy do miękkości na małym ogniu. Kiedy ciecierzyca będzie miękka odlewamy wodę zostawiając około 50-75 ml na sos.
W rondlu rozgrzewamy tłuszcz, wrzucamy mielony kumin i chwilę smażymy. Dodajemy chilli i imbir, kolejno kurkumę, asafetidę i paprykę. Smażymy mieszając do momentu kiedy papryka będzie miękka. Dodajemy ciecierzycę, odrobinę soli, wodę z cieciorki i pomidora. Gotujemy aż sos zgęstnieje, około 10 minut. Jeśli mamy bardzo wodniste pomidory możemy pominąć dodatek wody z ciecierzycy.

Przepis dodaję do akcji Z widelcem po Azji.

sobota, 22 stycznia 2011

Chińska zupa brokułowa z prażonymi migdałami i sezamem

Dziś przepis na bardzo smaczną zupkę brokułową. Przepis od razu mi się spodobał, tym bardziej iż wiem, jak bardzo brokuły lubią się z prażonymi migdałami. Optymistycznie zielona, pachnąca wiosną, standardowo jak na zupę przystało -niefotogeniczna. Nadrabia za to smakiem;-)
Dziś czas głównie spędzam w kuchni, zapewne z racji egzaminu, który mam lada dzień, a na naukę tym bardziej nie mam ochoty (poczyniłam dziś tę zupkę, arabski pilaw z kurczakiem i morelami, a zaraz się biorę za ciasteczka). Chyba muszę dać sobie porządnego kopniaka i posiedzieć troszkę w książkach.

* jak już niejednokrotnie wspominałam W. jest totalnym mięsożercą- zup nie lubi i jada rzadko. (warzywne tym bardziej omija szerokim łukiem). Tę zjadł ze smakiem (nawet była dokładka) i jak stwierdził to w jego rankingu druga zupa po Włoskiej ziemniaczanej zupie z pesto.

Przepis wędruje do akcji- Z widelcem po Azji.

Składniki (na 2 porcje):
[przepis z moimi zmianami pochodzi z TEJ strony]
  •  pół dużego brokuła ( około 250-300 g)
  • 3 szklanki wywaru z kurczaka lub warzywnego (600-700 ml)
  • łyżka masła
  • 1 cebula posiekana
  • 1 ząbek czosnku posiekany
  • 1/4 szklanki migdałów 
  • 1,5 łyżki nasion sezamu (następnym razem też go uprażę)
  • łyżeczka oleju sezamowego
  • sól, pieprz do smaku
  • kwaśna śmietana do dekoracji
Migdały zalewamy wrzątkiem, odstawiamy na 10 minut i obieramy ze skórki (jeśli skórka mimo wszystko nie chce schodzić, czynność powtarzamy). Prażymy je na suchej patelni. Następnie rozdrabniamy razem z sezamem- tu dobrze sprawdzi się młynek.
Brokuły dzielimy  na różyczki (ja daję też kawałki łodyżek, tych nie stwardniałych) . W garnku zagotowujemy wywar, dodajemy brokuły i gotujemy około 10 minut. Większe kawałki brokułów przekładamy do miski (mniejsze kawałki zostawiłam w wywarze, nie lubię całkowicie kremowych zup) i rozdrabniamy na gładką pastę za pomocą blendera.
Na łyżce masła smażymy cebulę około 5 minut, aż zmięknie i nabierze koloru. Dodajemy czosnek i smażymy kolejną minutę. Masę również miksujemy na gładko. Do wywaru dodajemy zmiksowane brokuły, cebulę z czosnkiem, migdały i sezam. Doprawiamy solą, pieprzem, dodajemy olej sezamowy. Podgrzewamy i podajemy ozdobione kleksem ze śmietany.

piątek, 21 stycznia 2011

Kurczak po myśliwsku


Zapiski z pewnej dzisiejszej rozmowy:
Ja: muszę się pochwalić W. schudł 13 kilogramów 
M: wiesz co, ja to się nie dziwię, na blogu same warzywne paćki, nawet porządnego obiadu mu nie ugotujesz

W związku z tym ogłaszam wszem i wobec, że W. żyje, codziennie je mięsko i ma się dobrze. I nie jestem okropnym babskiem, które głodzi swojego faceta i karmi go kleikami. A warzywne paćki konsumuję ja. I żeby nie było są bardzo smaczne. A kurczaki, które je W. również mu bardzo smakują- a tu jeden z ostatnich, ,myślę że całkiem przyzwoity.

* dziękuję Ci M. - dbasz o mięsny wymiar tego bloga.

Składniki (na 2 spore porcje):
[przepis z moimi zmianami pochodzi stąd]
  • 4 udka z kurczaka ( u mnie dwie piersi każda po 230 g)
  • 1 cebula pokrojona w talarki
  • 2 ząbki czosnku drobno posiekane
  • 200 g małych pieczarek 
  • 225 ml czerwonego wytrawnego wina
  • 2 łyżki puree pomidorowego (zastąpiłam przecierem)
  • sól, pieprz, tymianek
  • 500 ml wywaru z kurczaka
  • płaska łyżka mąki do zagęszczenia sosu
Części kurczaka czyścimy, doprawiamy solą i pieprzem. Obsmażamy na patelni około 5 minut i odkładamy na bok. Na patelnię wrzucamy cebulę, smażymy kilka minut aż zrobi się miękka. Dodajemy czosnek, smażymy minutę. Kolejno wrzucamy pieczarki (większe kroimy w plastry) i podlewamy winem. Mieszamy z puree pomidorowym, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy chwilkę. Dorzucamy tymianek, wlewamy bulion, wkładamy z powrotem mięso. Dusimy na wolnym ogniu do momentu, aż kurczak będzie miękki. U mnie (z racji iż użyłam piersi) trwało to około 20-25 minut, jeśli użyjemy całych udek czas ten może się wydłużyć do godziny. Kiedy mięso będzie już gotowe odlewamy do miseczki kawałek sosu i dokładnie mieszamy go z płaską łyżką mąki. Następnie zagęszczamy sos powstałą mieszaniną. Doprawiamy delikatnie w razie potrzeby solą i pieprzem. Podajemy z ziemniakami, ryżem bądź kaszą.

czwartek, 20 stycznia 2011

Masoor Dal


Dziś chciałabym Wam zaprezentować kolejny dal (i tu pytanie bo spotykam się z trzema wersjami- dal, daal, dhal- która jest najbardziej wierna tradycji?). Jest to jedna z moich ulubionych wariacji na temat soczewicy czerwonej i z powodzeniem mogę polecić to danie wielbicielom kuchni indyjskiej i nie tylko. Z góry Was przepraszam za krótki wpis, mam jednak dużo pracy związanej ze studiami, co ogranicza zupełnie mój czas wolny. 
Przepis dodaję do akcji Z widelcem po Azji prowadzonej przez Irenę i Andrzeja.






MASOOR DAL (INDIE)

Składniki (na 2 porcje):
[przepis pochodzi ze strony indianfoodforever]
  • 100 g czerwonej soczewicy
  • 3/4 łyżeczki garam masala
  • 3/4 łyżeczki kurkumy
  • mała cebula drobno pokrojona
  • ząbek czosnku posiekany
  • kawałek świeżego imbiru startego na tartce
  • 1 papryczka jalapeno posiekana
  • 1 duży pomidor bez skórki posiekany
  • pół pęczka świeżej kolendry (zastąpiłam natką pietruszki)
  • sól
Soczewicę zalewamy wodą (około centymetr powyżej jej powierzchni), dodajemy sól, 1/4 łyżeczki garam masala i 1/4 łyżeczki kurkumy. Gotujemy około 15-20 minut w razie potrzeby podlewając wodą (ma osiągnąć konsystencję gęstego kremu). Na patelni rozgrzewamy tłuszcz, dodajemy cebulę i smażymy 3 minuty. Wrzucamy jalapeno, imbir i czosnek, smażymy chwilę, po czym dodajemy pozostałą kurkumę i garam masala. Cały czas mieszamy uważając aby zawartość patelni nie przypaliła się. Dodajemy pomidora i kolendrę, gotujemy do momentu aż pomidor zmięknie. Łączymy zawartość patelni z soczewicą, wykładamy i posypujemy kolendrą.

środa, 19 stycznia 2011

Idziemy na wojnę, czyli Anzac biscuits


Kiedy tylko zobaczyłam te ciasteczka- wiedziałam że od razu muszę je zrobić. Są bardzo proste w wykonaniu, robi się je niezwykle szybko, a do tego genialnie smakują. Dorotka pisała, że piekły je australijskie matki i żony dla walczących żołnierzy. Moje powędrowały do niejakiej J. Może na wojnę ona nie idzie, ale wielkimi krokami zbliża się sesja, a jakby nie patrzeć dla każdego studenta jest to ciężkie starcie.



Składniki (na 20-25 sporych ciasteczek):
[przepis pochodzi od Dorotus]
  • 100 g mąki
  • 85 g wiórków kokosowych - ja dałam różowe
  • 85 g płatków owsianych- u mnie błyskawiczne
  • 70 g cukru pudru
  • płaska łyżeczka sody
  • 100 g masła
  • łyżka golden syrup'u (dałam miód z koniczyny)
Mąkę, wiórki, cukier i płatki mieszamy w misce. Masło roztapiamy, dodajemy łyżkę miodu (nie doprowadzamy do wrzenia) oraz sodę rozpuszczoną w 2 łyżkach wrzącej wody. Do maślanej masy dodajemy suche składniki ii dobrze mieszamy. Formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego, spłaszczamy i układamy w odstępach na blasze. Pieczemy 8-10 minut w temp. 180 stopni (łatwo łapią kolor). W trakcie pieczenia po 2-4 minutach jeszcze raz ciasteczka spłaszczamy. Pozostawiamy je na blasze aż stwardnieją (są bardzo miękkie na początku) i studzimy na kratce. 

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Broccoli dal curry


Od dłuższego czasu miałam ochotę na danie z dodatkiem brokułów. Kiedy trafiłam na ten przepis- od razu wiedziałam, że muszę go zrobić. W najbliższych planach mam też dal z kalafiorem (i tu coś dziwnego się chyba ze mną dzieje, bo ja kalafiora nie lubię i nie jadam,a mimo to mam na niego smaka). 
Kilka dni temu okazało się, że jakimś cudem wykorzystałam limit zdjęć na bloggerze. Póki co zmuszona byłam usunąć kilka starszych postów, aby zrobić miejsce nowym. Dopóki nie wykupię nowego limitu moja aktywność blogowa nie będzie zbyt oszałamiająca. Co dziwne mój blog nie ma nawet roku- tym bardziej zdolna jestem że wykorzystałam całość;-)
Zapraszam na pyszne indyjskie danie- a sama wracam do lektury Marksa.

Składniki (na 2 porcje):
[przepis z moimi zmianami pochodzi ze strony recipeswuzzle]
  • 100 g czerwonej soczewicy
  • 1 średnia cebula drobno posiekana
  • pół łyżeczki chilli w proszku
  • pół łyżeczki czarnego mielonego pieprzu
  • łyżeczka mielonego kuminu
  • pół łyżeczki mielonej kolendry
  • łyżeczka kurkumy
  • sok z połowy małej cytryny
  • pół małego brokuła podzielonego na różyczki
  • około szklanki wywaru warzywnego (ja zastąpiłam wodą)
  • pół łyżeczki mąki do zagęszczenia (pominęłam)
  • sól do smaku


Na odrobinie tłuszczu smażymy posiekaną cebulę do miękkości. Dodajemy chilli, pieprz, kumin, kolendrę i kurkumę. Smażymy minutę stale mieszając (uważając by nie przypalić przypraw). Dodajemy soczewicę sok z cytryny i bulion (u mnie woda- dodaję ją bez odmierzania, musi po prostu przykryć ziarna. W razie potrzeby w trakcie gotowania dodaję odrobinę więcej wody). Doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień i gotujemy dalej przez 25 minut. W tym czasie gotujemy na parze brokuły około 7 minut. Przelewamy je zimną wodą. Na tym etapie w przepisie radzono odjąć troszkę płynu z soczewicy i wymieszać z mąką po czym dodać to z powrotem do gotujących się ziaren. Uznałam to za zbędne ponieważ całość była wystarczająco gęsta. Brokuły dokładamy do soczewicy, mieszamy dokładnie i gotujemy 5 minut. Podajemy z ryżem.

Przepis wędruje do akcji Grumków -Z widelcem po Azji.

sobota, 15 stycznia 2011

Mój pierwszy w życiu chleb na zakwasie


W końcu nastał ten dzień kiedy popełniłam swój pierwszy chleb na zakwasie. Muszę przyznać, że nie obeszło się bez problemów i utrudnień. Najpierw hodowla zakwasu- jak już wspominałam Wam- wyrzuciłam mój pierwszy uznając go za trupa, choć tak na prawdę pracował. Zabrałam się do drugiego- robiłam go następującą metodą - każdego wieczoru o 21 wsypywałam 100 g mąki na 100 g wody, mieszałam dokładnie i odstawiałam na kolejne 24 godziny. Oczywiście pewnego dnia zapomniałam go dokarmić i musiałam ratować go rano (i ten potworny koszmar o zakwasie zjadającym moje meble).
Zdarzyły się dwie ucieczki (jak się pakuje taką ilość wody i mąki to nic dziwnego). Ale muszę przyznać, zapach taniego wina w mieszkaniu o poranku- BEZCENNE. 
Szybko jednak go przytemperowałam- robiąc z niego drugi zakwas. Tym samym mam dwa słoje zakwasowe- jeden karmiony wczoraj po raz ostatni (6-dniowy) i już grzecznie stojący w lodówce oraz drugi który karmię co 12 godzin metodą od Tatter. Chcę go przytrzymać do 10 dnia. Zdaję sobie sprawę, że dwa zakwasy są mi całkowicie zbędne, jeden jednak prawdopodobnie powędruje do kogoś. Póki co jest piękny gąbczasty, pełen bąbelków, pachnie jak dobrej jakości jabol- czegóż więcej chcieć od zakwasu.
A teraz o pieczeniu chleba i utrudnieniach, które nastały. Po pierwsze masa rosła jak szalona. Zamiast wyrastać godzinę w keksówce, poradziła sobie w 20 minut. W piekarniku (czyt. kombiwarze) pojawił się problem- rosło dalej i w przeciągu 10 minut wyglądało jak chlebowe monstrum. I tu niestety urok kombiwaru- ciasto tak urosło że znalazło się jakieś 2 cm od pokrywy, stąd też musiałam zmniejszyć temperaturę, by chlebka nie spalić. Chciałam ratować się folią, ale rzecz jasna nie mogłam jej nigdzie znaleźć (potem okazało się, że leżała obok mnie). Tym samym pod koniec pieczenia masochistycznie za pomocą ściereczki i szybkiego, sprytnego ruchu niczym Bruce Willis w Szklanej Pułapce, przewróciłam chleb do góry nogami i ta się dopiekał bym go nie spaliła.  Efekt iście zadowalający- piękny puszysty chlebuś, z chrupiącą skórką. Troszkę za mało miał może dziurek, ale mimo to wszystkim smakował i zniknął jeszcze tego samego dnia. Tym samym pierwsze postanowienie noworoczne spełnione- upiekłam swój pierwszy w życiu i na pewno nie ostatni chleb na zakwasie. A nie ostatni bo dziś piekłam kolejny, mianowicie chlebek z San Francisco. 
Za pomoc i rady dziękuję Ewelosie, Wiewiórce i Maggie;)  Jesteście dziewczyny niezastąpione! 

Składniki:
[przepis pochodzi od Liski]
  • 500 g mąki pszennej chlebowej
  • 8 g świeżych drożdży
  • 300 ml wody
  • płaska łyżeczka soli (następnym razem dam szczyptę więcej)
  • 150 g aktywnego zakwasu żytniego
Wszystkie składniki łączymy ze sobą najlepiej za pomocą miksera (ja zrobiłam to ręcznie, ponieważ mój mikser jakiś czas temu został jednorękim bandytą). Przekładamy do miski i odkładamy na 2 godziny do wyrośnięcia (ciasto jest dosyć gęste  i lepkie). Po tym czasie przekładamy ciasto do keksówki (ja ją naoliwiłam i wysypałam otrębami). Moja keksówka ma wymiary 24 cm na   . Ciasto sięgało połowy wysokości keksówki. Odstawiamy do wyrośnięcia na 45-60 minut (moje po 20 minutach sięgnęło wysokości foremki). Piekarnik nagrzewamy do temp. 220 stopni, pieczemy chleb przez 40 minut. Z ciasta możemy też formować bułki i piec krócej około 20 minut. 


piątek, 14 stycznia 2011

Zielone curry z kurczaka


Polowanie na pastę curry zajęło mi troszkę czasu. Co dziwne dawniej często widywałam ją na półkach, kiedy jednak była mi potrzebna zapadła się pod ziemię. W końcu zdobyłam upragniony słoiczek i zabrałam się za poszukiwanie przepisu. Padło na tajskie zielone curry z kurczaka. Przepis zmodyfikowałam pozbawiając go tajskiego bakłażana i liścia cytrynowego, do których nie mam dostępu. Dla wielbicieli mleczka kokosowego i azjatyckich smaków. Przepis dodaję do akcji Ireny i Andrzeja - Z widelcem po Azji.

    Składniki (na 2 porcje):
    [przepis z moimi zmianami pochodzi z książki Podróże kulinarne. Kuchnia tajska]

    • 2 filety z kurczaka (każdy po 200 g) pokrojone w grubszą kostkę
    • puszka mleczka kokosowego (400 ml)
    • 2-3 łyżki zielonej pasty curry
    • 1 papryczka chilli pozbawiona pestek i posiekana (w oryginale zielona, u mnie czerwona)
    • 1 ząbek czosnku drobno posiekany
    • 3 szalotki posiekane
    • 1 łyżeczka cukru palmowego (dałam biały)
    • 1 łyżeczka sosu rybnego
    • łyżka soku z limonki
    • łyżka świeżych liści kolendry
    • łyżka oleju arachidowego
    Pastę curry umieszczamy na dużej patelni i podgrzewamy mieszając, aż jej zapach stanie się intensywny. Dodajemy mleczko kokosowe, doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień i gotujemy około 5 minut cały czas mieszając.
    Na drugiej patelni rozgrzewamy olej arachidowy, smażymy kurczaka aż się zrumieni (ma być usmażony). Odkładamy na bok i osączamy z nadmiaru tłuszczu papierowym ręcznikiem. Kurczaka dodajemy do curry wraz z sosem rybnym, sokiem z limonki, 2 posiekanymi szalotkami, czosnkiem i cukrem. Podgrzewamy na wolnym ogniu bez przykrycia około 10 minut. Posypujemy posiekaną cebulką, chilli i kolendrą.
    To curry robiłam dwukrotnie. Pierwszy raz zgodnie z przepisem. Drugi raz z kolei w wersji z mniejszą ilością brudnych naczyń. Kurczaka wrzuciłam na olej, przesmażyłam, dodałam szalotki i pastę wymieszaną z mleczkiem. Następnie dodałam resztę składników i gotowałam około 10 minut. W. stwierdził, że danie zrobione metodą pierwszą i drugą inaczej smakuje. Myślę jednak, że warto ubrudzić kolejną patelnię i wykonać danie zgodnie z oryginalnym przepisem.


    środa, 12 stycznia 2011

    Pierś z kurczaka faszerowana serem feta i suszonymi pomidorami

    Dziś obudziłam się o 3. Wiem, wiem nie raz to pisałam. Ale obudziłam się- przypomniało mi się że maleństwo (czyt. zakwas) nie zostało nakarmione wieczorem. Nic jednak zrobić nie mogłam (co by nie hałasować) i poszłam dalej spać. Zafundowałam sobie w ten sposób koszmar o morderczym zakwasie, który zaczął zjadać mi meble. Z samego rana został nakarmiony, mam nadzieję że nie odbije się to na jego zdrowiu. Jeśli tak, będę zmuszona zaczynać całą zabawę od nowa. 
    Przy okazji pyszne piersi z kurczaka nadziewane serem feta i suszonymi pomidorami. Jak zapewne wiecie- połączenie idealne. Smak wyjątkowy (W. sam farsz przed zapakowaniem go w mięsną kieszonkę wyjadał mi z salaterki). Polecam serdecznie w wolnej chwili.


    Składniki (na 2 porcje):
    • 2 spore filety z piersi z kurczaka- każdy po 220 g
    • sól, pieprz kolorowy świeżo mielony
    • farsz- 130 g sera feta, 5-6 suszonych pomidorów z zalewy pokrojonych w paseczki, 2 ząbki czosnku drobno posiekane, 2 łyżki zalewy z pomidorów
    Filety myjemy i czyścimy. Odcinamy polędwiczki. W każdym filecie robimy "kieszonkę" nacinając je wzdłuż zaczynając od grubszej strony (nie nacinamy do końca). Składniki farszu dokładnie ze sobą mieszamy ( fetę potraktowałam widelcem). Farszem napełniamy kieszonki, spinamy je za pomocą wykałaczek. Smażymy na patelni ze wszystkich stron do zrumienienia, bądź pieczemy na ruszcie w piekarniku (temp. około 180 stopni przez 25-30 minut w zależności od wielkości filetów). Podajemy z ziemniakami, ryżem lub innymi ulubionymi dodatkami.

    wtorek, 11 stycznia 2011

    Warzywny dal





    Dziś chcę Wam zaprezentować rewelacyjny dal warzywny z dodatkiem soczewicy. Na pewno posmakuje nie tylko amatorom kuchni indyjskiej. Dania tego typu strasznie polubiłam, każdego dnia staram się sięgać po nowe przepisy i wertuję blogi i strony z przepisami pochodzącymi z tej kuchni. Mam jeszcze wiele do wypróbowania, sukcesywnie więc będę się z Wami dzieliła przepisami. Danie jest niezwykle sycące, pełne witamin i co najważniejsze rozgrzewające, co w okresie zimowym jest wielkim plusem. Na dodatek kusi też pięknymi słonecznymi barwami.






    WARZYWNY DAL (INDIE)

    Składniki (na 4 porcje):
    [przepis znaleziony na anglojęzycznej stronie z kuchnią indyjską]
    • 400 g pomidorów z puszki- bez skóry i pokrojonych
    • 10 niewielkich pieczarek pokrojonych w grubsze plastry
    • 1 mała czerwona cebula pokrojona w kostkę
    • 2 ząbki czosnku drobno posiekane
    • pół czerwonej papryki pokrojonej w grubszą kostkę (w oryginale była zielona papryka, ja jednak jej nie lubię)
    • pół żółtej papryki pokrojonej jw 
    • pół pęczka posiekanej natki pietruszki lub kolendry
    • 2 łyżki czarnych oliwek pokrojonych w plasterki (dałam od siebie)
    • 1 spora łodyga selera naciowego posiekanego w centymetrowe kawałki
    • 100 g czerwonej soczewicy
    • 1/4 łyżeczki kardamonu
    • pół łyżeczki mielonego kuminu
    • 1/4 łyżeczki garam masala
    • szczypta mielonego imbiru
    • 1/4 łyżeczki chilli w proszku
    • pieprz, sól


    Na odrobinie oliwy smażymy cebulę i czosnek. Dodajemy chilli, kardamon, garam masala, imbir i kumin. Smażymy ciągle mieszając, aż warzywa oblepią się przyprawami. Dodajemy seler, paprykę, pieczarki. Wrzucamy rozgniecione pomidory z puszki wraz z sokiem (jeśli są bardzo gęste dodajemy wody). Gotujemy na małym ogniu około 10 minut. Kolejno dodajemy soczewicę, dokładnie całość mieszamy i gotujemy kolejne 10 minut aż soczewica będzie miękka (jeśli używamy soczewicy zielonej wrzucamy ją wraz z pomidorami i gotujemy dłużej). Pod koniec doprawiamy solą i pieprzem, dodajemy pokrojone oliwki i natkę pietruszki. Świetnie smakuje z kaszą kuskus, makaronem czy kromką chleba.

    Przepis wędruje do akcji Z widelcem po Azji prowadzonej przez Irenę i Andrzeja.

    poniedziałek, 10 stycznia 2011

    Kurczak BBQ a Polska kiełbasą i kapustą stoi


    Dziś w ramach kolejnej nieprzespanej nocy przeglądałam zagraniczne strony w poszukiwaniu kulinarnych inspiracji. Pośród wielu przepisów znalazły się także dania z kuchni polskiej. Te tradycyjne rzecz jasna. 
    I tak też na jednej stronie wyczytałam, że w Polsce jada się: marchewkę duszoną z ziemniakami( ja pierwsze  słyszę), jajka marynowane w occie (teściowa robi, ale czy to wizytówka kuchni polskiej?), zupę z kaszy perłowej i grzybów ( zapewne chodzi o nasz polski krupnik), ravioli (z ziemniaków, sera i chilli ) polane kwaśną śmietaną, tradycyjną zimową zupę ze szparagów (jak dla mnie to szparagi na wiosnę).
    Większość stron zgodnie podaje, że w Polsce jada się: bigos, pierogi, zrazy, serniki, makowce, mazurki, barszcz, babkę, kiełbasę na tysiąc sposobów, buraki, kompot i kapustę.
    Spodobały mi się próby translacji pewnych nazw- pojawiły się babaci's pierogi (zapewne pierogi Babci), bitkas, borsht, easy kielbasa, golumpkis (rzecz o gołąbkach), kugela, halushki, kolachi, flaczky, halupky (kolejna nazwa gołąbków), kluskies, schnitzla, paluski, bialys (chodzi o jakiś chleb z cebulą), lecho,  poertzelki, mielona, boush,  goulash, poz noz (tu już moja zdolność rozpoznawania potraw zawiodła, było to coś a la jajka zapiekane z serem i szpinakiem). 
    Swoją drogą ciekawy ile my popełniamy błędów starając się podać nazwy potraw w innych językach. 
    Pojawia się wiele dań zupełnie mi nie kojarzących się z kuchnią polską, bynajmniej ta tradycyjną, mianowicie- zupa z kiełbasą i mlekiem, barszcz czerwony z krewetkami, sałatka z pomidorów i parówek, spaghetti w sosie z dodatkiem wódki (choć podane proporcje wskazywały, iż to makaron jest dodatkiem do alkoholu), zupa z kurczaka i maślanki oraz totalny hit- pizza ze szpinakiem i ...pierogami.
    Ogólnie odniosłam wrażenie, że obcokrajowcy kojarzą polską kuchnię głównie z kapustą i kiełbasą. Spotkałam nawet przepisy na lasagne z tymi dodatkami, znalazł się też śledź marynowany na kapuście z kiełbasą. 

    Dziś jednak nie będzie u mnie ani kapusty, ani kiełbasy, czy też pierogów. Zapraszam na kurczaka barbecue, wprawdzie jeden już u mnie był- ten przepis jednak bije poprzedni na głowę. 



    Składniki (na 2 porcje):
    [przepis pochodzi stąd]
    • 3 łyżki ketchupu
    • 2 łyżki miodu
    • 2 łyżki słodkiego sosu chilli
    • łyżka sosu sojowego
    • łyżka oliwy z oliwek
    • łyżka octu z białego wina
    • łyżka przyprawy Cajun 
    • 4 podudzia z kurczaka 
    • przyprawa Cajun [podaję za  kabamaigą]- 5 łyżeczek słodkiej papryki w proszku, 1 łyżeczka chilli w proszku, 1,5 łyżeczki pieprzu cayenne, 1 łyżeczka oregano, 1 łyżeczka tymianku, 1 łyżeczka czarnego pieprzu, 1 łyżeczka białego pieprzu, 1 łyżeczka granulowanego czosnku, 1 łyżeczka granulowanej cebuli (tymianek, oregano rozcieramy w moździerzu i łączymy z pozostałymi przyprawami)
    Kurczaka czyścimy (wedle preferencji możemy zostawić skórkę lub ją zdjąć). Nacinamy w 2-3 miejscach do kości. Składniki sosu dokładnie ze sobą mieszamy. Smarujemy mięso sosem i odstawiamy do lodówki na godzinę lub najlepiej całą noc.
    Mięso pieczemy na ruszcie w temp. 180-200 stopni około pół godziny.

      niedziela, 9 stycznia 2011

      Chana masala

      Dziś propozycja na danie wegańskie rodem z Indii. Szczerze powiedziawszy zakochałam  się w tej kuchni, jest dla mnie idealna- wyrazista, pełna pięknych aromatów. A z racji mojej miłości do ciecierzycy, tym bardziej daniem byłam zachwycona. Polecam pasjonatom indyjskich smaków, jak i tym, którzy dopiero co zaczynają je odkrywać.

      Składniki (na 2 porcje):
      • 1 mała cebula drobno posiekana
      • 120 g ciecierzycy ugotowanej lub z puszki
      • ząbek czosnku posiekany
      • pół łyżeczki świeżego imbiru startego
      • pół łyżeczki garam masala
      • pół łyżeczki kuminu
      • 1/4 łyżeczki chilli w proszku
      • pół łyżeczki mielonej kolendry
      • 1/4 łyżeczki kurkumy
      • sól do smaku
      • 200 g pomidorów 
      • pół pęczka posiekanej kolendry lub natki pietruszki



      Na patelni rozgrzewamy tłuszcz, smażymy cebulę. Po 3 minutach dodajemy kumin, garam masala, imbir, kurkumę, kolendrę i czosnek. Smażymy ciągle mieszając, aż przyprawy zaczną wydzielać aromat. Dodajemy ciecierzycę, rozgniecione pomidory i sól. Gotujemy około 5 minut. Podajemy obficie posypane natką pietruszki lub kolendrą.
      Przepis wędruje do akcji Grumków- Z widelcem po Azji.

      piątek, 7 stycznia 2011

      Kurczak Tandoori


      Znów budzę się o 3 w nocy. Dziś nawet przeszłam samą siebie- wstałam o 1. Cały dzień chodzę jak na rzęsach. Zakwas umarł. Sama nie wiem, gdzie tkwił błąd. Nastawiłam za to kolejny i czekam aż zacznie pracować. Upiekłam bułeczki, poczyniłam ciasto. Wszystko tylko po to by zająć myśli i troszkę się zrelaksować. A wczoraj był u nas taki oto kurczaczek. Podróżując z Grumkami przez jakiś czas zostanę przy kuchni indyjskiej - zaczynam ją bowiem coraz bardziej doceniać. A na dowód, że i ja ją polubiłam, w najbliższym czasie zaprezentuję Wam kilka pysznych dań wegańskich rodem z Indii.



      Składniki (na 2 solidne porcje):
      [przepis z moimi zmianami pochodzi ze strony indianfoodforever]
      • 2 ćwiartki z kurczaka
      • 2 łyżki soku z cytryny
      • 4 łyżki jogurtu naturalnego
      • łyżeczka garam masala
      • łyżeczka kuminu
      • 3/4 łyżeczki soli
      • łyżka wody
      • ząbek czosnku
      • kawałek imbiru około 2 cm
      • 1 łyżeczka słodkiej papryki
      • 1 zielone chilli
      • 2 łyżki Ghee (zastąpiłam olejem)
      • ew. żółty barwnik spożywczy 
      Kurczaka pozbawiamy skóry, czyścimy. Zalewamy sokiem z cytryny i odstawiamy do lodówki na 30 minut.  Za pomocą blendera rozdrabniamy czosnek, chilli, imbir wraz z wodą na pastę. Mieszamy ją z jogurtem, ghee, papryką słodką, solą, kuminem, garam masala (ew. dodajemy barwnik). Tak powstałą marynatą smarujemy kurczaka. Odstawiamy go na 5 godzin lub na całą noc. Pieczemy na ruszcie około 40 minut w temp. 180 stopni, od czasu do czasu polewając marynatą. Podajemy z ryżem.

      Przepis dodaję do akcji Z widelcem po Azji prowadzonej przez Grumków. 

      środa, 5 stycznia 2011

      Festiwal kuchni arabskiej- ZAPROSZENIE


      Chciałabym Was wszystkich serdecznie zaprosić do akcji kulinarnej tematycznie związanej z kuchnią arabską. Zabawa będzie trwała od 1 lutego do 1 marca 2011 roku. Mam nadzieję, że będzie to dla Was okazja na odkrywanie nowych smaków i aromatów. Jest to pierwsza akcja jaką prowadzę, dlatego też za wszelkie niedociągnięcia z góry Was przepraszam. Chętnie też wysłucham waszych sugestii, zarówno w kwestiach kulinarnych, jak i technicznych. Do akcji nie dodajemy przepisów archiwalnych, prosiłabym też o umieszczanie informacji o tym, iż wpis bierze udział w zabawie. Osoby chętne serdecznie zapraszam do wspólnego gotowania.

      Strony z przepisami z kuchni arabskiej, które znalazłam (jeśli znajdziecie ciekawe linki chętnie je tu umieszczę, by łatwiej nam było gromadzić przepisy):


      -spora garść przepisów na stronie http://www.planetaislam.com/kobiety/przepisy/
      - http://www.al-bab.com/arab/food.htm (po angielsku)
      - Makłowicz w podróży- Tunezja 
      - http://www.ummah.net/family/recipes.html
      - Maroko- http://www.moroccan-recipes.com/ , http://www.food.com/recipes/moroccan  http://recipes.wuzzle.org/index.php/75 , http://www.bbcgoodfood.com/content/recipes/cuisines/moroccan/, http://www.myrecipes.com/how-to/5-to-try/moroccan-dishes-10000001915583/ , http://www.myrecipes.com/world-cuisine/moroccan-recipes/7-favorite-moroccan-dishes-00420000001231/
      - Libia-http://www.food.com/recipes/libyan, http://www.recipesoflebanon.com/
      - Liban- http://www.cedarseed.com/water/lebrecipes.htmlhttp://lebaneserecipes.org/
      - Tunezja- http://www.recipes4us.co.uk/Tunisian%20Recipes.htm  , http://recipes.wuzzle.org/index.php/92
      - Algieria- http://recipes.wuzzle.org/index.php/31
      - Arabia Saudyjska- http://www.food.com/recipes/saudi-arabian , http://www.mapsofworld.com/saudi-arabia/society-and-culture/recipe.html
      - Egipt- http://www.food.com/recipes/egyptianhttp://egyptianrecipes.net/ , http://www.recipehound.com/Recipes/egypt.html , http://www.recipes4us.co.uk/Egyptian%20Recipes.htm
      - Sudan- http://www.food.com/recipes/sudanese, http://www.africa.upenn.edu/Cookbook/Sudan.html
      - Syria- http://www.grouprecipes.com/syrian ,,http://www.orangeblossomwater.net/

      W ramach ścisłości podaję kraje arabskie (biorąc pod uwagę 21 członków Ligi Arabskiej oraz Autonomie Palestyńska):  Algieria, Arabia Saudyjska, Bahrajn, Dżibuti, Egipt, Irak, Jemen, Jordania, Katar, Komory, Kuwejt, Liban, Libia, Maroko, Mauretania, Oman, Palestyna, Somalia, Sudan, Syria, Tunezja, Zjednoczone Emiraty Arabskie.
      Do krajów arabskich nie zaliczamy tych, w których Arabowie stanowią mniejszość etniczną (np. Turcja, Iran).

      a tu kod do banerka (przepraszam, że nie w ramce ale mam problemy z czcionką na blogu i wychodziły kosmiczne rzeczy):

      <a href="http://filozofiasmaku.blogspot.com/2011/01/festiwal-kuchni-arabskiej-zaproszenie.html"><img src="http://2.bp.blogspot.com/_6Hgs2UpS0Jk/TTf0SC-yROI/AAAAAAAACFY/HMLeOr1EKfw/s640/488708753.JPG" alt="Festiwal kuchni arabskiej-zaproszenie" width="180px" border="0" /></a>



      Jeśli jest ktoś zainteresowany mogę mailowo podesłać więcej przepisów (piszcie na maila m.lollypops@gmail.com)











      wtorek, 4 stycznia 2011

      Kurczak z grzybami w czerwonym winie


      Dziś powrót do szarej rzeczywistości- czyli do kurczaka. Serwowałam go na Sylwestra. Długo zastanawiałam się, co przygotować - z pomocą pospieszyła mi Maggie i był to na prawdę strzał w dziesiątkę. Pełne aromatu i grzechu warte danie, które Wam serdecznie polecam.

      PS. Zakwas w trakcie produkcji, choć moja cierpliwość co do niego zaczyna się powoli kończyć. Cóż, pieczenie "prawdziwego" chleba będzie dla mnie zapewne lekcją pokory. 

      Składniki (na 2 porcje):
      [przepis pochodzi stąd]
      • 2 filety z piersi z kurczaka
      • sól, pieprz
      • 150 ml wywaru z kurczaka
      • 150 ml czerwonego wytrawnego wina
      • 200 g pieczarek
      • świeży tymianek (użyłam suszonego)
      • 1 łyżka mąki  

          Filety czyścimy, przyprawiam solą i pieprzem. Smażymy na rozgrzanym tłuszczu na złoto. Pieczarki czyścimy, kroimy w plastry (mniejsze możemy zostawić w całości), dorzucamy do kurczaka i posypujemy tymiankiem. Kiedy mięso będzie już usmażone, zdejmujemy je z patelni.
          Mąkę mieszamy z odrobiną bulionu. Do pieczarek wlewamy wywar i wino. Gotujemy dalej, aż płyn zredukuje się o połowę (u mnie trwało to około 10 minut). Sos zagęszczamy mąką wymieszaną z bulionem i dokładnie mieszamy. Dokładamy z powrotem kurczaka i podgrzewamy jeszcze 5 minut. Pod koniec delikatnie doprawiłam solą i pieprzem.


          poniedziałek, 3 stycznia 2011

          Muttar tofu


          Witam Was serdecznie w Nowym Roku! Jeszcze w grudniu spisałam sobie pokaźną listę noworocznych postanowień, w tym także kulinarnych. Nie odbieram ich jako przymusu (wtedy tym bardziej żadne z nich nie zostanie zrealizowane) ale bardziej jako małą sugestię do poczynienia w moim życiu pewnych zmian. Tym samym postanowiłam jeść obiady i to na dodatek ciepłe. Przyznaję, że ciężko mi przywyknąć i moje obiady są raczej późnymi obiado-kolacjami. Myślę, że z czasem będzie łatwiej. 
          Co do postanowień kulinarnych - własny zakwas i upieczenie na nim pierwszego "prawdziwego" chlebka (waga zakupiona, tylko czeka by z niej korzystać), upichcenie pierwszego w życiu tortu (tak, tak, przyznaję, nigdy sama tortu nie robiłam) i poczynienie rolady (zawsze mnie to rolowanie przerażało i bałam się tego podjąć). Jakie będą tego rezultaty? Czas pokaże. 
          Tymczasem zapraszam na jeden z moich ostatnich obiadków.


          Składniki (na 2 porcje):
          [ przepis z małymi zmianami pochodzi od Wegetarianki]
          • ok. 100 g tofu marynowanego pokrojonego w kostkę
          • 1 mała cebula pokrojona w drobną kostkę
          • 1 duży ząbek czosnku drobno posiekany
          • łyżeczka startego imbiru
          • 3/4 łyżeczki curry w proszku
          • pół łyżeczki garam masala
          • pół łyżeczki słodkiej papryki
          • 150 g mrożonego groszku
          • 400 g pomidorów w puszce bez skóry pokrojonych (dałam świeże pomidory, które sparzyłam, obrałam i posiekałam)
          • sól lub sos sojowy
          • natka pietruszki lub kolendra (u mnie koperek)
          • od siebie dałam po 1/4 łyżeczki kardamonu, chilli w proszku


          Na patelni rozgrzewamy oliwę, wrzucamy przyprawy garam masala, curry, paprykę, kardamon, chilli w proszku. Mieszamy minutę, dorzucamy czosnek, cebulę i imbir. Dodajemy tofu, smażymy mieszając aż mieszanka przypraw ładnie oblepi kawałki serka. Dodajemy pomidory i zostawiamy na małym ogniu na około 15 minut, aż pomidory całkowicie się rozpadną a sos zrobi gęsty. Wrzucamy groszek i gotujemy kolejne 10 minut. Pod koniec doprawiamy solą lub sosem sojowym., posypujemy natką lub koperkiem Ja dodatkowo dałam  odrobinę świeżo mielonego pieprzu. Jeśli sos jest zbyt gęsty możemy go rozrzedzić za pomocą odrobiny bulionu lub wody. Konsumowałam z kaszką kuskus. 
          Przepis ten jest moją pierwszą i nie ostatnią zapewne propozycją do akcji prowadzonej przez Irenkę i Andrzeja - Z widelcem po Azji.